• Moc wzrosła o 40 KM dzięki wyższemu ciśnieniu doładowania
  • Zawieszenie przeprojektowano i obniżono
  • Wszystkie przeszycia we wnętrzu są w kolorze... pomarańczowym

Jeżeli miałbym wskazać samochód, który w 2018 r. zrobił na mnie największe wrażenie, to nie wahałbym się ani chwili – to Alpine A110. Samochód z centralnie umieszczonym silnikiem i tak wspaniale zestrojonym zawieszeniem, który nie ma na masce znaczka... Porsche naprawdę nie pojawia się często. Teraz, gdy Alpine przedstawia 292-konne A110S (przyrost o 40 KM względem słabszych modeli!), moje oczekiwania są jeszcze większe. Panowie z Renault, to kiedy ta perełka będzie dostępna do testów?

Alpine A110S - dach z karbonu, ale jako opcja...

Ale po kolei. Z zewnątrz topową odmianę poznasz m.in. po czarnym napisie „Alpine” w tylnej części nadwozia, lakierowanych na pomarańczowo zaciskach hamulcowych i dedykowanych dla tej wersji kutych felgach Fuchs (opcja!). Na życzenie będzie można też zamówić dach wykonany z włókna węglowego, dzięki któremu samochód stanie się o... 1,9 kg lżejszy. Paletę kolorów nadwozia rozszerzono o dedykowany dla Alpine’a A110S szary mat.

Wewnątrz motyw pomarańczowy jest kontynuowany, bo wszystkie przeszycia koloru niebieskiego zastąpiono właśnie nićmi w tym kolorze. Taką samą barwę ma też oznaczenie godz. „12” na kierownicy. A jeżeli będziesz używał swojej „110-ki” głównie na torze, sięgnij po opcjonalne fotele Sabelt – znając inne produkty tej firmy spodziewamy się twardych jak deska, ale bardzo mocno profilowanych sportowych „kubełków”.

Zawieszenie obniżono względem słabszych odmian o 4 mm, co według inżynierów Alpine’a ma mieć wpływ na poprawę własności jezdnych – niżej położony środek ciężkości. Sprężyny są teraz o 50 proc. sztywniejsze, a drążki stabilizatora – puste w środku (!), co dodatkowo wpływa na zmniejszenie masy własnej pojazdu. Wersja S to także: inne amortyzatory, szersze opony i seryjnie wzmocnione (320 mm) hamulce Brembo, czyli te same, za które w słabszych wersjach trzeba było dopłacać.

Alpine A110S - nadal brak prawdziwej szpery

Pod maską nadal ten sam silnik o poj. 1,8 l, ale wzmocniony o 40 KM względem słabszych odmian. 292 KM udało się osiągnąć m.in. dzięki zwiększeniu o 0,4 bara ciśnienia doładowania, ale – co ciekawe – nie zmieniła się wartość maksymalnego momentu obrotowego i nadal mamy do dyspozycji 320 Nm. Wersja S będzie o 0,1 s szybsza w sprincie od 0 do 100 km/h, ale większe różnice w dynamice pojawią się zapewne przy wyższych prędkościach. Za przeniesienie napędu odpowiada nadal ta sama 7-biegowa dwusprzęgłowa przekładnia Getrag (EDC). Trochę szkoda, że zamiast prawdziwej mechanicznej szpery dostajemy jedynie jej namiastkę, czyli system oparty na układzie hamulcowym.

Ceny? We Francji samochód ma kosztować od 66 500 euro. Polskich danych ani daty debiutu jeszcze nie znamy.