To że Audi i BMW ma w ofercie crossovery w każdym segmencie, nikogo już nie dziwi. Przyzwyczailiśmy się już też do sportowych SUV–ów w wydaniu Porsche. Teraz przełamano kolejną barierę tworząc SUV-a z logo Maserati na masce.

Maserati Levante zapowiadany był już od dawna. Kubangę, czyli prototyp włoskiego SUV-a oparty na bazie Jeepa Grand Cherokee, zobaczyliśmy już na targach w Detroit w 2003 roku. Widząc jednak efekt końcowy warto było poczekać. Kolejną dobrą wiadomością jest to, że w ostatecznym rozrachunku Levante powstało na płycie Ghibli i Quatroporte.

Nie wygląda jak typowy SUV

Włoskim projektantom udało się dokonać nie lada czynu. Stworzyli ponad 2 tonowego kolosa, który wygląda jak… całkiem zgrabne coupe, znacznie bardziej finezyjne niż BMW X6 czy Porsche Cayenne. Trzeba przyznać, że włoscy projektanci trzymają formę. Dopiero kiedy obok Levante postawimy normalnej wielkości limuzynę widać, jak imponujące ma rozmiary.

Nadwozie ma pięć metrów długości, rozstaw osi to ponad trzy metry, a szerokość auta wynosi niemal dwa metry. Mimo to dzięki specyficznym proporcjom nadwozia, z długim przodem i łagodnie ściętym tyłem, sylwetka Levante wygląda lekko.

Na pierwszy rzut oka spojrzenie przyciąga wielki wklęsły grill z charakterystycznym trójzębem i małe kocie światła. Kolejnym smaczkiem są, charakterystyczne dla Maserati, potrójne wloty powietrza na przednich błotnikach, bezramkowe drzwi, no i oczywiście charakterystyczny tylny słupek z logo, które pojawiło się po raz pierwszy na Quattroporte z 1963 roku!

Co ciekawe sylwetka Levante ma też najniższy współczynnik oporu powietrza w swojej klasie. Czuć to podczas jazdy, szczególnie tej szybkiej. W takich warunkach okazuje się też, że Maserati nie zachowuje się na drodze, jak klasyczny SUV.

Prawdziwą rewolucję mamy we wnętrzu

Tak dobrze jeszcze nie było. Takie recenzje docierały po pierwszej prezentacji Levante. W tym przypadku chodziło o jakość materiałów i sposób zmontowania wnętrza nowego modelu Maserati. Wsiadając za kierownicę Levantę wiem już o co chodzi.

Znajdziemy tu skórę najwyższej jakości, polerowane drewno, metal z efektem satyny, ręcznie wykonane przeszycia i tapicerkę ze wstawkami jedwabiu, zaprojektowaną przez słynny, włoski dom mody Ermenegildo Zegna. Oczywiście ta ostatnia wymaga słonej dopłaty.

W każdym razie we wnętrzu widać też dbałość o najmniejsze detale, co nie zawsze było mocną stroną wcześniejszych modeli Maserati.

Co ważne, dzięki potężnym rozmiarom, wygodnie będą podróżować tym autem nie tylko kierowca i pasażer po jego prawej stronie, ale też osoby na tylnej kanapie, za którą umieszczono jeszcze bagażnik o pojemności 580 litrów.

Benzynowa „V-szóstka” biturbo, czyli dzieło sztuki z Maranello

Pod maską mamy prawdziwe dzieło sztuki, 6-cylindrowy, podwójnie doładowany silnik benzynowy z bezpośrednim wtryskiem. Jednostka ta powstaje w fabryce Ferrari w Maranello, ale trafia wyłącznie pod maskę Levante. Silnik rozwija moc 430 KM i współpracuje z 8 biegowym automatem ZF. Dzięki niemu Levante w wersji S na osiągnięcie pierwszej setki potrzebuje zaledwie 5,2 sekundy!

Parametry są imponujące, ale najlepszy jest tu chyba dźwięk dobiegający do uszu kierowcy – Levante na szczęście nie zatracił tego z czego od zawsze znane były wszystkie Maserati – czyli cudownego, charakterystycznie chrapliwego dźwięku wysoko „kręconego” silnika. Szczególnie efektowne dźwięki wydobywają się w trybie SPORT, w którym do chrapliwej pracy silnika dołączają równie efektowne strzały z wydechu.

Jak jeździ SUV Maserati?

Według deklaracji włoskich inżynierów – Levante ma być bardziej sportowe niż BMW oraz bardziej komfortowe niż Porsche. I wydaję się, że ich obietnice nie mijają się z prawdą – Levante prowadzi się bardziej jak sportowa limuzyna niż potężny SUV.

Spora w tym zasługa bardzo nisko położonego środka ciężkości – zdecydowanie niżej niż w u bezpośrednich konkurentów. Ale prawdziwym hitem jest tu stare, dobre hydrauliczne wspomaganie układu kierowniczego, dzięki któremu Levante posłusznie i szybko reaguje na każdy ruch kierownicą. Nie mamy do czynienia ze „sztucznością” jaką dają elektrycznie wspomagane układy kierownicze. W dzisiejszych czasach to rzadkość i... nieoceniona zaleta.

W standardzie Levante ma zawieszenie pneumatyczne firmy Continental oraz amortyzatory o zmiennej charakterystyce. Taki zestaw zapewnia bardzo dużą dawkę komfortu, nawet przy 20-calowych kołach, ale też zaskakująco dobrze radzi sobie w szybko pokonywanych zakrętach – wydaje się nawet, że Levante lepiej czuje się na krętych odcinkach drogi niż na prostej autostradzie.

Levante – najbardziej uniwersalne Maserati w historii

Konstruktorzy zapewniają jednak, że Levante nie tylko nadaje się na miejskie bulwary, ale ma też spory talent offroadowy. W trudnym terenie pomagać ma nie tylko napęd na 4 koła, który jest standardem w Maserati, ale m.in. dostępne tryby jazdy terenowej.

Oczywiście, jak to na auto o sportowych genach przystało, w normalnych warunkach, cały moment trafia na tylną oś, ale gdy zaistnieje taka potrzeba, elektronika może w ekspresowym tempie przekazać 50 proc. dostępnego momentu obrotowego na oś przednią.

Ceny

Levante to ponad dwutonowy kolos, który na szczęście nie wygląda, ani nie jeździ, jak ociężały SUV, bliżej mu raczej do lekko przerośniętego coupe. To naprawdę świetnie prowadzące i bardzo dobrze wykonane auto, które na dodatek jest bardziej egzotyczne, niż powszechne Cayenne'y czy „X-szóstki”.

Co prawda Maserati nie należy do aut najtańszych, ale akurat to chyba nikogo nie dziwi. W tym przypadku za 108 000 euro (cena podstawowej wersji benzynowej) dostajemy coś więcej niż tylko dobrze jeżdżącego SUV-a.