Czy słynny producent instrumentów muzycznych może być dobrym ekspertem od nagłośnienia samochodów? Może. Dobrym przykładem jest VW Beetle, dla którego przygotowano opcjonalny mocny zestaw audio sygnowany przez markę Fender. Jeśli o niej nie słyszeliście, to warto nadrobić zaległości. To jedna z najsłynniejszych firm wytwarzających gitary. Specjalne edycje firmują tak wielkie gwiazdy muzyki jak Eric Clapton, David Gilmour czy Mark Knopfler. A to już zobowiązuje.

Prostota aż do bólu

Inżynierowie amerykańskiej marki stworzyli prosty aż do bólu zestaw do małego VW. Nie silili się na żadne  zaawansowane rozwiązania z dźwiękiem wielokanałowym i rozbudowanym procesorem DSP. Całkiem słusznie uznali, że bez dużych solidnych głośników oraz mocnego wzmacniacza ani rusz. Stąd dwa zestawy dwudrożne: z przodu i z tyłu. Oba wyposażone w duże kopułki wysokotonowe o średnicy 60 i 50 mm (tweetery o obniżonej impedancji). I oba wzbogacone o dwucewkowe woofery  o średnicy 200 mm! 20 cm kick basy w drzwiach – nawet profesjonalni instalatorzy car audio rzadko kiedy stosują tak duże przetworniki w drzwiach.

VW_Beetle_Fender_20 cm subwoofer w bagażniku

Całość uzupełnia płaski subwoofer o średnicy 20 cm i wymownej nazwie Bassman. Także dwucewkowy. Podłączony jest do 10 kanałowego wzmacniacza o łącznej mocy 400 W. Łączna moc oznacza jednak niewiele. Nie wiemy jak podzielono moc pomiędzy poszczególne głośniki. A to znacznie ważniejsza informacja.

VW_Beetle_Fender_tylne_głośniki. Tweetery z kopułkami 50 mm

Gorzka pigułka dla fanów VW

Łatwo jednak o wrażenie, że na kick bas w drzwiach nie żałowano mocy. Głośniki grają tak mocno, że z łatwością obnażają niedostatki wykończenia VW. Dla fanów niemieckiej marki to może być gorzka pigułka do przełknięcia. Nie raz bowiem hałasują elementy plastikowe wykończenia drzwi oraz środkowego słupka i obudowy tylnego nadkola. Trzeszczą na tyle, że wizyta w dobrym warsztacie car audio jest jak najbardziej wskazana, by wygłuszyć co nieco i poprawić wszelkie ukryte oszczędności na solidności wykonania. Trzeba jednak przyznać, że plastiki VW są wystawione na cięższą próbę niż w innych autach. Rzadko kiedy instalowane są 20 cm głośniki, które potrafią rozruszać całe wnętrze.

VW_Beetle_Fender_sterowanie_w_kierownicy

Brzmienie strojono zapewne z myślą o miłośnikach wykastrowanej, czyli skompresowanej muzyki. Wyeksponowano bowiem skrajne części pasma, co oznacza, że system przypomina charakterystyką to, co można było usłyszeć w wielu popularnych zestawach car audio po uruchomieniu funkcji loudness. Duże, mocne tweetery nadają soczystości, a kick bas dodaje sporo niższego rejestru. Czuć niemal każde uderzenie perkusisty, popisy na gitarze basowej czy na kontrabasie. I świetną atmosferę nagrań z koncertów.

VW_Beetle_Fender_ 60 mm tweeter

Zapewne mało komu będzie przeszkadzać wycofana średnica (chyba, że np. słucha głównie studyjnych utworów z wyeksponowanym wokalem). System daje sporo radości ze słuchania szczególnie bardziej dynamicznych i żywiołowych nagrań. Niemniej wyczulone ucho łatwo zwróci uwagę na jednostajną pracę tweeterów, co sprawia, że dość szybko zaczynają przeszkadzać.

VW_Beetle z systemem Fender za ponad 2700 zł

Fender – warto dopłacić 2760 zł?

VW Beetle Fender: to nie jest samochód dla bardzo wymagającego słuchacza. Wsłuchiwanie się w muzyczne detale nie ma w Beetle sensu. Innymi słowy szukanie wszelkich muzycznych subtelności jest skazane na porażkę. Niemniej, jeśli lubicie sporą dawkę basu, mocny bit, duży poziom głośności i nie przejmujecie się audiofilskimi akcentami, to możecie śmiało zainwestować w system firmy Fender. Warto.