Brytyjczycy nie mają ostatnio szczęścia do nazw, biorąc pod uwagę ich znaczenie w języku polskim. Mamy już McLarena Artura, teraz dostaniemy Lotusa Emira... Obydwa auta można jednak kupić bez zmiany imienia, a żarty w przypadku nowego modelu Lotusa są niewskazane, bo to niezwykle ważny samochód dla tej marki.

Dlaczego? Mówiąc wprost, to hołd złożony klasycznym spalinowcom, zanim będą musiały usunąć się w cień, robiąc miejsce dla sportowych "elektryków". Czy tego chcemy, czy nie, producenci powoli żegnają się z konwencjonalnymi jednostkami napędowymi. Jedni robią to beznamiętnie, ogłaszając deadline przejścia na prąd. Inni podchodzą do sprawy poważniej i tak jak Lotus szykują z tej "okazji" coś specjalnego.

Lotus Emira - następca Evory, Elise i Exige

Lotus zasiedział się trochę na rynku ze swoimi starymi konstrukcjami, bazującymi w większym lub mniejszym stopniu na zaprezentowanym 25 lat temu (!) Elise. Nie licząc nieprodukowanej jeszcze (ale już wyprzedanej!) Eviji, najmłodsza w gamie jest... 12-letnia Evora. Dotychczasowa paleta modelowa marki przechodzi w tym roku na zasłużoną emeryturę, więc przed Emirą stoi trudne zadanie – musi kontynuować dziedzictwo Lotusa i udowodnić, że zespół projektowy z Hethel pamięta jeszcze, jak konstruuje się nowe samochody.

Cztery lata temu firma Lotus Cars została otoczona płaszczykiem finansowym chińskiego koncernu Geely, więc znalazły się nawet środki na ten projekt. Efekt prac jest... zadowalający. Zadowalający?! Tak, tylko taki, bo Colin Chapman, założyciel marki, pewnie przewraca się w grobie na wieść o masie własnej Emiry – to aż 1405 kg w najlżejszej wersji. Najbliżsi konkurenci brytyjskiego coupé, czyli Alpine A110S i Porsche 718 Cayman są lżejsi. Trochę gryzie się to z powtarzaną przez Chapmana maksymą: “Uprość, a potem dodaj lekkości”.

Lotus Emira – silniki, dane techniczne

Na innych polach Emira jednak nie zawodzi. Mimo zbliżonych do Evory wymiarów (Emira jest dłuższa zaledwie o 18 mm) i tego samego rozstawu osi (2575 mm), to całkowicie nowa konstrukcja oparta na lekkim i sztywnym aluminiowym podwoziu. Silnik umieszczono po lotusowemu, a więc centralnie. Za plecami kierowcy pracować będzie mogła jedna z dwóch turbodoładowanych jednostek – 2.0 R4 z palety Mercedesa-AMG albo stosowany już wcześniej w Evorze i Exige silnik 3.5 V6 konstrukcji Toyoty.

Oba motory zostały poddane niezbędnym modyfikacjom. Na potrzeby tylnonapędowego Lotusa z mercedesowskiego motoru udało się wykrzesać ok. 365 KM, a z jednostki Toyoty – ok. 405 KM. Dokładne dane pojawią się później, ale już teraz wiadomo, że samochody będą oferowane z manualną skrzynią biegów (puryści się ucieszą!) lub dwusprzęgłowym automatem. Lotus wspomina też o osiągach mocniejszej Emiry. Będzie ona przyspieszać do 100 km/h w czasie krótszym niż 4,5 s i rozpędzać się maksymalnie do 290 km/h.

Lotus Emira – wyposażenie i ceny

Dochodzimy do momentu, w którym pojawi się niewielkie usprawiedliwienie dla wysokiej masy własnej Emiry. Wszystkie dotychczasowe modele Lotusa były ultralekkie, ale też dość... spartańskie. Tymczasem na pokładzie najnowszego coupé pojawią się nie tylko lepsze materiały wykończeniowe (ich jakość widać już na zdjęciach!), ale też elementy mające uczynić z Emiry wygodny samochód typu gran turismo.

Chodzi o takie udogodnienia, jak 10,25-calowy ekran systemu infotainment, łączność Apple CarPlay lub Android Auto, bezkluczykowy dostęp, czujnik deszczu, elektrycznie składane lusterka, fotele z elektryczną regulacją w 12 kierunkach, adaptacyjny tempomat i cały szereg systemów bezpieczeństwa. Najwyraźniej ktoś w Lotusie uznał, że klienci potrzebują teraz więcej komfortu zamiast niskiej wagi.

Ile trzeba będzie za to wszystko zapłacić? Firma obiecuje, że podstawowy wariant Emiry zmieści się z ceną poniżej granicy 60 tys. funtów. W przeliczeniu na złotówki to niecałe 318 tys. zł, a więc coś pomiędzy ceną Porsche 718 Cayman (248 tys. zł) a 718 Cayman S (342 tys. zł). Publiczny debiut samochodu zaplanowano już na najbliższy weekend. Emira wystąpi w trakcie niego na Festiwalu Prędkości w Goodwood.