Ze względu na zbyt duża odległość ciężarówki serwisowej, załoga Toyoty musiała sobie radzić sama i próbować dotrzeć do serwisu.

- Koniec gry. To był zły dzień. Mieliśmy pecha. Uderzyliśmy tyłem w dużą skałę, demolując całkowicie koło. Użyliśmy kamieni położonych na masce, by złapać balans na 3 kołach, ale musieliśmy tak jechać przez 80 kilometrów. Zatrzymywaliśmy się, by spróbować naprawy, ale nie była możliwa, bo nie mieliśmy części. Nasze T4 było wciąż bardzo daleko, więc zdecydowaliśmy się jechać dalej aż do mety. Pech, ale tak bywa na rajdach, taki jest Dakar. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty, prowadziliśmy, aż tu nagle... Nie wiem, czy uda nam się dalej jechać. Musimy obejrzeć uszkodzenia i zadecydujemy wraz z całym zespołem. Byłoby miło wygrać po raz kolejny Dakar w Toyocie, ale mamy pecha. Czeka nas kolejny długi rok czekania. Ale skoro jesteśmy już w obozie, zobaczymy, co jeszcze możemy zrobić z tym autem. - powiedział na mecie zawiedziony Nasser Al-Attiyah.

Aktualnie z trzech kierowców Toyoty w pierwszej piątce Rallye Dakar 2017, po trzecim etapie do San Salvador de Jujuy pozostał tam tylko piąty - Nani Roma. Giniel de Villiers szukał waypointa, a w końcówce oesu miał kłopoty z ciśnieniem paliwa. Nani Roma zmieniał przebite koło, zaś na finiszu walczył z elektroniką. Erikowi van Loonowi zabrakło paliwa.