Nie ma wprawdzie zakazu rozmowy ze współpasażerami podczas prowadzenia pojazdu, ale pod warunkiem, że konwersacja nie przeszkadza w obserwowaniu sytuacji na drodze. Jak wiadomo, każdy kierujący ma obowiązek przestrzegania tej zasady. Pewien kierowca w Niemczech nie dostosował się do niej i musiał ponieść konsekwencje swojego czynu.

Pojazd uprzywilejowany – ustąp mu miejsca

Pewien emeryt jechał lewym pasem autostrady. Z tyłu nadjechał samochód policyjny z migającymi światłami i włączonym klaksonem. Pomimo znaków dawanych przez funkcjonariuszy kierowca nie opuścił lewego pasa ruchu.

Pojazd uprzywilejowany musiał zatem przez chwilę jechać za nim, najpierw z prędkością 100 km/h, a następnie 80 km/h. Policjanci w dalszym ciągu dawali znaki świetlne i trąbili, a mężczyzna nadal nie reagował. Dopiero po chwili zauważył radiowóz i ustąpił mu miejsca, zjeżdżając na prawy pas ruchu.

Przeczytaj także: Zapłacił prawie 10 zł za litr benzyny. Tak Włosi zarabiają na nieuważnych kierowcach

Nietypowe tłumaczenie kierowcy

Kierowca potwierdził, że słyszał syrenę uprzywilejowanego pojazdu, ale był pochłonięty rozmową z żoną i był pewien, że dźwięk pochodzi z radia. Takie wyjaśnienie nie zostało uwzględnione przez sąd. Winowajcę ukarano mandatem 240 euro, a ponadto kierowca ma miesięczny zakaz prowadzenia samochodu.

Sąd rejonowy w Landstuhl (Nadrenia-Palatynat) uznał, że mężczyzna dopuścił się wykroczenia drogowego w wyniku zaniedbania. To prawda, że w końcu zareagował na sygnały wydawane przez uprzywilejowany pojazd i ustąpił mu miejsca, ale zrobił to zbyt późno. W uzasadnieniu wyroku dodano, że zbyt głośna muzyka, czy inne czynniki (w tym przypadku rozmowa z żoną) nie mogą odwracać uwagi od sytuacji na drodze.

Emerytowany kierowca może spłacić mandat w ratach, ale zakaz prowadzenia pojazdów okazał się dla niego bardziej dotkliwą karą. Prowadzący tłumaczył, że musi wozić do lekarza żonę, która nie ma prawa jazdy.

Jednak sąd był zdania, że zachowanie sprawcy okazało się na tyle naganne i niebezpieczne, że należy się taka kara i koniec. Poza tym uznano, że wszyscy uczestnicy ruchu drogowego muszą być traktowani jednakowo. Zdaniem sądu mężczyzna nie przedstawił konkretnego powodu, dlaczego jego żona przez okres kary nie może docierać na wizyty lekarskie, korzystając z komunikacji miejskiej.

W Polsce kara też jest wysoka

W Polsce utrudnianie przejazdu pojazdu uprzywilejowanego również wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Według taryfikatora karą za takie wykroczenie jest mandat w wysokości 5 tys. zł. Jeżeli sprawa trafi do sądu, to grzywna może wynieść nawet 30 tys. zł.