Kia Rio przystąpiła do wyczynowej próby w wersji wyposażenia L i ze 109-konnym silnikiem 1.4 CVVT. Dobry obraz całości uzupełnia przystępna cena (zaczynała się od 48 490 zł) – nieźle jak na sympatyczne i bogato wyposażone autko miejskie.

Pozytywny nastrój czuć też w dzienniku testowym: Pokaźny i solidny samochód, do tego łatwy w obsłudze. Trudno się nie zgodzić – z długością 4,05 m to jeden z najdłuższych i najprzestronniejszych (w tylnej części kabiny) pojazdów segmentu B.

Kia Rio to całkiem pojemne małe auto

Oprócz dużej ilości miejsca kupujący Kię Rio otrzymuje też logicznie rozplanowany kokpit – przejrzyste zegary, trzy duże i wygodne pokrętła do regulacji nawiewu oraz „antypoślizgowy” schowek na telefon komórkowy (co ważne, umieszczony w nim aparat nie zakrywa gniazdka elektrycznego ani złącza USB).

Znając życie, za pomysłowo zaprojektowaną podłogę bagażnika – wyposażono ją w możliwość regulacji i blokadę – producenci premium zażądaliby dopłaty, tymczasem w Rio otrzymujemy ją w standardzie.

Dziennik testowy: Za to rozwiązanie należą się Kii szczególne słowa uznania. Paniom siedzącym za kierownicą Rio spodobał się tzw. asystent ruszania pod górę (hill holder), chwaliły też niewielką średnicę zawracania (10,9 m).

Nieco gorzej oceniono widoczność z miejsca kierowcy. Szerokie słupki i wąska szyba to nie jest połączenie zapewniające komfort manewrowania tyłem. Ktoś nawet napomknął o kamerze cofania... Owszem, taki dodatek można sobie w Rio zafundować, ale tylko w pakiecie z nawigacją GPS.

100 tys. km w 2 lata ciężko byłoby zrobić wyłącznie w mieście, pora więc wybrać się w trasę. Początkowo 1,4-litrowa jednostka zbierała pozytywne recenzje za dobre wyciszenie i przyzwoitą kulturę pracy, ale czar prysł w chwili, gdy trzeba było podjechać pod górę. W takiej sytuacji z pewnością przydałby się wyższy moment obrotowy.

Nie ma rady – silniczek Kii trzeba kręcić, kręcić, kręcić. Auto zaczyna lepiej jechać, ale za to znacznie wzrasta spalanie. Także szybkie etapy na autostradzie oznaczają spalanie nawet 12 l/100 km (!), co przy niewielkim, 43-litrowym zbiorniku daje bardzo skromny zasięg. Ciekawe, że wskazówka poziomu paliwa „leży na płasko” w momencie, gdy w zbiorniku jest jeszcze ok. 8 l benzyny.

W tym miejscu mamy dla was zagadkę. Ile paliwa wchodzi do baku po pierwszym odbiciu pistoletu? 7 litrów. Denerwujące tym bardziej, że dolanie tych siedmiu litrów oznacza czasochłonną walkę z pistoletem – tankujesz, odbicie, tankujesz, odbicie...

Kia Rio nie wszystko zostało dopracowane

To jednak nie koniec. Kierujący, którzy pokonali za sterami Rio najwięcej kilometrów, mieli też kilka innych – nie do końca pochlebnych – uwag. Mało harmonijne zawieszenie, nieprecyzyjna skrzynia biegów, gumowaty układ kierowniczy. Pod wieloma względami nasz „koreańczyk” niczym nie wyróżnia się na tle konkurencji. Zarówno obecnej, jak i tej nieco bardziej leciwej.

Cóż, niektórzy rzeczywiście mają bardzo wysokie wymagania. Według nich auto ma być komunikatywne przez opony, kierownicę i fotele powinno przekazywać informacje o stanie nawierzchni. A Rio nic takiego nie robi. Milczy jak głaz. Przy tym jednak doskonale odgrywa swoją rolę, czyli po prostu dowozi pasażerów z punktu A do punktu B.

Właśnie zrobiłem 3,5 tys. km. Do sztywnych nastawów zawieszenia można się przyzwyczaić – lakoniczny wpis dobrze podsumowuje obraz sytuacji. Skrzynia bez rewelacji! Co jeszcze nam przeszkadzało? Powyżej 160 km/h nie ma mowy o jakiejkolwiek dynamice, a przełączanie z 4. na 5. bieg wiąże się ze zbyt dużym spadkiem obrotów. Efekt jest taki, że przy nieco wyższych prędkościach trzeba było bez przerwy wachlować lewarkiem. Na nic zdaje się też wskaźnik podpowiadający optymalny wybór przełożenia, bo według niego cały czas powinno się jeździć na „szóstce”. Ekologia pełną gębą!

Dobra wiadomość jest za to taka, że podczas trwania testu niemal do samego końca nic – poza połamaną obudową kluczyka – się nie zepsuło. Niemal, bo przed samą metą Kia pozwoliła sobie na kilka chwil słabości. I tak po przejechaniu 89 775 km nagle przestały działać oba reflektory (!). Irytuje to tym bardziej, że usterka wydarzyła się nocą. Zjechaliśmy z autostrady na parking i po ponownym uruchomieniu silnika kierowca mógł jedynie westchnąć: „ciemność widzę” – i tyle. Zwykłe zwarcie czy poważne przeciążenie układu elektrycznego? Nieważne. Na usta ciśnie się za to stwierdzenie, że Kia wylądowała w czarnej... otchłani.

To nie wszystko, bo wielokrotnie podczas długotrwałej jazdy w korku silnik dość niechętnie reagował na gaz. Gdy motor Kii miał wyjątkowo zły dzień, potrafił zrobić takiego „kangura”, że kierowcy w jednej chwili przypominały się czasy, gdy dopiero uczył się jeździć.

Do tego dochodzi oporna praca sprzęgła – po przejechaniu 90 tys. km zaczęło się pojawiać nieprzyjemne trzeszczenie towarzyszące wciskaniu pedału. Jak się później okazało, winę za taki stan rzeczy ponosił zacierający się wysprzęglik. Zbyt słabe smarowanie było też przyczyną kłopotów z hałasującym wspornikiem pokrywy silnika.

Plastik powinien mieć wyższą jakość! Niestety, to wciąż nie ostatnia drobnostka, na którą zwróciliśmy uwagę. Do listy niedociągnięć dopisujemy też: stukającą pokrywę schowka przed pasażerem, poszarpany dywanik i wyciek czynnika z układu klimatyzacji (nieszczelny kompresor). Przypuszczamy, że klima została w fabryce zbyt szczodrze napełniona.

Delikatne ślady rdzy na tłumiku końcowym to przy tym wszystkim pestka. Końcowy werdykt najlepiej zobrazuje komentarz znaleziony w dzienniku testowym: Nieskomplikowana technika w przyjemnym dla oka opakowaniu, czyli idealne auto dla tych, którzy nie interesują się motoryzacją. Trudno się nie zgodzić, prawda?

Kia Rio podsumowanie

Kia Rio to nowoczesny mały samochód trafiający w gusta Europejczyków. Końcowa ocena – cztery z plusem – świadczy o tym, że nasz początkowy entuzjazm z czasem nieco osłabł, głównie z powodu dużej liczby drobnych usterek. Mamy jednak nadzieję, że 7-letnia gwarancja ochroni użytkowników Kii przed tymi problemami. W przeszłości bywało z tym różnie.