Legacy czwartej generacji zaprezentowane w roku 2003 stanowiło całkiem miłe zaskoczenie. O ile poprzednik wyglądał jak wyciosany z drewna, o tyle w tym przypadku projektanci pokusili się o zastosowanie odrobiny obłości i finezji. Być może nowy pomysł na stylistykę nie czyni z auta najładniejszego modelu w segmencie D, jednak poprawa jest zauważalna. Linia boczna i sedana, i kombi wygląda dynamicznie, świetnie prezentuje się także tworzący kształt sportowego klina przód. Jednym z ważniejszych akcentów są szyby bez ramek okiennych. Dzięki nim kierowca ma pewność, że wsiada do prawdziwego Subaru!

Mimo iż Legacy należy do klasy średniej, ilość przestrzeni w kabinie pasażerskiej jest raczej skromna. Oczywiście w dwóch rzędach siedzeń znajdzie się miejsce dla czterech osób, lepiej jednak wyższych podróżujących nie sadzać na tylnej kanapie. Mogą mieć zbyt mało miejsca na nogi! Przeciętne są także pojemności bagażników. Sedan zabiera na pokład 433, podczas gdy kombi od 459 do 1649 litrów. Stylistyka deski rozdzielczej podobnie jak karoserii jest prosta. Japończycy nie chcieli bawić się szczegółami, a zależało im głównie na funkcjonalności, przejrzystości i praktyczności. Jakość materiałów wykończeniowych jest wysoka.

Legacy 2,0 D - oszczędny i mocny, ale nie bez wad

Pomijając szyby bez ramek okiennych w drzwiach, charakterystycznym akcentem w Subaru są silniki typu bokser. W ramach tego schematu wykonany został nawet diesel! 2-litrowy ropniak produkowany od 2008 roku jest popularny na rynku wtórnym oraz dysponuje mocą 150 koni mechanicznych. Legacy IV nie jest lekkie, mimo wszystko moment obrotowy na poziomie 350 Nm sprawia, że autu nie brakuje krzepy. Przyspieszenie do pierwszej setki zajmuje 8,7 sekundy. Bokser diesel jest także oszczędny. W mieście spala 7, a poza miastem niespełna 5 litrów oleju napędowego.

Pod względem osiągów wysokoprężnemu silnikowi ciężko cokolwiek zarzucić. Niestety o wiele gorzej wygląda kwestia bezawaryjności. Główną słabością Legacy 2,0 D są szybko palące się sprzęgła. Intensywna jazda w mieście początkowo sprawiała, że układ odmawiał posłuszeństwa już po 50 - 60 tysiącach kilometrów. Japończycy wydłużyli jego żywotność ograniczając komputerowo wysokość momentu obrotowego dostępnego przy ruszaniu. Ile kosztuje wymiana sprzęgła? Kiedyś same części były wyceniane na 6 - 7 tysięcy złotych. Dzisiaj elementy wraz z robocizną kosztują połowę tej kwoty. Diesle Subaru mają także problemy z szybko zapychającym się filtrem cząstek stałych oraz wtryskiwaczami, zaworem EGR i przepływomierzem.

Wśród ogłoszeń sprzedaży często trafiają się Legacy napędzane 2-litrowym silnikiem o mocy 165 koni mechanicznych. W ten wersji Subaru oferuje umiarkowane osiągi. 100 km/h pojawia się na liczniku auta po 11,4 sekundy. Mało optymistycznie wyglądają także wyniki spalania. W mieście z baku znika nawet 12 litrów benzyny. Japoński motor z jednej strony dobrze współpracuje z prawidłowo zamontowaną instalacją LPG, a z drugiej bywa nieco problematyczny. Dla przykładu regulacja luzu zaworowego może wymagać wymontowania silnika! Niełatwa jest też wymiana paska rozrządu. Poza tym bokser Subaru nie okazuje się awaryjny. Normą jest spalanie oleju, a ewentualne awarie dotyczą czujników.

Moc silników w wersjach z manualnymi skrzyniami biegów jest przenoszona na asfalt za pomocą permanentnego napędu na cztery koła. Układ posiada centralny mechanizm różnicowy i blokady wiskotyczne. W modelach z wolnossącymi silnikami dodatkowo standardem jest reduktor, a turbodoładowanymi blokada tylnego mechanizmu różnicowego. Auta wyposażone w skrzynię automatyczną mają uproszony napęd. Moc trafia na koła za pomocą systemu zmiennego rozdziału momentu obrotowego. W każdym z przypadków rozwiązania stosowane przez Subaru są wzorowo trwałe. Przy zachowaniu regularnej wymiany oleju w układzie, napęd bez żadnych awarii pokonuje grubo ponad 200 - 250 tysięcy kilometrów.

Subaru to idealna trakcja!

Japończycy osiągnęli mistrzostwo w kwestii wyważenia auta. Silnik i elementy układu przeniesienia napędu na cztery koła zostały ustawione symetrycznie. To w połączeniu z dobrze zestrojonymi kolumnami McPhersona z przodu i wielowahaczami z tyłu sprawia, że Legacy prowadzi się w sposób pewny. Auto daje idealną trakcję, świetnie czuje się w ciasnych zakrętach i dopiero w ekstremalnie trudnych warunkach może zachowywać się nerwowo. Zawieszenie jest trwałe. Jako pierwsze poddają się tanie w wymianie gumy stabilizatora i tuleje wahaczy przedniej osi.

Legacy IV pomijając silniki diesla, nie powinien stanowić źródła zbyt wielu problemów serwisowych. Najczęściej usterki dotyczą parujących reflektorów, wykrzywionych tarcz hamulcowych, uszkodzonego wentylatora chłodnicy lub pękających obudów wewnętrznych przegubów. Każdą z napraw można wykonać naprawdę tanio. W najgorszym przypadku popsuje się pompa wspomagania układu hamulcowego lub synchronizatory skrzyni biegów. Na początku produkcji obsługa Subaru nie była tania. Kierowcy podczas wykonywania napraw byli skazani na absurdalnie drogie części oryginalne i usługi ASO. Dzisiaj ceny serwisu obniża szeroka oferta zamienników.

Wiemy już, że Legacy świetnie się prowadzi, a w wersji benzynowej jest niemalże bezobsługowy. Ile zatem kosztuje? W roku 2003 za sedana należało zapłacić 106 tysięcy złotych. Dzisiaj te same modele są wyceniane na minimum 18 tysięcy. Kupujący poszukujący auta z końca produkcji (tj. z roku 2009) musi przygotować nawet 50 tysięcy. Wybór wśród ogłoszeń jest ograniczony. Japończyk był zdecydowanie mniej popularny od swoich konkurentów z segmentu D. Już w wersji podstawowej Subaru jest niemalże kompletnie wyposażone. Poza czterema poduszkami oferuje klimatyzację, radio i komputer pokładowy. Na rynku wtórnym nie brakuje aut ze skórzaną tapicerką czy ksenonowymi reflektorami.

Subaru stanowi naprawdę ciekawą propozycję w segmencie D. Idealnie się prowadzi, jest dobrze wyposażone, ma trwałe benzyniaki oraz rozsądne ceny. Oczywiście kierowca musi się liczyć z tym, że jego eksploatacja będzie droższa od większości konkurentów. Jednak czy jazda rasowo brzmiącym sedanem klasy średniej z drzwiami bez ramek okiennych nie jest tego warta?