- W makabrycznym wypadku sprzed ponad dwóch lat zginęli rodzice z dzieckiem
- Domniemany sprawca uciekł za granicę, dopiero kilka miesięcy temu udało się go sprowadzić do Polski, mimo wysiłków jego prawników
- Sebastian M. przeprosił rodzinę ofiar, ale nie przyznaje się do winy
- Obrona oskarżonego zleciła wykonanie prywatnej opinii, która ma podważać ustalenia prokuratury. Znalazł się biegły, który to zrobił
- Zapraszamy do wypełnienia ankiety, która znajduje się na końcu artykułu
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
To jeden z najgłośniejszych wypadków z ostatnich lat, który od początku wzbudzał zainteresowanie opinii publicznej. Przypomnijmy: na początku, według oficjalnych komunikatów policji, Kia, w której zginęła rodzina, miała z "niewyjaśnionych przyczyn" uderzyć w barierki i spłonąć, podczas gdy w sieci można już wtedy było zobaczyć nagranie, na którym widać (choć niezbyt wyraźnie) moment jej kolizji z innym, pędzącym autem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoPoznaj kontekst z AI
Poważnie uszkodzone BMW, które według późniejszych ustaleń, prowadzone było w momencie kolizji przez Sebastiana M., zatrzymało się ok. 200 metrów dalej, a mimo to policjanci oficjalnie nie powiązali tych spraw, mimo ewidentnych śladów na drodze, co wzbudziło dosyć powszechne podejrzenia, że ktoś (w domyśle wpływowa rodzina Sebastiana M.) próbuje sprawę tuszować — w sieci pojawiło się mnóstwo teorii i domniemań na ten temat.
Domniemany sprawca uciekł z kraju. Procedura ekstradycji trwała miesiącami
Domniemany sprawca wypadku, przez nikogo nie zatrzymywany, wylatuje z kraju — najpierw na Węgry, później do Niemiec, a stamtąd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dopiero po niespełna dwóch tygodniach dochodzi do konferencji ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który deklaruje wówczas, że sprawca tragedii nie może liczyć na pobłażliwość. Sebastian M. nie wraca do Polski, po pewnym czasie rusza procedura ekstradycyjna. Do końca urzędowania ministra Ziobry nie udaje się jednak sprowadzić domniemanego sprawcy do Polski, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich uzyskuje on tzw. złotą wizę i status rezydenta. Dopiero m.in. na skutek presji kolejnego rządu, po osobistych interwencjach ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, Sebastian M. w maju 2025 roku zostaje wydany polskim służbom.
22 października, przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim formalnie ruszył proces. Prokuratura zarzuca Sebastianowi M., że 16 września 2023 roku około godziny 19:55 na autostradzie A1, prowadząc BMW, umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Miał jechać z prędkością nawet 315 km na godz., nie zachował ostrożności, stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na środkowy pas i uderzył auto marki Kia, w wyniku czego rozbity pojazd stanął w płomieniach i zginęła w nim trzyosobowa rodzina. Oskarżonemu grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Podczas pierwszej rozprawy oskarżony przeprosił rodzinę tragicznie zmarłych ofiar wypadku, ale do winy się nie przyznał, odmówił też składania wyjaśnień. Z zeznań, jakie składał wcześniej w prokuraturze, ma wynikać, że m.in. nie przyznaje się do tego, że zjechał ze swojego pasa. W podobnym tonie wypowiadał się podczas wywiadu udzielonego tuż przed ekstradycją. Pojawiły się też sugestie, że bezpośrednią przyczyną wypadku mogło być zajechanie drogi pędzącemu BMW przez KIĘ.
Jeszcze przed rozpoczęciem procesu opinią publiczną wstrząsnęły medialne doniesienia o tym, że ojciec Sebastiana M., który był formalnym posiadaczem (leasingobiorcą) stuningowanego BMW, rozbitego podczas tragicznego wypadku, próbował uzyskać odszkodowanie za zniszczony (utracony) pojazd, który został zabezpieczony jako dowód w sprawie — ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania.
Obrona Sebastiana M. próbowała odroczyć proces, powołując się na fakt, że trwają mediacje między domniemanym sprawcą a rodziną ofiar, sąd jednak ten wniosek odrzucił.
Nowa ekspertyza z Centralnego Biura Ekspertyz Sądowych. Co to za instytucja?
Z ustaleń Gazety Trybunalskiej wynika, że obrona Sebastiana M. kwestionuje ustalenia śledczych. Służyć temu ma zlecona prywatnie (nie przez sąd) ekspertyza, której autorem jest dr inż. Łukasz Gil z Centralnego Biura Ekspertyz Sądowych. Wbrew temu, co może sugerować nazwa, Centralne Biuro Ekspertyz Sądowych nie jest instytucją państwową, a prywatną firmą Łukasza Gila (pełna nazwa firmy to Centralne Biuro Ekspertyz Sądowych Łukasz Gil). Na stronie internetowej firmy znajduje się informacja o czterech oddziałach terenowych biura — co ciekawe, wszystkie mają ten sam numer telefonu komórkowego. Autor opłaconej przez obrońców Sebastiana M. ekspertyzy jest m.in. byłym policjantem sekcji wypadkowej, absolwentem studiów podyplomowych "Ekspertyza wypadku drogowego" organizowanych przez Politechnikę Krakowską i Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie, biegłym sądowym, a temat jego rozprawy doktorskiej na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu to "Czynniki techniczno-eksploatacyjne warunkujące bezpieczne użytkowanie ciągników rolniczych".
Z ustaleń redakcji wynika, że obrońcy domniemanego sprawcy wypadku intensywnie poszukiwali wykonawcy opinii mającej podważyć wersję prokuratury, zarówno w kraju, jak i za granicą, zgłaszając się innych ekspertów.
Czy KIA jechała na dojazdówce? Punkt zaczepienia obrony Sebastiana M.
Jak informuje Gazeta Trybunalska, opinia zamówiona przez obronę Sebastiana M. ma wskazywać na rzekome zaniedbania dowodowe i błędne interpretacje materiału zgromadzonego w sprawie. Punktem zaczepienia dla obrony ma być w tym przypadku przede wszystkim fakt, że na miejscu zdarzenia znaleziono koło dojazdowe auta marki KIA. Może to prowadzić do spekulacji, że podczas kolizji auto, w którym tragicznie zginęła rodzina, poruszało się na dojazdówce, która nie pozwala na bezpieczną jazdę z prędkościami autostradowymi, co w efekcie mogłoby doprowadzić do utraty stabilności pojazdu, np. w wyniku rozerwania takiego koła.
To ma wskazywać na możliwość, że to KIA zajechała drogę BMW, przyczyniając się do wypadku. Koła dojazdowe mają inne rozmiary od kół standardowych, służą jedynie do awaryjnego dojazdu do warsztatu, z ograniczoną prędkością i przy ograniczonym maksymalnym przebiegu. Ekspertyza ma wskazywać, że w materiale dowodowym brakuje pewnych danych z systemów elektronicznych auta marki KIA, które mogłyby wykluczyć taki scenariusz. Nie wiadomo, czy auto rzeczywiście w chwili wypadku było wyposażone w dojazdówkę — koło zapasowe znajduje się w tylnej części pojazdu, która została praktycznie rozerwana w wyniku kolizji, a następnie niemal doszczętnie zniszczona na skutek wybuchu paliwa z rozerwanego baku.
Inne scenariusze wypadku: spekulacje, czy coś więcej?
Według relacji Gazety Trybunalskiej, twórca ekspertyzy zleconej przez obronę Sebastiana M., dopuszcza również inne scenariusze, w tym nagły spadek ciśnienia w jednym z kół jednego z aut biorących udział w kolizji i sugeruje, że w takiej sytuacji policja i pozostali biegli mogli błędnie zinterpretować ślady odnalezione na drodze.
Sąd nie ma obowiązku uwzględnienia prywatnie zleconej opinii, a jeśli nawet to zrobi, to nie musi to wcale oznaczać, że domniemany sprawca zostanie oczyszczony z zarzutów. Nawet gdyby miało się okazać, że to KIA pierwsza zmieniła pas ruchu, to i tak może uznać, że bezpośrednią przyczyną kolizji było umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa przez kierującego BMW. To, że BMW prowadzone przez Sebastiana M. jechał z prędkością znacznie przekraczającą ograniczenie obowiązujące na tym odcinku (chociaż w tej kwestii też pojawiały się sprzeczne doniesienia, prędkość szacowana na od ok. 250 do nawet ok. 315 km na godz.) nie budzi wątpliwości, podobnie jak fakt, że samochód był poważnie zmodyfikowany w celu uzyskiwania wyższej prędkości maksymalnej niż egzemplarze fabryczne, w sposób niezgodny z homologacją. W świetle upublicznionych relacji świadków, dotyczących tego, co działo się przed i po wypadku, linia obrony Sebastiana M wydaje się naciągana, ale w państwie prawa oskarżony i jego obrońcy mają prawo do podejmowania takich działań.