To rondo pod Warszawą stało się prawdziwą pułapką na kierowców. Na obwodnicy Jabłonny nieoznakowany system Red Light wyłapuje wjazdy na czerwonym świetle, a nietypowy układ skrzyżowania sprzyja pomyłkom. Każdego dnia kilkunastu kierowców otrzymuje od jednego do trzech mandatów podczas jednego przejazdu. Pechowcy tak tracą prawo jazdy albo rozbijają samochody.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Maciej Brzeziński / Auto Świat
Skrzyżowanie w Jabłonnie: to łatwo stracić prawo jazdy
Przejazd przez Rondo Biskupów Płockich w Jabłonnie nie zawsze wygląda tak samo. Jadąc na wprost, kierowcy mijają dwa rzędy sygnalizatorów i dwie linie zatrzymania, a skręcając lekko w lewo, trzy. Wielu z nich wskazuje, że żółte światło potrafi świecić się raz dłużej, a innym razem bardzo krótko. Ich zdaniem wynika to ze zmiennego natężenia ruchu, dlatego trudno wypracować na tym skrzyżowaniu rutynę.
Stali bywalcy tego ronda wiedzą też, że patrzą na nich kamery. Jest ich co najmniej 17, a część automatycznie rejestruje przejazdy na czerwonym świetle. W efekcie kierowca staje przed niełatwym wyborem. Z jednej strony nigdy nie ma pewności, jak długo potrwa żółte światło, więc najbezpieczniej jest od razu hamować. Z drugiej strony pozostaje pytanie, czy kierowca jadący za nami nie postanowi właśnie "przecisnąć się" na żółtym, ryzykując spotkanie z naszym zderzakiem. Ci, którzy dobrze znają to skrzyżowanie, zazwyczaj zawczasu redukują prędkość, zostawiają sobie więcej miejsca i regularnie sprawdzają lusterka. A jeśli mimo wszystko coś pójdzie nie tak, w pobliżu często można wypatrzyć holownik pomocy drogowej, który szczególnie chętnie czeka na klientów w godzinach szczytu.
CANARD, czyli Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, które obsługuje system wykrywający przejazdy na czerwonym świetle, stoi na stanowisku, że kierowca przejeżdżający przez Rondo Biskupów Płockich na czerwonym popełnia tyle wykroczeń, ile sygnalizatorów minie. W praktyce oznacza to dwa mandaty przy jeździe na wprost i nawet trzy podczas skrętu w lewo. Do każdego z nich przypisywane są również osobne punkty karne.
Takie podejście budzi wątpliwości części kierowców. Jeden z nich odmówił przyjęcia dwóch mandatów, argumentując, że chodzi o jedno wykroczenie popełnione na jednym skrzyżowaniu. Początkowo jego argumentację podzielił sąd rejonowy, ale ostatecznie sprawa zakończyła się inaczej. Sąd odwoławczy uznał, że system zarejestrował dwa odrębne naruszenia przepisów, ponieważ doszło do nich w różnych momentach, choć dzieliła je zaledwie sekunda. W ocenie sądu oznaczało to dwa wykroczenia, mimo że miały miejsce w obrębie tego samego skrzyżowania.
Ile punktów można dostać na Red Light w Jabłonnie?
Mandat za takie naruszenie nadal wynosi 500 zł, więc na Rondzie Biskupów Płockich oznacza to, że jeden niefortunny przejazd może kosztować kierowcę od 1000 do nawet 1500 zł, w zależności od liczby miniętych sygnalizatorów. Kwestia punktów karnych jest bardziej drażliwa. Autorzy obecnego taryfikatora uznali przejazd na czerwonym świetle za jedno z najpoważniejszych wykroczeń drogowych i przypisali mu 15 punktów. W praktyce wystarczy więc minąć na rondzie dwa sygnalizatory nadające czerwony sygnał, by zgromadzić 30 punktów karnych i przekroczyć obowiązujący limit.
Kierowcy dysponujący grubszym portfelem albo ci, którym szczególnie zależy na uniknięciu utraty uprawnień, mogą próbować bronić się inaczej, odmawiając wskazania osoby prowadzącej pojazd. Taka strategia również wiąże się jednak z ryzykiem. Maksymalna grzywna za niewskazanie kierującego może bowiem sięgnąć 30 000 zł.
Robert Rybicki / Auto Świat
Skrzyżowanie w Jabłonnie – tu pomoc drogowa ma dużo pracy
Czy sygnalizacja świetlna może mieć różne czasy świecenia?
Najgorsze jest to, że sygnalizatory mają różny czas świecenia w zależności od pory dnia. O tym, że długość wyświetlania poszczególnych sygnałów może się zmieniać, wie zarządca drogi, bo to on odpowiada za funkcjonowanie systemu sterowania ruchem. Kierowcy nie zawsze mają jednak taką świadomość. Powstaje więc pytanie, czy takie rozwiązanie na dużym skrzyżowaniu, przez które pojazdy często przejeżdżają z wysoką prędkością, rzeczywiście sprzyja bezpieczeństwu.
Osoby regularnie korzystające z tego ronda zazwyczaj wypracowują własne nawyki. Jeśli zielone światło świeci się już od dłuższego czasu, wolą zbliżać się do skrzyżowania ostrożniej i zakładać konieczność hamowania w każdej chwili, nawet kosztem ryzyka stłuczki z pojazdem jadącym z tyłu. Dla kierowców przejeżdżających tędy sporadycznie lub po raz pierwszy sytuacja może być jednak zaskakująca. Mogą nie spodziewać się krótkiego czasu wyświetlania światła żółtego, gwałtownych reakcji innych uczestników ruchu, a w skrajnym przypadku także późniejszej korespondencji z Głównym Inspektoratem Transportu Drogowego (GITD).
Od lat polskie przepisy wymagają, by stacjonarne urządzenia służące do rejestrowania wykroczeń drogowych były odpowiednio oznaczone. W praktyce kierowcy przyzwyczaili się do tego rozwiązania przede wszystkim dzięki fotoradarom i odcinkowym pomiarom prędkości. Same urządzenia mają charakterystyczne żółte obudowy, a o ich obecności informują ustawione wcześniej niebieskie znaki drogowe. W przepisach zapisano to wprost:
Minister właściwy do spraw transportu, mając na względzie przyczyny i lokalizację wypadków drogowych, przeciwdziałanie tym wypadkom oraz wdrażanie kierujących pojazdami do przestrzegania przepisów ruchu drogowego, określi, w drodze rozporządzenia sposób oznakowania stacjonarnych urządzeń rejestrujących oraz obudów na te urządzenia, z uwzględnieniem oddziaływania prewencyjnego poprzez zapewnienie odpowiedniej widoczności;
Systemy służące do rejestrowania przejazdów na czerwonym świetle zostały jednak potraktowane inaczej. W przeciwieństwie do fotoradarów czy odcinkowych pomiarów prędkości nie są one poprzedzone żadnymi znakami informacyjnymi. Kierowcy nie znajdą więc przy nich tablic ostrzegających o nadzorze, chociaż właśnie takie oznakowanie mogłoby, przynajmniej w niektórych lokalizacjach, dodatkowo wpływać na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Skąd wynika ten wyjątek? Wyjaśnienie można znaleźć w wypowiedzi byłego rzecznika GITD Alvina Gajadhura, udzielonej portalowi TVN24.pl:
Nie ma wzoru znaku informującego o zamontowanym rejestratorze wjazdu na czerwonym świetle.
Niby wszystko jasne, tylko że ta wypowiedź ma... 11 lat, pochodzi ze stycznia 2015 r. Monika Niżniak, były rzecznik GITD, wskazał (w sumie słusznie), że kwestia znaków drogowych leży w gestii innej instytucji.
Wskazany przez pana artykuł ustawy Prawo o ruchu drogowym jest dyspozycją dla Ministra właściwego do spraw transportu do wydania odpowiedniego rozporządzenia i nie ma w nim wskazania dla oznakowania tego typu systemów.
Ostatni fragment wypowiedzi rzecznika GITD można uznać za jednocześnie prawdę i nieprawdę. Przepisy rzeczywiście nie zawierają zapisów dotyczących oznakowania miejsc, w których działa automatyczny system rejestracji przejazdu na czerwonym świetle. Mówią jednak o oznakowaniu urządzeń rejestrujących wykroczenia.
Niezależnie od tej interpretacji fakt pozostaje taki, że przez lata Ministerstwo Infrastruktury nie wprowadziło rozwiązań pozwalających oznaczać lokalizacje systemów rejestrujących przejazdy na czerwonym świetle w sposób podobny do tego, jaki obowiązuje w przypadku fotoradarów czy odcinkowych pomiarów prędkości. Stało się tak mimo istniejących przepisów, które nakazują odpowiednie oznaczanie urządzeń służących do automatycznej kontroli ruchu drogowego.
Liczne kamery zawieszone nad rondem są częścią w pełni zautomatyzowanego systemu Neuro Car 3 Terminal RL, gdzie skrót "RL" oznacza właśnie znane nam określenie Red Light. Jego działanie opiera się na współpracy kilku urządzeń. Jedna kamera na bieżąco monitoruje wskazania sygnalizatora, kolejna identyfikuje pojazd, który po zapaleniu czerwonego światła przekracza linię zatrzymania i odczytuje jego numer rejestracyjny, a następna wykonuje dokumentację fotograficzną zdarzenia. Bardziej zaawansowane wersje potrafią dodatkowo rozpoznawać markę, model oraz kolor pojazdu.
GITD
Tak działa system Red Light wchodzący w skład CANARD-u
Dzięki takiemu systemowi instytucja zajmująca się rejestracją wykroczeń kierowców (GITD) nie musi w ogóle interesować się organizacją ruchu na skrzyżowaniu. Zarządca drogi ustawia sygnalizatory tak, jak chce, a zautomatyzowany system kamer tylko obserwuje sytuację. Monika Niżniak, GITD:
Podkreślamy, że system Red Light pracujący na tym skrzyżowaniu nie jest podłączony do sterownika sygnalizacji świetlnej. Działa z wykorzystaniem wideodetekcji i na jej podstawie odczytuje aktualnie wyświetlany sygnał oraz rejestruje przebieg zdarzenia.
Urządzenia są właściwie oznakowane, zainstalowane kamery są w barwie żółtej. Zgodnie z obowiązującymi przepisami nie stosuje się oznakowania urządzeń rejestrujących prędkość do urządzeń monitorujących przejazd na czerwonym świetle.
Co jeszcze wyróżnia system Red Light na tle różnych systemów pomiarów prędkości (fotoradarów, wideorejestratorów, odcinków pomiarów średniej prędkości), to to, że nie podlega on kontroli metrologicznej na takiej zasadzie jak wymienione wyżej urządzenia — niewymagane jest np. zatwierdzenie typu. No i skrzyżowania, na których zamontowano ten system, wbrew ustawie nie są oznakowane, ponieważ nie ma rozporządzenia, które wskazałoby sposób stosowania się do postanowień ustawy.
Kierowcy woleliby, żeby zmienić działanie skrzyżowania
Kierowcy od lat podpowiadają, jak można zwiększyć bezpieczeństwo na rondzie w Jabłonnie i jednocześnie ograniczyć ryzyko nieświadomego popełniania wykroczeń. Rozmaite propozycje regularnie pojawiają się w mediach oraz internetowych dyskusjach. Jednym z najczęściej powtarzanych pomysłów, obok oznakowania informującego o działaniu kamer, jest montaż wyświetlaczy odliczających czas do zmiany świateł.
Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że ułatwiłoby ono kierowcom ocenę sytuacji przed wjazdem na skrzyżowanie. Problem w tym, że według informacji przekazywanych przez zarządców ruchu zastosowanie sekundników ma być utrudnione przez zmienny czas wyświetlania poszczególnych sygnałów. Trudno też jednoznacznie ocenić, czy taka inwestycja byłaby uzasadniona ekonomicznie i czy przyniosłaby korzyści współmierne do poniesionych kosztów.