• Dlaczego policyjne auta mają plastikową szybkę na masce?
  • Po co lusterka na błotnikach i to do późnych lat 80. ubiegłego wieku?
  • Dlaczego w salonach można było kupić auta z kierownicą ze "złej" strony?
  • Tego i kilku innych niepotrzebnych informacji dowiecie się z tego artykułu!

Japońskie dziwactwa – lusterka na błotnikach

Fender mirrors, czyli lusterka na błotnikach, to stały widok w starszych autach z wewnętrznego rynku japońskiego (w skrócie JDM, od Japan Domestic Market). Można zobaczyć je nawet w samochodach powstałych w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Wtedy nie były już obowiązkowe, ale w latach wcześniejszych nie można było montować do japońskich aut zwykłych lusterek na słupku A.

Według japońskiego ustawodawcy chodziło o to, aby lusterka były widoczne przez szybę wyposażoną w wycieraczki, a jak wiadomo, boczne szyby takowych nie posiadają. Jak bardzo było to uciążliwe, nie trzeba chyba tłumaczyć. Wyobraźcie sobie, że pożyczacie auto innemu kierowcy, a on przestawia lusterka. Po powrocie do auta czeka Was żmudne ustawianie – wchodzenie i wychodzenie z auta. To dlatego w nowszych JDM-ach lusterka na błotnikach miały elektryczne sterowanie. Tak było np. w Toyocie AE86 – w folderze reklamowym z 1984 roku, wśród wyposażenia dodatkowego są elektryczne lusterka na błotnikach. Co ciekawe nikt ich nie zamawiał i liczba egzemplarzy z nimi jest bardzo znikoma. Fender mirrows nieco dłużej przetrwały w japońskich taksówkach i autach policyjnych, klienci indywidualni szybciej zrozumieli, że są bezsensu.

Japońskie dziwactwa – dodatkowa szybka policji

Japońska policja miała jeszcze jeden nietypowy gadżet, na którym długo można by zachodzić w głowę – po co to ustrojstwo? Mowa o małej szybce na masce. Zobaczyć można ją na wielu zdjęciach japońskich radiowozów, zarówno tych klasycznych, jak i tych z autostrad (tak, też jaramy się tymi wszystkimi GT-R’ami i NSX’ami w barwach japońskiej policji). Okazuje się, że ich przeznaczenie było dość prozaiczne, chodziło bowiem o to, aby owady rozbijały się o umieszczony na masce plastik, a nie na szybie. Czy było to praktyczne, nie wiemy, ale wyobrażamy sobie, że brudne też ograniczało widoczność. Do tego mimo wszystko szybę wyposażoną w spryskiwacze i wycieraczki łatwiej oczyścić – stąd osłonka na masce ląduje w kategorii dziwactw.

Japońskie dziwactwa – auta LHD

LHD czyli Left Hand Drive to określenie aut z kierownicą z lewej strony. W Japonii obowiązuje ruch lewostronny, stąd większość samochodów ma kierownicę z prawej. Co ciekawe jednak największym szpanem jest posiadanie auta właśnie z kierownicą LHD. Wiele europejskich modeli była w Japonii tak oferowana. Wystarczy przywołać Renaulta Clio V6 (to ten z centralnym silnikiem). W Japonii model ten nazywa się Lutecia, ale w takiej wersji również ma kierownicę z lewej strony i to mimo tego, że Clio V6 oferowane było w Wielkiej Brytanii w wersji przystosowanej do ruchu lewostronnego. Zamiast więc wysłać taką wersję do Japonii, Francuzi podbili wartość auta, sprzedając je tam w wersji LHD, oczywiście zmieniając nazwę modelu. Jeszcze dalej poszła Honda, która raz w historii zaoferowała w Japonii swój model w wersji LHD. Był to produkowany w USA Accord, którego Japończycy mogli sobie kupić w salonie. Czegoś takiego nigdy wcześniej ani nigdy później nie zrobił żaden japoński producent! Oferowano dwa modele Accord U.S. Coupe i Accord U.S. Wagon. O dziwo nie okazały się one sukcesem.

Japońskie dziwactwa – młoteczki i flary!

W japońskich samochodach na rynek wewnętrzny nie znajdziecie trójkątów ostrzegawczych! W Japonii nie są one wymagane, za to każde auto musi być wyposażone we flary. Ich działanie jak zapewne wiecie, jest relatywnie krótkie, ale rozumiemy, że służby w Kraju Kwitnącej Wiśni reagują błyskawicznie. Flary mogą się także, przydać, gdy auto zepsuje się nam na przejeździe kolejowym – tak przynajmniej wynika z japońskiej instrukcji obsługi jednego z modeli Nissana. Na kolejnym rysunku jednak sam producent nieco się już zreflektował i pokazuje, jak przełączyć automatyczną skrzynię w N i jak przepchać auto!

Nieco lepszym rozwiązaniem są różowo-fioletowe koguty. Zobaczycie je na każdym zlocie JDM-u, ale w realnym świecie są one właśnie wykorzystywane w razie awarii. Niektórzy producenci oferowali je jako wyposażenie dodatkowe do swoich modeli (w latach 90.), ale nie były i nie są obowiązkowe. Wśród dodatków znaleźć można także młoteczki do zbijania szyb. Japonia jest krajem położonym na wyspach, realne istnieje więc możliwość, że auto wpadnie do wody. W Europie też stosowane są tego tylu gadżety, ba są nawet obowiązkowe w… Holandii.

Japońskie dziwactwa – naszym zdaniem!

Wyspiarskich charakter Japonii oraz częściowa izolacja sprawiły, że wytworzyła ona sobie dużo elementów kultury motoryzacyjnej, których próżno by szukać w innych miejscach świata. Fascynujący świat japońskiej motoryzacji bywa też dość dziwny, co pokazują nasze przykłady. Zdajemy sobie sprawę, że tego typu smaczków jest więcej i jeśli tylko Wam się spodobają, na pewno do tej tematyki powrócimy, bo w zanadrzu mamy jeszcze dziwaczne dodatki, które można było sobie zamówić do fabrycznie nowego JDM-u.