• Nasz jesienny "nalot" na komisy potwierdza, że handel autami używanymi coraz bardziej się w Polsce cywilizuje...
  • ...co jednak wcale nie oznacza, że już można się w pełni odprężyć. Nie, krętaczy nie brakuje, tak samo jak i aut zwyczajnie zajechanych
  • Ceny odczuwalnie wzrosły w stosunku do czasów sprzed pandemii, ale za 25-70 tys. zł nadal da się kupić coś, co jeszcze przez jakiś czas posłuży
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Ten Peugeot za 44 900 zł? Tak, tak, gdzieś jest, ale musimy tu nim podjechać, nie wiem, czy odpali, mógł już paść akumulator. Nic dziwnego, że mógł paść, wszak akurat ten egzemplarz, choć na oko dość ładny, nie jest jednak wybitnie tani. Akurat w okolicy tego komisu da się znaleźć kilka innych ofert w nieco niższej cenie (i z niższym przebiegiem, choć fakt, że to głównie diesle), możemy więc z pewną dozą prawdopodobieństwa założyć, że ten egzemplarz już chwilę stoi. Mimo że ma całkiem niezłe wyposażenie i pożądany w dzisiejszych czasach silnik benzynowy.

Sytuacja na rynku zaczyna już coraz bardziej przypominać tę sprzed pandemii – wyrywa nas z zadumy pracownik komisu. – Ludzie nie rzucają się już na wszystko, co ma cztery koła i silnik, rynek trochę się uspokoił, poza tym znów widać zwiększone zainteresowanie samochodami nieco tańszymi i bardziej przystępnymi cenowo. Czyli takimi za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale czy łatwo da się w takim budżecie znaleźć coś, co będzie jeszcze rokowało na przyszłość? Właśnie to dla Was sprawdzimy. Bo akurat wspomniany Peugeot (zdjęcia – patrz niżej) wydaje się być w całkiem sensownym stanie.

Na początek jednak kilka ważnych wniosków, które nasunęły nam się po ostatnim "nalocie" na komisy. Przede wszystkim rynek wtórny w Polsce wyraźnie się w ostatnich latach ucywilizował – przybywa dużych firm (często należą one do jakiejś sieci, np. zagranicznej), które kładą nacisk na wysoką jakość obsługi i maksymalną przejrzystość oferty pod kątem m.in. przebiegu, historii szkód oraz napraw.

Fakt, że tacy duzi gracze obracają głównie dość młodymi i nie zawsze tanimi samochodami, jednak i u nich znalezienie czegoś za 30-60 tys. zł zazwyczaj nie stanowi wielkiego wyzwania. Często trzon oferty takich komisów stanowią auta z polskiego salonu, pochodzące np. z najmu długoterminowego bądź leasingu. Przed wystawieniem na sprzedaż pojazdy często są solidnie sprawdzane pod kątem mechaniki, nierzadko większe niesprawności są usuwane.

Zwykle od ręki można również liczyć na wydruk z historii serwisowej, ale zdarza się i tak, że sprzedawca dysponuje zdjęciami ewentualnych szkód. Co ciekawe, czasem w takich komisach trafiają się też pokontraktowe auta z zagranicy, które nie mają jeszcze polskich tablic ani papierów, ale zazwyczaj i w ich przypadku historia serwisowa lub przebieg też nie stanowią wielkiej tajemnicy.

Na rynku jest lepiej, jednak...

Ale żeby nie było, że nasz rynek wtórny to już całkowicie kraina mlekiem i miodem płynąca. Nie, nic z tych rzeczy, bo nadal działają (i będą działać) nieco mniej uczciwi sprzedawcy, którym niezbyt zależy na tym, by udostępniać wszystkie fakty z przeszłości danego egzemplarza. A i duże firmy, skupując hurtowo auta z kilku źródeł, też przecież mogą trafić na zgniłe jajo…

Dlatego zawsze zalecamy zachować czujność i nie podchodzić zbyt lekko do kwestii weryfikacji historii i stanu interesującego Was samochodu. Zawsze radzimy przynajmniej zweryfikować dane na stronie historiapojazdu.gov.pl, zwłaszcza że da się w ten sposób sprawdzić również wybrane informacje w przypadku aut sprowadzonych z zagranicy. Dla bardziej dociekliwych zostają jeszcze inne (tzw. zewnętrzne) bazy danych, w których za raport należy zapłacić (uwaga: czasem jest tak, że raport kosztuje niemało, a żadnych ciekawych danych nie zawiera, zdarza się też i tak, że zawiera błędy!).

Tak naprawdę należałoby zawsze zajrzeć do kilku raportów/baz danych i zestawić je ze sobą nawzajem, ale często nie ma to ani zbyt dużego sensu, ani uzasadnienia ekonomicznego. No, chyba że kupujecie np. Rolls-Royce’a za setki tysięcy złotych.

Nie należy się za to zbytnio przejmować narzekaniem sprzedawcy kręcącego nosem na to, że zbyt wnikliwie sprawdzacie jego ofertę. Jasne, skrupulatne weryfikowanie stanu powłoki lakierniczej w 20-letnim aucie za kilka tysięcy złotych często faktycznie zakrawa na przesadę, bo w takim wypadku liczy się przecież głównie stan mechaniki i jak najmniejsza ilość rdzy, ale z drugiej strony każdy ma prawo do sprawdzenia tego, na co wydaje ciężko zarobione pieniądze.

Warto pamiętać o rękojmi

A fakty są takie, że samochody z przedziału cenowego rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych okazują się na tyle popularne i dają na tyle duże pole do zarobku, że kuszą do kombinowania i robienia różnorakich machlojek. Dobra wiadomość: przepisy konsumenckie całkiem nieźle chronią kupujących – warto o tym pamiętać i w razie potrzeby nie bać się korzystać z rękojmi.

Ale uwaga: rękojmia nie służy do tego, by żądać np. zwrotu kosztów w przypadku auta, które po prostu się komuś po zakupie nie spodobało. Bo ma, na przykład, za mały bagażnik, a w świetle dziennym kolor lakieru wyglądem przypomina zgniłego ziemniaka. Nie, zapisy i regulacje rękojmi mają chronić tych kupujących, którzy padli ofiarą oszustwa i kupili samochód z tzw wadą ukrytą. Czyli tylko i aż tyle.

Część komisów kusi kupujących też różnorakimi gwarancjami, jednak przed skorzystaniem z takiej opcji zawsze bardzo dokładnie przeczytaj warunki proponowanej usługi i sprawdź, co ona obejmuje, a czego nie, bo lista wyłączeń/obostrzeń potrafi być całkiem długa. I owszem, trafiają się programy gwarancyjne, które jako tako coś dają, jednak z pewnością nikt, słysząc słowo "gwarancja", nie powinien przesadnie usypiać swojej czujności.

Najlepsze wyjście z sytuacji to zakup samochodu w dobrym stanie, który… psuł się nie będzie. Oczywiście, mówimy to z przymrużeniem oka, bo takich aut w zasadzie nie ma, a weryfikacja stanu technicznego przed zakupem ma kluczowe znaczenie i to właśnie od niej dużo zależy. Dobre wiadomości też jednak są: wiele dużych komisów ma na miejscu własny podnośnik i nie robi problemów z tym, by auto obejrzeć od spodu albo zabrać do jakiegoś nieodległego warsztatu lub przynajmniej przyjechać z kolegą szwagra, który podłączy urządzenie diagnostyczne i zweryfikuje kody ewentualnych błędów.

Miernik grubości lakieru: korzystaj z niego rozważnie

Pamiętaj, że miernik grubości lakieru w ręku nikogo jeszcze nie zmienił w rzeczoznawcę do spraw stanu blacharskiego. Na przykład dlatego, że czasem drobna stłuczka czy obcierka oznacza zastosowanie punktowej szpachli i konieczność położenia drugiej warstwy lakieru – laik mógłby w takim wypadku pomyśleć, że ma przed sobą auto zdjęte z drzewa. Bo przecież tu szpachla, a tam malowane... Z drugiej strony, gdy tylko jest to opłacalne i warte zachodu, nawet mocno rozbite samochody naprawia się metodą "pod miernik", czyli tak, by laik z urządzeniem pomiarowym w ręku niczego nie zauważył. Wtedy tylko już od dobrej woli sprzedającego lub od wyjątkowej czujności kupującego zależy to, czy sprawa wyjdzie na jaw, czy jednak pozostanie w ukryciu.

Inny ciekawy aspekt, o którym warto też w tym miejscu wspomnieć, to zdalny zakup samochodu używanego. Wbrew pozorom to coraz bardziej popularna metoda, która rozwinęła się po części także dzięki pandemii. Wygląda to mniej więcej tak, że klient dostaje paczkę zdjęć oraz raport o stanie interesującego go auta i na tej podstawie podejmuje decyzję. Często w cenie zawarte są też koszty transportu pod dom, a najlepsze jest to, że gdy auto nie spełni czyichś oczekiwań, to zazwyczaj pod pewnymi warunkami można je odesłać i dostać pełny zwrot kosztów. Sprzedawcy zastrzegają jednak, że nie można pokonać więcej niż np. 500 km, poza tym na ewentualny zwrot mamy ściśle określony termin, którego nie można przekroczyć.

Coraz więcej działa też na rynku różnorakich rzeczoznawców i firm, które na zlecenie oglądają samochód używany, a następnie przedstawiają zleceniodawcy mniej lub bardziej szczegółowy (wszystko zależy od ceny oraz zakresu usługi) raport dotyczący stanu technicznego, historii serwisowej i ubezpieczeniowej danego egzemplarza. Zazwyczaj można też liczyć na rekomendację, czyli opinię rzeczoznawcy, który albo poleca, albo odradza zakup konkretnego samochodu. Ceny? Zazwyczaj od ok. 150 do kilkuset złotych.

Poniżej – przegląd aut, które obejrzeliśmy. Część dobrze rokuje na przyszłość, inne natomiast nieco gorzej.

Volkswagen Passat 1.8 TSI DSG (2012 r.), cena 44 700 zł, przebieg 212 700 km

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

To co, chyba już piszemy fakturę? – wesoło żartuje sobie pracownik komisu, widząc, że dość sumiennie oglądamy brązowego Passata. A fakty są takie, że auto jest w na tyle dobrym stanie, że aby wyłowić jakieś wady, trzeba mu się dobrze przyjrzeć. Lakier? Ładny, po polerce, praktycznie cały fabryczny. Silnik? Odpala "na dotyk", nie słychać żadnych niepokojących dźwięków ze strony rozrządu.

Do tego dość świeże opony (2020 r.) i nowy akumulator, sumiennie prowadzona historia serwisowa i niezłe wyposażenie. Zatem auto idealne? Jednak nie, bo mamy tu silnik 1.8 TSI (CDAA), czyli tej generacji, która jest podatna na wysokie spalanie oleju. W papierach nie zauważyliśmy żadnej adnotacji dotyczącej ewentualnego remontu, choć fakt, że auto przejechało już ponad 200 tys. km, może wskazywać na to, że ktoś tu jednak już coś poprawiał.

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

Passat Highline ze skrzynią DSG z polskiego salonu to niezbyt częsty widok. Ten na dodatek jest bezwypadkowy i ma prawie cały fabryczny lakier. Czy nieco ponad 212 tys. km to dużo? I tak, i nie, bo przebieg widać już trochę we wnętrzu, ale z drugiej strony 20 tys. km rocznie to zupełnie normalna wartość, poza tym auto było regularnie i sumiennie serwisowane.

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

Lekko odrapany guzik, pęknięty boczek fotela, rączka od otwierania maski zostaje... w dłoni. Cóż, auto już swoje przeszło, ale nadal nie jest to "ogryzek".

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

Brzydko zapadnięty podłokietnik kierowcy.

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

Sumiennie i do końca prowadzona książka serwisowa. Niestety, na szybko nie znaleźliśmy wzmianki o ewentualnej naprawie tzw. problemu olejowego, sprzedawca też nic na ten temat nie wspominał.

Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używany VW Passat 1.8 TSI z 2012 r.

O ile Passat B6 potrafił rdzewieć, o tyle "B7-ka" jest o wiele lepiej zabezpieczona. Lekki nalot na zawieszeniu to norma.

Dacia Duster 1.5 dCi 4WD (2013 r.), cena 43 998 zł, przebieg 104 000 km

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 r.

Oto samochód, który budzi skrajne emocje: jedni go kochają i doceniają dobrą relację ceny do oferowanych możliwości, inni nabijają się z kiepskiej jakości i wysokiej awaryjności. Prawda, jak to zwykle bywa, leży gdzieś pośrodku. Ten konkretny egzemplarz, choć ma tylko lekko ponad 100 tys. km na karku, wygląda już tak sobie: podniszczone i brudne wnętrze, porysowany i powgniatany lakier, dużo brudu w komorze silnika.

Dobra wiadomość jest taka, że rdzy w zasadzie nigdzie nie widać, a to w przypadku starszych modeli Dacii (i niektórych nowszych!) wcale nie jest takie oczywiste. Diesel 1.5 nawet "na zimno" pracuje poprawnie, poza tym to już poprawiona wersja tego silnika. Do auta dołączony jest wydruk z historii serwisowej potwierdzający niski stan licznika. Bo wygląd wnętrza mógłby mu przeczyć...

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Auto ma głównie fabryczny, ale brzydki lakier (patrz niżej). Malowana tylko tylna klapa.

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Tu wgniecenie, tam rysa i zadrapanie: wygląda na to, że ktoś niespecjalnie przejmował się wyglądem auta. Na pierwszy rzut oka – brak rdzy. I dobrze.

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Brudne i zaniedbane wnętrze, brud także w komorze silnika.

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Pasek rozrządu po wymianie w 2018 r. Czyli jeszcze chwilę powinien wytrzymać.

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Rozdarty boczek fotela kierowcy.

Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku Foto: Auto Świat
Używana Dacia Duster 1.5 dCi z 2013 roku

Gałka zmiany biegów po 104 000 km wygląda tak...

Toyota Auris 1.6 Valvematic (2012 r.), cena 35 700 zł, przebieg 148 800 km

Używana Toyota Auris 1.6 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris 1.6 z 2012 r.

Auris I nieco nadszarpnął reputację Toyoty jako producenta bezawaryjnych aut, ale egzemplarze po lifcie z silnikiem 1.6 Valvematic – czyli takie, jak ten – okazują się pewniejsze niż te z dieslami 2.0 i 2.2. Auris z 2012 r., na którego trafiliśmy na ogromnym placu pod Warszawą, przyjechał z Niemiec, poza maską ma całkowicie fabryczny lakier, skrupulatnie prowadzoną książkę serwisową (głównie ASO), a już w Polsce przeszedł kilka zabiegów serwisowych (np. hamulce z przodu, choć tarcze już pokryły się rdzą).

Wady? Też się znajdą. Akumulator kwalifikuje się, jeśli nie do wymiany, to do ładowania, w tylnych lampach stoi wilgoć, pod maską i na podwoziu widać już obecność odwiecznego wroga aut z Japonii – rdzę. Nie jest jeszcze źle, ale na pewno warto będzie się tym zająć, bo ten Auris dobrze rokuje na przyszłość.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Malowana tylko pokrywa silnika – reszta z fabryczną powłoką.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Komis zakładał m.in. nowe tarcze, ale auto już trochę stoi. I to widać.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Zielony nalot to kolejne potwierdzenie faktu, że Auris chwilę już na klienta czeka.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Ślady rdzy w komorze silnika oraz na spodniej stronie maski. Na razie wydają się niegroźne...

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Wnętrze w zasadzie jak nowe, choć np. boczki drzwi są porysowane. Widać, że tym autem jeździł ktoś sensowny. Klima – tylko ręczna.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

W Niemczech auto serwisowano bardzo sumiennie.

Używana Toyota Auris z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Auris z 2012 r.

Wilgoć wewnątrz lamp. Ale to jeden z nielicznych defektów.

Renault Laguna 2.0 dCi (2011 r.), cena 27 900 zł, przebieg 141 000 km

Używane Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używane Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Do tego modelu mamy niemały sentyment, bo nieco ponad 10 lat temu bardzo podobny egzemplarz służył w naszej flocie aut długodystansowych i z werwą pokonał dystans 100 tys. km. Laguna III była bardzo lubiana przez testujących, szkoda tylko, że przez kupujących chyba nieco mniej. W każdym razie nawet dziś auta po modernizacji – czyli takie, jak egzemplarz ze zdjęć – okazują się względnie tanie na tle wielu klasowych rywali.

Co dziwi o tyle, że pod względem awaryjności Laguny II i III dzieli przepaść na korzyść tej drugiej – jasne, znajdą się jakieś niedociągnięcia (np. nie zawsze godnie starzeje się wnętrze i kierownica), jednak mechanika i elektronika dużo rzadziej dają powody do obaw. Prezentowany egzemplarz jest już nieco podmęczony życiem, miał też kilka małych przygód (komis tego nie ukrywa i przedstawia wiarygodną historię serwisową i napraw blacharskich) i problemy z rozruchem. Czy rozważalibyśmy jego zakup? Chyba jednak nie, bo w podobnej cenie da się znaleźć nieco schludniejsze egzemplarze, jednak z drugiej strony – tu będzie jakieś pole do negocjacji cenowych. Do weryfikacji na pewno wibracje silnika po odpaleniu.

Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Lakier nie jest dziewiczy, jednak żadnego poważnego "dzwona" raczej tu nie było. I to duża zaleta.

Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Silnik z trudem odpala, po rozruchu mocno nim telepie, wibracje czuć też np. na przewodach klimy.

Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Zużyte obszycie kierownicy to klasyka w tym modelu.

Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Tu otarcie, tam zużyta uszczelka i wgniotki po klamrze od pasów – ta Laguna nieco już przeszła.

Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r. Foto: Auto Świat
Używana Renault Laguna 2.0 dCi z 2011 r.

Wytarty guzik świateł awaryjnych? Kosmetyka, ale złośliwi powiedzą, że to dlatego, iż Laguna musiała często się psuć.

Peugeot 2008 1.2 (2016 r.), cena 44 900 zł, przebieg 186 500 km

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Prawie 190 tys. km małym crossoverem w zaledwie 6 lat – można? Można. "2008-ka" pochodzi z jednego z krajów Beneluksu, ma więc obowiązkowo hak holowniczy. Widać, że tam nawet takie małe "szkraby" muszą swoje z przyczepą na karku przejechać. Ten egzemplarz początkowo należał do firmy leasingowej Athlon, więc to także, przynajmniej częściowo, wyjaśnia, skąd niemały przebieg w takim aucie.

Cena wywoławcza wydaje się w związku ze stanem licznika dość solidna, ale komis jest otwarty na negocjacje. Nie zaznaczono też (bardzo uczciwie!) kratki z napisem "bezwypadkowy", bo auto musiało mieć jakąś niewielką kolizję prawym przodem – jest drugi lakier, jest lampa młodsza o dwa lata od samochodu. Zalety tej "2008-ki" to bogate wyposażenie i niezły, na pierwszy rzut oka, stan techniczny. Auto nie ma polskich tablic, trzeba je dopiero zarejestrować w urzędzie.

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Jakaś kolizja była, ale raczej niewielka. Prawy przód był malowany, ale szpachli brak.

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Lampa – po wymianie. Jest o dwa lata młodsza od samochodu.

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Ukruszony klosz tylnej lampy.

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Poplamiona tapicerka. Pytanie, czy te ślady da się usunąć.

Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Peugeot 2008 1.2 z 2016 r.

Oberwane wygłuszenie maski. Książka serwisowa co prawda jest, ale niepełna.

Audi A3 1.4 TFSI (2013 r.), cena 52 900 zł, przebieg 91 500 km

Używane Audi A3 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi A3 1.4 TFSI z 2013 r.

Za kwotę ponad 50 tys. zł można kupić bardziej praktyczne auto, jednak chętni na Audi A3 w wersji trzydrzwiowej zazwyczaj raczej się tym nie przejmują. Dla nich liczy się styl. I prestiż, choć kwestia, czy niemal 10-letni kompakt z silnikiem 1.4 może być prestiżowy, to temat na osobną dyskusję. Fakty są takie, że cena tego egzemplarza nie jest oszałamiająco atrakcyjna, zwłaszcza że poza ksenonami i fabryczną nawigacją z efektownym wysuwanym ekranem za dużo fajerwerków tu nie ma. Brak tu np. sportowych foteli czy nieco bardziej efektownych felg, jednak swoje robi na pewno niski i nieźle udokumentowany przebieg, na dodatek auto pochodzi z polskiego salonu i nie miało na koncie żadnych poważnych przygód blacharskich.

Komis, w którym Audi obecnie stoi, wykonał już m.in. pełny serwis olejowy, Audi dostało też nowe tarcze i klocki z przodu. Poprzednia właścicielka zdążyła jeszcze zainwestować w nowe opony całoroczne marki Dębica, zaś przymocowana na stałe do dachu (poszycie musiało być nawiercone...) antena CB i końcówka wydechu (Ulter) to zapewne dzieła jednego z poprzednich właścicieli z dość "młodym" numerem PESEL. Ślady po montażu CB widać też w kabinie, choć akurat tapicerka, guziki i fotele wyglądają bardzo dobrze. Silnik odpala dziarsko, ale na zegarach pojawia się komunikat o słabym akumulatorze. Z zewnątrz A3 nosi ślady walki w mieście (ryski, wgniotki).

Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r.

Książka jest, lecz wpisy z ASO pochodzą tylko z pierwszych dwóch lat (gwarancja). Potem Audi trafiało do niezależnych fachowców.

Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r.

Akcesoryjna końcówka wydechu (Ulter) wskazuje na jednego z młodszych właścicieli auta.

Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r.

Świeżutkie opony całoroczne Dębica, ale felgi noszą wyraźne ślady walki z krawężnikami.

Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r.

Auto zgłasza problem z rozładowanym akumulatorem.

Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r. Foto: Auto Świat
Używane Audi 1.4 TFSI z 2013 r.

Czy to ślady po CB-radiu? Poza tym kabina wygląda adekwatnie do przebiegu. Czyli dobrze!

Seat Ibiza 1.2 TSI (2016 r.), cena 39 900 zł, przebieg 135 000 km

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

Myślisz: "auto służbowe" – mówisz: "kompakt, zapewne kombi"? Jasne, takich egzemplarzy po firmie/leasingu/kontrakcie też jest na rynku wtórnym w bród (patrz niżej), jednak w naszych warunkach popularnym autem firmowym były (i nadal są, dopóki nie znikną z rynku) hatchbacki segmentu B.

Ta Ibiza pochodzi z końca 2016 r., ma klasyczny srebrny lakier oraz kołpaki. W środku prosta tapicerka, do tego lepsze radio, klimatyzacja, tempomat i... już. Więcej temu konkretnemu przedstawicielowi do szczęścia najwidoczniej potrzebne nie było. Druga strona medalu jest taka, że auto musiało sporo jeździć w trasie, więc jego wnętrze wygląda niemal jak nowe – próżno szukać ponadnormatywnych oznak zużycia. Dodatkowa wskazówka: przednia tablica rejestracyjna jest tak poobijana od kamieni, że została przełożona na tył.

Na pokrywie silnika i zderzaku też widać trochę śladów, ale nie ma mowy o tym, żeby lakier był dziurawy jak sito. Ibiza miała jedną małą przygodę blacharską, ale sprzedawca wcale tego nie ukrywa, pokazuje nawet zdjęcia z parkingowej obcierki. Do ręki dostajemy także wydruk z historii serwisowej, z którego wynika, że auto obsługiwano sumiennie, dokładnie tak, jak każe producent. A więc pierwsze trzy wymiany oleju wykonano co 30 tys. km – w normalnych warunkach podeszlibyśmy do tej oferty ostrożnie, ale zapewne duża część przebiegu Ibizy to kilometry autostradowe. Czyli warunki optymalne, o ile ktoś nie podróżował cały czas z pedałem gazu w podłodze.

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

Drobne ubytki i odpryski lakieru na masce. Poza tym auto bezwypadkowe, bo trudno chyba małą obcierkę nazwać "wypadkiem".

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

Dość świeże opony z przodu. Z tyłu – stare i dość mocno zużyte.

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

Wnętrze musiało być czyszczone, ale poza tym nie widać żadnego ponadnormatywnego zużycia, np. tapicerka niemal jak nowa.

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

A tu chyba jakaś kuna szukała okazji, by w czymś zatopić swoje ząbki. Szkody na szczęście nie są zbyt duże, można tak jeździć.

Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Seat Ibiza 1.2 TSI z 2016 r.

Serwis co 30 tys. km (trzy pierwsze wymiany oleju), bo tak kazał producent? Niestety. To akurat wada wielu samochodów poleasingowych. Potem auto serwisowano częściej.

Skoda Octavia 1.4 TSI (2017 r.), cena 62 899 zł, przebieg 116 110 km

Używana Skoda Octavia 1.4 TFSI z 2017 r. Foto: Auto Świat
Używana Skoda Octavia 1.4 TFSI z 2017 r.

Do komisu Masterlease (sprzedającego auta poleasingowe) przyjechaliśmy obejrzeć Škodę Octavię, a że jest tu ich sporo, to zrobiliśmy rekonesans na placu i w oczy rzucił się nam jeden egzemplarz. Też dlatego, że na tle białych aut wyróżniał się ciemnym lakierem, a jego cena mieściła się w naszym budżecie.

Do tego benzyniak 1.4 TSI/150 KM, 5-letni staż rynkowy i przebieg poniżej 120 tys. km. Niestety, im bardziej szczegółowo sprawdzaliśmy stan kluczowych podzespołów, tym bardziej nasz entuzjazm opadał. I tak lakier na całym aucie był odświeżany (prawdopodobnie dodatkowa warstwa bezbarwnego), zakładamy, że wtedy, kiedy Octavia zaliczyła drobną kolizję w tylnej prawej części nadwozia (szpachla na błotniku, cieniowanie na sąsiednie elementy).

Poza tym na karoserii zlokalizowaliśmy sporo obić, zarysowania, odpryski. Wnętrze również było trochę zmęczone, a pod maską zauważyliśmy sporo piachu, brudu – widać, że auto nie miało łatwego życia i było intensywnie eksploatowane. Żeby była jednak jasność: Octavia nie jest autem po solidnym "dzwonie" i nie ma cofniętego licznika, co zresztą potwierdzały zawieszki, wklejki i szczegółowy wydruk historii serwisowej, który otrzymaliśmy od handlowca na placu.

Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r. Foto: Auto Świat
Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r.

Szpachlę zlokalizowaliśmy na tylnym błotniku (po prawej stronie), w okolicach narożnika auta. Ogólnie auto było malowane niemal w całości.

Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r. Foto: Auto Świat
Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r.

Listwy drzwi (prawa strona) odstają na końcach. Sądzimy, że były zdejmowane podczas lakierowania.

Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r. Foto: Auto Świat
Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r.

Owszem, podwozie było w niezłej kondycji, ale rdzę namierzyliśmy od wewnętrznej strony maski. Brakowało też już wygłuszenia.

Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r. Foto: Auto Świat
Używna Skoda Octavia 1.4 TSI z 2017 r.

Wnętrze w przeciętnej kondycji – plamy, przetarcia.

Honda CR-V 2.0 (2012 r.), cena 65 000 zł, przebieg 174 665 km

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

CR-V cieszy się zainteresowaniem. Owszem, nie jest offroadowcem, ale jeśli chodzi o walory użytkowe, przyjemność z prowadzenia i niezawodność zalicza się do ścisłej czołówki średnich SUV-ów. Stąd nasze zainteresowanie tym modelem, a ten konkretny egzemplarz znaleźliśmy w przydilerskim komisie Lexusa w Warszawie. Do obejrzenia skusiła nas cena (65 tys. zł; wywoławcze przeważnie oscylują w granicach 70-80 tys. zł) i ceniony benzyniak 2.0.

Na miejscu okazało się, że karoseria nosi oznaki napraw blacharskich (prawy przód, u zbiegu słupka A i błotnika), namierzyliśmy też rysy (głęboka na prawych tylnych drzwiach) i wgniecenia. Także reflektory były już delikatnie zmatowiałe. Kabina? Ogólnie w porządku, ale też do ideału daleko! Na siedzisku fotela kierowcy mała dziurka po papierosie i rozerwana tapicerka (ktoś próbował to zszyć), dość mocno przetarte koło kierownicy, trochę rys i zadrapań.

To jednak nic, w porównaniu z tym, co zobaczyliśmy pod spodem. Na wielu elementach, w tym też trochę na podłodze, korozja jest już w zaawansowanym stadium (konieczna weryfikacja na podnośniku). Szkoda, bo silnik odpalił "od strzała", równo i cicho pracował, zresztą stan mechaniki nie budził zastrzeżeń. Na plus: przeglądy robione co 10-15 tys. km (przejrzysta historia; auto z Niemiec).

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Na nadwoziu znaleźliśmy ślady drobnych ingerencji lakiernika, co zresztą potwierdził nasz miernik grubości. Ogólnie lakier ma rysy, wgniecenia.

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Lekko zmatowiałe klosze lamp – japońska "klasyka".

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Rdza nie tylko na zawieszeniu, ale i na podłodze. Pora się tym zająć, nim będzie gorzej.

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Na pierwszy rzut oka wnętrze wygląda nieźle, ale miało kilka defektów.

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Dziura w fotelu, podrapane niektóre tworzywa.

Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r. Foto: Auto Świat
Używana Honda CR-V 2.0 z 2012 r.

Do auta dołączona jest historia serwisowa z niemieckich ASO.

BMW 316d (2014 r.), cena 59 900 zł, przebieg 189 000 km

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

BMW serii 3 należy do ścisłej czołówki aut najchętniej importowanych do Polski. Nie mogło więc tego modelu zabraknąć w naszym przeglądzie. I choć wybór jest duży, trudno o ładny egzemplarz. Po przewertowaniu wielu ofert w oko wpadła nam "trójka" stojąca w jednym z warszawskich komisów. Dwulitrowy diesel pod maską (seria N47; niestety, owiana złą sławą), w bazowej wersji 116 KM (316d) i z podstawowym wyposażeniem (ale np. z nawigacją), z manualną skrzynią biegów i przebiegiem 189 tys. km, czyli... wypisz wymaluj wzorcowa flotówka z Zachodu.

W naszym przypadku najprawdopodobniej z Beneluksu, gdyż natrafiliśmy na rachunek z 2017 r. (właśnie z Belgii) informujący o wymianie przedniej szyby (na koszt ubezpieczyciela). Poza tym auto było w zaskakująco dobrym stanie: oryginalny lakier na całej karoserii, stan wnętrza odzwierciedlał przebieg, silnik pracował ładnie nawet tuż po zimnym rozruchu (oczywiście, jak na N47, w którym często "dzwonią" łańcuchy). I choć ogólny stan oglądanej "trójki" jest naprawdę dobry, auto już jakiś czas stoi (np. akumulator do naładowania lub wymiany). Powód? Po prostu to "golas", a kupujący "trójkę" oczekują często czegoś więcej!

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

Każdy element ma fabryczny lakier. To duża zaleta tego egzemplarza.

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

Nasza "trójka" chyba zaryła nosem w ścianę. Efekt? Drobne przetarcie z przodu nadwozia, u zbiegu "nerek".

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

Rozruch silnika przebiegł z oporem – akumulator wymaga reanimacji lub wymiany, o czym informuje też komunikat na zegarach.

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

Silnik pracuje poprawnie, nie słychać grzechotania napędu rozrządu.

Używane BMW 316d z 2014 r. Foto: Auto Świat
Używane BMW 316d z 2014 r.

W komorze silnika natomiast chyba nieco za mocno czuć spaliny.

Toyota Yaris 1.0 (2016 r.), cena 42 800 zł, przebieg 95 000 km

Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r.

A może Yaris? Wśród aut segmentu B to jedna z ciekawszych propozycji, bo nie dość, że model cechuje solidna budowa, to także z późniejszą odsprzedażą rzadko są problemy (duży popyt). Nasz egzemplarz (silnik 1.0, podstawowe wyposażenie) wystawiono w komisie przy jednym z autoryzowanych dilerów Toyoty. Auto już na pierwszy rzut oka wygląda jak typowa poflotówka.

Potwierdził to sprzedawca, który oznajmił też, że Yaris jest w programie sprawdzonych aut używanych Toyoty i ma dokładną dokumentację dotyczącą historii serwisowej oraz kondycji samochodu. I rzeczywiście, wszystko było skrupulatnie wypunktowane i pokrywało się z tym, co znaleźliśmy podczas oględzin, m.in. wymiana szyby czołowej, powierzchowna korozja w podwoziu oraz komorze silnika, drobne uszkodzenia i zarysowania. Wyczytaliśmy, że w aucie huczą łożyska i zdiagnozowano brzęczenie podczas przyspieszania. Generalnie dobre auto, ale dość drogie jak na poflotówkę.

Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r.

Do karoserii nie mieliśmy uwag – fabryczny lakier na wszystkich elementach, nie stwierdziliśmy ingerencji blacharza. Podwozie – ładne i bez rdzy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r.

Rdzawy nalot widać za to na elementach pod maską. Silnik, jak na R3, pracuje nieźle.

Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r.

Niby nic malowane nie było, ale spasowanie niektórych elementów powinno być lepsze.

Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używana Toyota Yaris 1.0 z 2016 r.

Protokół kontroli jakości Toyoty był szczegółowy i odzwierciedlał stan auta.

Nissan Qashqai 1.2 DIG-T (2016 r.), cena 66 900 zł, przebieg 115 193 km

Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

Obok opisanej wyżej Hondy CR-V Qashqai był drugim autem, które wytypowaliśmy w jednym z warszawskich salonów Lexusa. Auto pochodzi z polskiej sieci dilerskiej, ma udokumentowany przebieg ok. 115 tys. km, niezłe wyposażenie, rozsądną cenę i... jest Qashqaiem, a to dość istotne, bo model ten cieszy się powodzeniem na rynku wtórnym. Jest chętnie wyszukiwany i chętnie kupowany. Jedynym potencjalnym zagrożeniem w wytypowanym egzemplarzu (przynajmniej z naszego punktu widzenia) był benzyniak 1.2 DIG-T (TCe), o którym pisaliśmy już wiele razy i który do ok. 2016 r. zmagał się z problemem wysokiego spalania oleju – w skrajnych przypadkach prowadziło to do zatarcia.

Czy napęd naszego Qashqaia pochodzi z tej felernej serii? Niewykluczone, bo handlowiec podczas rozmowy zaznaczył, że według jego informacji silnik został wymieniony, co też miało być odnotowane w książce serwisowej. Gdy ją przejrzeliśmy (prowadzona skrupulatnie, wszystkie serwisy na czas), okazało się, że wspomniano tylko o... wymianie napinacza łańcucha. I choć nasz rozmówca upierał się przy swoim, trzeba to zweryfikować w ASO Nissana. Poza tym do auta nie mamy większych zastrzeżeń. Oryginalny lakier na całym aucie, dobra ogólna kondycja nadwozia (poza uszkodzonym zamkiem klapki wlewu paliwa), podwozie – w porządku, silnik po odpaleniu pracował poprawnie, wnętrze było w dobrej kondycji (bez wątpienia stan adekwatny do przebiegu).

Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

Odstająca klapka wlewu paliwa od razu rzuciła się nam w oczy. Przyczyna? Brak zamka!

Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

Opony letnie pamiętają jeszcze czasy, kiedy Qashqai stał w salonie. Prawdopodobnie auto jeździło dużo w trasie, także na zimówkach.

Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

Wnętrze niemal jak nowe. Niemal, bo twarde tworzywa tu i ówdzie noszą ślady eksploatacji.

Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

Silnik odpala za pierwszym razem i nie wydaje z siebie żadnych podejrzanych dźwięków. Przynajmniej teraz, bo wcześniej tak nie było.

Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r. Foto: Auto Świat
Używany Nissan Qashqai 1.2 DIG-T z 2016 r.

W książce serwisowej odnotowano wymianę napinacza łańcucha. Sprzedawca twierdził początkowo, że w aucie nowy jest cały... silnik. Do weryfikacji w ASO.

Naszym zdaniem

Czytaj więcej o PEUGEOT 2008

Wydaje się, że tańsze auta znów wracają do łask, a sytuacja na rynku wtórnym zaczyna bardziej przypominać tę sprzed pandemii. Wśród obejrzanych przez nas 12 samochodów w przedziale od nieco ponad 25 do niecałych 70 tys. zł większość egzemplarzy dobrze rokowała na przyszłość, a mocno zmęczone lub ryzykowne okazały się tylko wybrane sztuki. Budujące jest też to, że handel powoli się cywilizuje, zwłaszcza za sprawą dużych komisów, które starają się przyciągać klientów maksymalnie przejrzystą ofertą. Ceny? Na pewno są wyższe niż kilka lat temu, ale na to składają się bardzo różne czynniki.