Mazda MX-5 nie bez powodu może szczycić się tytułem najpopularniejszego na świecie roadstera. Do jego stworzenia zaczął namawiać japoński koncern pod koniec lat 70. amerykański dziennikarz Bobbie Hall, a koncepcja lekkiego sportowego samochodu dwuosobowego zmaterializowała się ostatecznie w 1989 r. Mały roadster z silnikiem z przodu i napędem na tył z miejsca podbił serca klientów, stając się najchętniej kupowanym autem tego typu na świecie. Do dziś cztery generacje Mazd MX-5 znalazły ponad milion nabywców. Żaden inny roadster nie może pochwalić się takim wynikiem.

Nikogo nie dziwi zatem, że Mazda MX-5 jest traktowana jak auto kultowe, które wzbudza szacunek i emocje nie tylko wśród fanów marki, a każdy ich zlot to prawdziwe święto pasjonatów. Dlatego pomysł, by ustanowić nowy rekord Guinnessa dla tego modelu, spotkał się ze zrozumiałym entuzjastycznym przyjęciem właścicieli Mazd MX-5. Nowy, gdyż "stary" również od blisko dekady należał do tego modelu – w 2013 r. został ustanowiony przez 683 auta jadące po centrum testowym w Lelystad w Holandii. Warto przypomnieć, że w biciu pierwszego historycznego rekordu, które miało miejsce w Nowej Zelandii, uczestniczyło 249 Mazd MX-5, a w kolejnej próbie w Essen w 2010 r. już 459. W tym roku na tor w Modenie dotarło grubo ponad 700 maszyn wszystkich generacji. Nie mogło tam zabraknąć naszej ekipy.

Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa Foto: Kucharski Paweł, Mazda / Auto Świat
Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa

Mazda MX-5 – wyprawa po rekord

W liczącą ponad półtora tysiąca kilometrów trasę wyruszyliśmy wczesnym rankiem w piątek 16 września.

W skład polskiej reprezentacji weszły trzy Mazdy MX-5 najnowszej generacji ND z silnikami 2.0 o mocy 184 KM oraz należący do Mazdy Polska wspaniały klasyk wyprodukowany w 1991 r., czyli pierwsza odsłona modelu serii NA z silnikiem 1.6 generującym 117 KM. Towarzyszył nam też SUV CX-5 w roli samochodu technicznego dla naszego fotografa i operatora. Mazda zadbała o niezbędne winiety na czeskie i austriackie odcinki trasy, mogliśmy więc bez zbędnego ociągania i właściwie tylko z przerwami na tankowanie oraz toaletę pokonać pierwszy etap wyprawy, który kończył się w Klagenfurcie. Aura nas niestety nie rozpieszczała i ostatnie 200 km pokonywaliśmy w strugach ulewnego deszczu.

Zaletą kapryśnej pogody było mniejsze spalanie – średnia w aucie, którym jechałem to tylko 5,8 l/100 km – wadą natomiast ograniczona widoczność, zwłaszcza w klasyku, którego wysuwane reflektory nie radziły sobie z oświetlaniem mokrej autostrady. Intensywne opady nadwyrężyły też szczelność kabiny 31-latka, ale nie popsuły przyjemności z jazdy nim.

Kolejny etap (17 września) wiódł z Klagenfurtu do Maranello. Po przekroczeniu granicy z Włochami nie kontynuowaliśmy jednak trasy autostradą, ale skręciliśmy do miejscowości Tolmezzo, skąd pojechaliśmy dalej w kierunku elektrowni wodnej Redona.

Malownicza, kręta droga ciągnąca się we włoskich Dolomitach to idealne miejsce dla tylnonapędowych zwinnych roadsterów, które w gokartowym stylu "połykały" górskie serpentyny ku uciesze prowadzących.

Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa Foto: Kucharski Paweł, Mazda / Auto Świat
Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa

To właśnie na takich odcinkach można dobrze zrozumieć filozofię Jinba ittai – jedności jeźdźca i konia – która przyświecała twórcom najpopularniejszego roadstera świata i oznacza perfekcyjną harmonię między kierowcą i samochodem. Co ważne, jej główne założenie, czyli przyjemność z jazdy, bez problemu znajdziemy zarówno w ostatniej, jak i w pierwszej odsłonie MX-5. Zresztą od lat takie cechy jak bezpośredni układ kierowniczy czy krótki skok manualnej skrzyni biegów wyróżniają wszystkie wcielenia japońskiego modelu. Do tego dochodzą szybkie reakcje na ruchy pedałem gazu i świetne osiągi. Tak, dotyczy to także klasyka, który nadal może pochwalić się przyspieszeniem do setki w mniej niż 8 s. Nowe robią to w 6,5 s.

Prowincję Pordenone opuszczaliśmy w doskonałych nastrojach. Trzy godziny później, już autostradą dotarliśmy do Maranello, gdzie nasz konwój wzbudzał nie mniejszy entuzjazm przechodniów niż przemykające co chwilę ulicami miasta różne modele Ferrari. W ramach relaksu zajrzeliśmy do muzeum włoskiej marki.

Mazda MX-5 – dzień próby

Niedziela 18 września przywitała nas błękitnym, bezchmurnym niebem. Na trasie z Maranello do Autodromo di Modena zagęszczenie Mazd MX-5 zwiększało się systematycznie, by w okolicach toru osiągnąć niemal masę krytyczną. Dziesiątki tych aut w różnych odsłonach, generacjach, jak i kondycji łączyły uśmiechnięte załogi. Poczucie, że bierzemy udział w czymś szczególnym, jeszcze bardziej wzmacniało satysfakcję, że udało nam się tu dotrzeć. Obsługa imprezy uwijała się dzielnie i w sumie ponad 700 samochodów, które dojechały do Modeny, dość szybko znalazło swoje miejsca na wyznaczonym parkingu.

Pierwsze godziny zlotu stały się okazją do rozmów, wymiany doświadczeń, pochwalenia się swoimi egzemplarzami. Wśród gości imprezy znalazł się też japoński inżynier Nobuhiro Yamamoto, odpowiedzialny za trzecią i czwartą generację Mazdy MX-5. Dużym wydarzeniem była światowa premiera jednomiejscowej barchetty NM Concept, opracowanej firmę przez Gorgona Cars, a inspirowanej samochodami wyścigowymi z lat 50. XX w. Ten studyjny model bazuje na pierwszej generacji MX-5, ale dostał napęd z najnowszej odsłony modelu. Jemu też przypadł zaszczyt prowadzenia parady.

Mazda NM Concept Foto: Kucharski Paweł, Mazda / Auto Świat
Mazda NM Concept
Mazda NM Concept Foto: Kucharski Paweł, Mazda / Auto Świat
Mazda NM Concept

Zanim auta zaczęły formować szyk na torze, mieliśmy okazję pokonać kilka okrążeń trasy, którą do 1961 r. jeździły bolidy Formuły 1. Pierwotnie tor miał długość 2,4 km i był też wykorzystywany w celach testowych m.in. przez Ferrari, teraz jego długość to niespełna 2,1 km i odbywają się na nim lokalne imprezy. Ma 11 zakrętów, szerokość 12 m i prostą o długości 400 m, do tego kilka zjazdów i wzniesień. W sam raz, by po raz kolejny poczuć Jinba Ittai…

Ustawienie ponad 700 maszyn na torze rozpoczęło się około godziny 14.00 i nie było łatwym zadaniem – samochodów było tak dużo, że stojące w rzędach po trzy egzemplarze zajmowały niemal cały tor. Gdy wreszcie udało się ruszyć, pierwsze rzędy dość szybko zaczęły dojeżdżać do ostatnich, a hamowanie wywoływało reakcję łańcuchową i potrzeba było dużo cierpliwości, by utrzymać wszystkie samochody w ruchu. To wymóg ustanowienia rekordu.

Po kilku próbach zapadała decyzja o przegrupowaniu kolumny w rzędy liczące cztery samochody. Tych "czwórek" nadal było aż 177, ale zabieg ten pozwolił zwiększyć dystans między czołówką i końcem grupy, a to z kolei poprawiło płynność jazdy.

Na efekt nie trzeba było długo czekać, a gdy nadzorujący przebieg bicia rekordu sędzia około godziny 18.00 załopotał flagą wśród uczestników wybuchła prawdziwa euforia. Runda honorowa odbywała się już w akompaniamencie śpiewów, krzyków i trąbienia klaksonami. Od tego momentu oficjalny rekord Guinnessa w liczbie jadących w jednym momencie po torze Mazd MX-5 wynosi 707 sztuk!

Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa Foto: Kucharski Paweł, Mazda / Auto Świat
Mazda MX-5 bije rekord Guinnessa

Z przyjemnością muszę odnotować, że przyłożyłem się do zapisania tego niesamowitego rozdziału w historii najpopularniejszego roadstera na świecie.