Jak twierdzi Paul Spires, prezes Aston Martin Works, fabrycznie nowe DB5 to nic innego jak prawdopodobnie najbardziej pożądane „zabawki”, jakie kiedykolwiek powstały, dla 25 bardzo szczęśliwych nabywców na całym świecie. Trudno się z nim nie zgodzić, bo będą to tylko i aż zabawki – auta nie będą posiadały prawa do poruszania się po drogach publicznych.

Dlaczego? Po części dlatego, że każdy z nowych egzemplarzy będzie ręcznie wykonaną kopią egzemplarza znanego z filmu „Goldfinger”, a zatem na pokładzie nowych „DB5-ek” będą znajdowały się m.in.: obrotowe tablice rejestracyjne, atrapy karabinów maszynowych, rozpylacz zasłony dymnej, symulowany spust oleju, imitacja ostrz do cięcia opon, zdejmowany panel dachu nad fotelem kierowcy, telefon w drzwiach kierowcy, przestrzeń na broń pod fotelem i guziki do uruchamiana gadżetów (jeden z nich został ukryty, a jakże, w gałce zmiany biegów).

Seryjną produkcję modelu DB5 zakończono 55 lat temu, ale nowe egzemplarze, poza dodatkami znanymi z filmów o agencie Jej Królewskiej Mości, będą technicznie wiernymi kopiami oryginału. Drobne różnice dotyczyć będą np. silnika 4.0 R6 – dziś do dyspozycji kierowcy będzie ponad 290 KM, czyli nieco więcej niż ponad pół wieku temu. Za skład mieszanki paliwowo-powietrznej trafiającej do każdego z sześciu cylindrów będą odpowiedzialne trzy gaźniki. Napęd? Naturalnie na tylną oś, do tego mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. Układ kierowniczy, naturalnie, zostanie pozbawiony wspomagania.

Zbudowanie pierwszego egzemplarza zajęło ludziom z Astona ok. 4500 godzin, zaś cena każdego z 25 egzemplarzy będzie oscylować wokół 2,75 mln funtów. Netto.