Zjeżdżamy z autostrady A9 tuż przed Monachium. Jest piątek przed południem, ale na drogach południowych Niemiec widać już, że nasi sąsiedzi szykują się do weekendu za miastem. Po kilku kilometrach pokonanych drogą, na której bez problemu minąć mogą się tylko samochody osobowe, dojeżdżamy do Biburga – małej wioski oddalonej o 30 km od stolicy Bawarii.

Na ulicy Monachijskiej (jakżeby inaczej!) odnajdujemy cel naszej podróży – należącą do Axla Gerstla firmę Fiat 500/126 Ersatzteile, czyli po prostu duży magazyn części do tych dwóch włoskich pojazdów. Na ścianie budynku wita nas tabliczka „Fiat 500 Street”. Skąd taki sklep w Niemczech? Przecież nasi zachodni sąsiedzi nie słyną z miłości do włoskiej motoryzacji!

Wchodzimy do środka typowo wiejskiej zabudowy – połączenia stodoły, obory i domu mieszkalnego. Całość pochodzi z 1878 roku. Na ścianie zegar rejestrujący czas pracy zatrudnionych w firmie, z charakterystycznymi tekturowymi kartami. Ładna stylizacja! – mówimy do właściciela. Gerstl nie bardzo wie, o co nam chodzi: jaka stylizacja? To urządzenie rejestruje czas pracy moich ludzi na potrzeby podatkowe! OK, nie prościej byłoby zastosować elektroniczne karty? A po co? Przecież to działa bardzo dobrze.

Już wiemy, że z czterdziestokilkuletnim Gerstlem szybko się dogadamy. Firma działa od 26 lat i cały czas się rozwija. Obecnie zatrudnia na stałe 9 osób, ale w okresie letnim, kiedy ruch jest znacznie większy, zdarza się, że załoga rośnie do 25 ludzi. Początkowo zajmowała tylko część wynajmowanego budynku, obecnie już się w nim nie mieści i Gerstl musi wynajmować dodatkowe magazyny we wsi. Cieszę się, bo udało mi się wykurzyć z jednej lokalizacji filię banku.

Łączna powierzchnia magazynowa Fiat 500/126 Ersatzteile to obecnie 1000 m2 – niemało jak na części do małych Fiatów. Dziennie wysyłam od 50 do nawet 100 paczek. Liczba klientów rośnie wiosną, gdy miłośnicy Fiata 500 i 126 wyciągają swoje skarby z garażu i zaczynają jeździć, względnie zabierają się do napraw i remontów. Z samego tylko obszaru Monachium uzbierało nam się prawie 3 tys. klientów – dodaje Gerstl.

Skąd w ogóle pomysł na taki biznes? Jestem z wykształcenia handlowcem. Na studiach, podobnie jak większości moich kolegów, brakowało mi pieniędzy. Jeździłem wówczas właśnie Fiatem 500 i sam miałem duże trudności, by kupić do niego części. Zdobycie nawet głupiego cylinderka hamulcowego nie było wówczas takie proste.

Szybko zorientowałem się, że sprzedając mój samochód na części, mogę sporo zarobić. Dziś ze względów ekologicznych nie byłoby to już takie proste, ale wtedy? W szczytowym okresie firma Gerstla rozkładała na części nawet 5 aut – tak było na początku lat 90.

Później przyszedł czas, by zająć się importem i sprzedażą nowych elementów. I to okazało się strzałem w dziesiątkę. W samym rejonie Monachium przez lata uzbierało się nam ponad 3 tys. klientów – mówi właściciel. Oczywiście, podstawowym samochodem w ofercie jest Fiat 500. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że do tego pojazdu w sklepie Gerstla znajdzie się wszystko, łącznie z rzadką galanterią i epokowymi akcesoriami tuningowymi.

Znalezienie części do budowy repliki Abartha także nie stanowi problemu. W ofercie mamy nawet własny wzór stalowych, 12-calowych felg, które umożliwiają założenie do auta tarczowych hamulców – mówi właściciel firmy i pokazuje nam swój pojazd – replikę Fiata Abartha 500. W tym samochodzie mam właśnie taki zestaw. Różnica podczas jazdy jest olbrzymia.

A skąd wzięły się w ofercie części do Fiatów 126? Wiele mechanicznych elementów jest identycznych z ostatnią serią „500-tki”, więc dołożenie drugiego i trzeciego pojazdu było proste. Poza tym Axel Gerstl dodaje, że widzi stały wzrost zainteresowania naszym Maluchem. Na razie kolejki chętnych po części do 126 jeszcze się nie ustawiają, ale mam nadzieję, że ten samochód czeka ta sama droga co „500-tkę”, która jest w Niemczech coraz popularniejsza.

Co można zatem kupić pod Monachium do naszego Malucha? Prawie wszystko. Czasem za normalne pieniądze również to, za co na aukcjach internetowych sprzedający w Polsce żądają czasem niebotycznych kwot, np. przednie, wąskie błotniki do pierwszej serii, kilka kolorów wykładzin dywanowych, chromowane zderzaki.

Uszczelki szyb z miejscem na klin właśnie się nam skończyły. Myślę jednak, że niedługo znajdę producenta, który je dla mnie zrobi. To tylko kwestia czasu – mówi szef firmy. Oprócz nowych części w Biburgu znajdziemy także elementy regenerowane. Wiele z nich pochodzi z... Polski. Tak dzieje się np. z gaźnikami.

Każdy oferowany przeze mnie silnik, zanim trafi do klienta, przechodzi całą procedurę kontrolną – jest odpalany i ma przepracować kilka godzin na stanowisku próbnym. Na końcu otrzymuje certyfikat sprawności. Axel Gerstl wysyła gotowe jednostki nawet do Japonii, jeśli na miejscu okazałoby się, że jest coś z nimi nie tak, koszty transportu i napraw gwarancyjnych zepsułyby cały interes. Czy zdarzają się klienci z Polski? Oczywiście, mamy klientów z całej Europy!

Dla stałych klientów firmy Gerstl ma jedną bardzo ciekawą rzecz: tzw. Fundgrube (którą najwłaściwiej należałoby przetłumaczyć jako wyspę skarbów). Są to części do wszelkiej maści Fiatów, w większości używane i w dużej mierze jeszcze nieskatalogowane.

Zaufani klienci mogą sami przebierać w kilkunastu regałach pełnych najprzeróżniejszych części pochodzących z wszelkiej maści wyprzedaży, zarówno garażowych, jak i z likwidacji firm handlujących częściami do Fiatów. W tym miejscu chętnie spędzilibyśmy nawet kilka godzin!

Niestety, ze względów bezpieczeństwa nie można wpuścić tam większej liczby klientów. Na szczęście pracownicy podmonachijskiego Fiat 500/126 Ersatzteile przekopują się przez Fundgrube i coraz więcej rzeczy tam znalezionych trafia do oferty internetowego sklepu firmy.