• Mercedes CLS jest prekursorem luksusowych limuzyn o nadwoziu przywodzącym na myśl coupe – dziś ma już wielu konkurentów
  • W najnowszym CLS-ie zrezygnowano z charakterystycznego tylko dla niego kokpitu, a zamiast tego zastosowano deskę rozdzielczą z klasy E.
  • Benzynowy wariant CLS 450 wyposażono w instalację elektryczną 48 V i silnik elektryczny, który może dostarczyć na krótko dodatkowej mocy

Targi motoryzacyjne w Los Angeles to jedna z najważniejszych takich imprez w USA. Obok wielu premier mocno dla nas egzotyczny, w tym roku są jednak i zdarzenia istotne dla Europy, a jednym z nich jest właśnie premiera nowiutkiego Mercedesa CLS, który kiedyś stworzył niszę, którą dziś wypełniają takie modele jak Audi A7 czy też Porsche Panamera. Oczywiście po prekursorze segmentu oczekujemy innowacji.

Mercedes CLS – wiele powiązań z klasą E

Jakie zatem nowości znajdziemy trzeciej generacji CLS-ie? Tak, ale nie są czymś całkiem nowym, bo limuzyna-coupe Mercedesa w swej najnowszej odsłonie jest mocno spokrewniona z najnowszą klasą E – zarówno pod względem technologii, jak i dizajnu. To akurat dobrze, bo tradycyjna limuzyna spod znaku srebrnej gwiazdy to kawał dobrego samochodu. Na dodatek, napakowanego elektroniką nie gorzej niż o wiele droższa klasa S. A klienci z grubymi portfelami uwielbiają ponoć nowe technologie.

O wyglądzie nowego CLS nie ma co się rozwodzić. Jego nadwozie nadal ma linię zbliżoną do poprzedników, ale kształty nieco zaostrzono. Czy CLS jest ładny? To już rzecz gustu. Jest za to całkiem spory. Ma 498,8 cm długości, czyli o ponad 4 cm więcej niż poprzednik. Większy, i to o ponad 6 cm, jest też rozstaw osi. Te zmiany sprawiły, że z tyłu jest więcej miejsca dla pasażerów, udało się też wstawić nieco większe drzwi.

We wnętrzu znajdziemy zaś kokpit podobny do tego z klasy E i to jest coś nowego, ponieważ dwie poprzednie generacje miały odrębny dizajn, przeznaczony tylko dla tego modelu. Z jednej strony to spora oszczędność dla Mercedesa, z drugiej zaś w sumie nie taki zły pomysł. Otoczenie kierowcy z nowej klasie E jest dobrze zaprojektowane, ładne, nowoczesne, zgodne z zasadami ergonomii. Oczywiście mamy tu też charakterystyczny wirtualny kokpit z aż dwoma połączonymi, 12,3-calowymi ekranami, które przed kierowcą wyświetlają wskaźniki, a po lewej stronie, bliżej centralnej konsoli – mapy, menu systemu audio czy ustawień samochodu. To rozwiązanie efektowne, ale i praktyczne. Pokazuje też pęd ku nowoczesności, gdyż wygląda futurystycznie.

Są jednak i detali z innych modeli niż limuzyna klasy E. To choćby kierowca z klasy S po liftingu – z mnóstwem przycisków, a także charakterystyczne dysze nawiewów – jak z klasy E Coupe.

Kolejna bardzo ważna zmiana w stosunku do poprzednich generacji CLS-a, to miejsca z tyłu. Wprawdzie nadal kanapę wyrzeźbiono tak, by najwygodniej było tam dwóm dorosłym pasażerom, to jednak – podobno na wyraźnie żądanie klientów – stworzono też trzecie miejsce, na którym może od biedy ktoś podróżować. Nie będzie tu wygodnie, a wszystkim zrobi się ciasno, ale jest awaryjne, piąte miejsce.

Mercedes CLS – technika z różnych modeli plus nowości

Nowe będą też niektóre silniki: 4- i 6-cylindrowe jednostki na benzynę i na olej napędowy. Na początek do wyboru będą mocniejsze z nich, czyli te o sześciu cylindrach. W modelu CLS 350d 4Matic pracować będzie diesel o mocy 286 KM i momencie obrotowym równym 600 Nm, a kolejne dwie wersje to CLS 400d 4Matic (340 KM, 700 Nm) oraz benzynowy CLS 450 4Matic (367 KM, 500 Nm). Ostatnia z wymienionych jednostek wyposażona jest w przerośnięty alternator, który pełni też rolę rozrusznika. Jest zasilany napięciem 48 V i w razie potrzeby może dostarczyć dodatek 22 KM mocy i aż 250 Nm momentu obrotowego. To rozwiązanie poprawia osiągi, ale pozwala też obniżyć zużycie paliwa. Dodajmy, że o czystość spalin dba – również w silniku benzynowym – filtr cząstek stałych. Wszystkie wspomniane jednostki napędowe mają współpracować, i to bez wyjątku, z 9-biegowym automatem. Wariantów z ręczną skrzynią nie przewidziano. Do wyboru są za to wersje z napędem na tył lub na cztery koła.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o technologiach, które znajdziemy w nowym Mercedesie CLS. W części to rozwiązania znane z klasy S po liftingu. Na pokładzie mamy zatem – w zasadzie możemy mieć, bo to opcje – licznych pomocników kierowcy. W korkach CLS może poruszać się w praktyce samodzielnie, natomiast na drogach szybkiego ruchu mógłby, ale nie pozwalają na to przepisy. Kierownicę trzeba więc trzymać, ale auto potrafi jechać samodzielnie, a nawet jest w stanie zmieniać pas. Kolejnym ułatwieniem kierowcy są zaawansowane, LED-owe reflektory, które oświetlają drogę jak żadne inne, nie oślepiając innych kierowców, nawet gdy włączymy światła drogowe. Oczywiście w samochodzie dla biznesu nie mogło też obyć się bez mobilnego biura na pokładzie. W pamięci pokładowego komputera można mieć listę spotkań, numery telefonów, ważne wiadomości – wszystko to zabezpieczone kodem PIN.

Sprzedaż nowego Mercedesa CLS rozpocznie się w przyszłym roku, a na początek model oferowany będzie w bogato wyposażonej wersji Edition 1. Ma być ona w sprzedaży przez około rok od premiery nowego CLS-a. O cenach niestety jeszcze nic nie wiadomo.