• Stawka ubezpieczenia uzależniona od mandatów i punktów karnych czeka już tylko na podpis prezydenta
  • Na razie ubezpieczyciele nie wiedzą, jak dokładnie wzrosną stawki w przypadku posiadania punktów. Mówi się o podwyżkach rzędu kilkudziesięciu procent.
  • Jak twierdzą ubezpieczyciele, inaczej będą traktowane osoby z mandatem za parkowanie, a inaczej ci, którzy znacząco przekroczyli prędkość.
  • Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Rząd wypowiedział wojnę piratom drogowym, dlatego już niedługo czekają nas podwyżki mandatów, punktów karnych, a także ubezpieczenia OC. Oczywiście tyczy się to tych, którzy łamią przepisy drogowe. To daje nadzieję, że Polskie drogi, choć w części przestaną być drogami śmierci.

Nowe przepisy wiążące mandaty i punkty karne ze składkami za ubezpieczenia OC, to postulat zgłaszany przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Ma to być skuteczne narzędzie do walki z piratami drogowymi, którzy z obawy przed jeszcze droższym ubezpieczeniem będą bardziej pilnować się przepisów. Ustawa czeka już tylko na podpis prezydenta.

 Foto: Auto Świat

Jak wpłyną mandaty na droższe ubezpieczenie?

Jak twierdzą osoby z branży ubezpieczeń, takie rozwiązanie pozwoli firmom ubezpieczeniowym dopasować składki do potencjalnej szkodowości właściciela pojazdu. Na razie jednak nie ma żadnych wyliczeń, o ile składki ubezpieczenia dla piratów drogowych mogłyby wzrosnąć. Wstępnie mówi się o podwyżkach rzędu kilkudziesięciu procent.

Branża ubezpieczeniowa twierdzi, że ilość mandatów nie będzie miała takiego znaczenia, jak rodzaj wykroczenia. Przykładowo osoba, która ma mandat za parkowanie w złym miejscu, nie powinna obawiać się wyższej składki, bowiem takie przewinienie nie jest bezpośrednio związane z ryzykiem spowodowania kolizji czy wypadku. Inne za to podejście będzie do kierowcy, który ma mandaty za wymuszenie pierwszeństwa, jazdę po alkoholu, lub przekroczenie prędkości. Tutaj ubezpieczyciel może mieć obawy, że taki klient stwarza większe ryzyko powstania szkody, co spowoduje poniesienie strat przez ubezpieczyciela.

Dalsza część tekstu pod podcastem:

Droższe ubezpieczenie: kierowca z punktami powoduje większe ryzyko kolizji

Powiedzieć trzeba wprost, że dla firmy, która nas ubezpiecza, najważniejsze są zyski, które są mniejsze przez właśnie kierowców, powodujących straty, za które musi potem płacić ubezpieczyciel. Dla firm ubezpieczeniowych idealny świat, to taki, gdzie my płacimy za ochronę i nie powodujemy żadnych szkód. On się wzbogaca bez ponoszenia wysokich kosztów.

Idealny świat jednak nie istnieje, dlatego podczas wyliczania składki ubezpieczeniowej bierze się pod uwagę m.in. miejsce parkowania auta, miasto, po którym głównie się porusza, wielkość silnika, moc czy ilość szkód spowodowanych przez kierowcę. Większe ryzyko spowodowania kolizji oczywiście jest w ruchliwej Warszawie przez kierowcę w BMW z trzylitrowym silnikiem niż w małej wsi, gdzie nie jeździ tak wiele aut, a kierowcą jest starsza osoba w Fiacie Seicento.

 Foto: BLACKWHITEPAILYN / Shutterstock

Droższe ubezpieczenie: łamanie przepisów to dodatkowy czynnik ryzyka

Do tego wszystkiego dojdą teraz właśnie mandaty i punkty karne. Jeśli po liczbie mandatów ubezpieczyciel zauważy, że kierowca lubi znacznie przekraczać prędkość, to automatycznie jego wiarygodność co do bezszkodowej jazdy spada. Z tego powodu podniesie składkę ubezpieczeniową, choć on, tak samo jak ten kierowca nie chce, aby spowodował wypadek.

Czy rzeczywiście Polacy z husarskimi zapędami zwolnią z obawy przed droższym OC? Nie jestem pewien. Większość kierowców przypomina sobie o tym, że będzie musiało zapłacić wyższe ubezpieczenie dopiero wtedy, gdy spowoduje kolizję. W przypadku mandatów może być podobnie. Kierowca przypomni sobie o składce, kiedy policja będzie już wystawiać mandat. Miejmy jednak nadzieję, że Polacy nie będą łamać przepisów w obawie przed wyższymi stawkami mandatów.