Przejechał elektrykiem 500 tys. km. Zaskoczenie nastąpiło przy stanie akumulatora

Żywotność baterii w samochodach elektrycznych to temat, który nieustannie wzbudza emocje. Krytycy podnoszą argumenty o kosztownej wymianie akumulatorów i niepewności co do długoterminowej eksploatacji. Tymczasem przypadek Forda Mustanga Mach-E z Kalifornii, który pokonał już ponad 500 tys. km, pokazuje, że nie taki diabeł straszny. Przykładów zresztą jest znacznie więcej.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jak zachowała się bateria po 500 tys. km w Fordzie Mustangu?

Właściciel David od 2022 r. intensywnie wykorzystuje Mustanga Mach-E do przewozu pasażerów. W ciągu czterech lat przejechał nim ponad 508 tys. km, przewożąc ponad 7000 osób. Wynik testu pojemności baterii zadziwił nawet specjalistów — po tak imponującym przebiegu akumulator zachował aż 92 proc. pierwotnej pojemności. To oznacza zaledwie 8 proc. spadku. Dla porównania, auta spalinowe po podobnym dystansie wymagają zazwyczaj poważnych i kosztownych napraw.

Co zrobił właściciel, by bateria w Mustangu była w dobrej kondycji?

Aby osiągnąć taki wynik, kluczowa okazała się konsekwencja w codziennym użytkowaniu pojazdu. Właściciel auta ładuje samochód głównie w domu, korzystając z ładowarki ściennej. Szybkie ładowanie stosuje wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, unikając częstego rozładowania baterii poniżej 20 proc. i ładowania powyżej 90 proc. To właśnie unikanie skrajnych poziomów naładowania pozwoliło znacząco spowolnić degradację akumulatora.
Nie bez znaczenia jest także styl jazdy. Płynna jazda i efektywna rekuperacja nie tylko oszczędzają baterię, ale również minimalizują zużycie mechanicznych elementów. W efekcie, po pół miliona kilometrów, Mustang Mach-E wciąż posiada oryginalne hamulce, a tradycyjne klocki zużywają się minimalnie.
Ford Mustang Mach-E, który pokonał ponad 500 tys. km
Ford Mustang Mach-E, który pokonał ponad 500 tys. kmFord Motor

Co wymieniono w elektrycznym Mustangu?

Historia serwisowa elektrycznego Mustanga imponuje. Ford przeszedł 20 przeglądów, podczas których wymieniano filtry i kontrolowano płyny. Zużyto sześć kompletów opon — to imponujący wynik przy takim przebiegu. Co najważniejsze, nie było potrzeby przeprowadzania poważnych napraw napędu ani zawieszenia.
Warto jednak zauważyć, że takie użytkowanie samochodu dla wielu kierowców mogłoby być męczące. Jazda w sposób, by w rzeczywistości wykorzystywać jedynie 70 proc. pojemności baterii, mogłaby być trudna do zrealizowania, jeśli jeździ się autem nie tylko w mieście, ale też na trasach. Trzeba jednak przyznać, że wynik jest imponujący i dowodzi, że technologia samochodów elektrycznych może być niezawodna.
Z drugiej strony, opisywaliśmy również historię z Korei Południowej, gdzie pewien użytkownik Hyundaia Ioniqa 5 wykręcił swoim elektrykiem ponad 660 tys. km. Samochód ten był użytkowany zgoła inaczej — korzystał z szybkich ładowarek i często ładował akumulator do 100 proc. W efekcie po 570 tys. km jego akumulator miał 87 proc. pojemności.

Jak to możliwe, że akumulator poradził sobie z takim przebiegiem?

Ford deklaruje, że akumulatory w modelu Mach-E zostały zaprojektowane na co najmniej 10 lat eksploatacji i po 160 tys. km powinny zachować 90 proc. pojemności. Przykład Forda z Kalifornii, ale też Hyundaia z Korei nie tylko potwierdza te założenia, ale pokazuje, że mogą być one zbyt ostrożne.
Jak to możliwe, że te akumulatory tak dobrze poradziły sobie z przebiegiem? Oczywiście, ładowanie akumulatora może mieć wpływ, ale chyba największe znaczenie ma w tym przypadku dobra gospodarka temperaturowa. Akumulatory trakcyjne są cały czas monitorowane przez elektronikę, by nigdy nie doszło do ich przegrzania i przez większość czasu mogły pracować w optymalnych dla siebie warunkach.
Właściciel Mustanga, który przejechał ponad 500 tys. km używał go podobnie do innych użytkowników. Największą różnicą była częstotliwość użytkowania i dbałość o to, by nie przekraczać pewnych poziomów naładowania akumulatora
Właściciel Mustanga, który przejechał ponad 500 tys. km używał go podobnie do innych użytkowników. Największą różnicą była częstotliwość użytkowania i dbałość o to, by nie przekraczać pewnych poziomów naładowania akumulatoraFord Motor

Duży wpływ na taki stan rzeczy miał klimat i sposób użytkowania

Warto też przy okazji zauważyć, że warunki, w jakich przebywał Mustang, były wyjątkowo korzystne — Kalifornia to przecież miejsce, gdzie zawsze jest ciepło, a czasem nawet za ciepło. Nie ma jednak tak dużych wahań temperatury, jak między zimą i latem w Polsce, dzięki czemu bateria też mniej się zużywa i łatwiej doprowadzić ją do pracy w optymalnych warunkach. W dodatku ciągła praca układu wbrew pozorom wcale nie jest czymś złym dla elektryka, a wręcz czymś dobrym, ponieważ akumulator bez przerwy pracował w optymalnych warunkach. To zupełnie inne podejście i wnioski niż w przypadku aut spalinowych.
Dla przyszłych właścicieli używanych aut na prąd to ważny sygnał: liczba przejechanych kilometrów nie jest tak istotna jak historia ładowania pojazdu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu