Łukasz od dziecka kochał motoryzację. Autem, które zawsze robiło na nim ogromne wrażenie, był Ford Capri Mk3. Po drodze do swojego marzenia zaliczył kilka Trabantów, Ładę, potem wymarzonego Forda, ale wciąż chciał czegoś więcej. – Pewnego dnia podczas przeglądania netu na jednym z portali znalazłem Datsuna 260Z! To było to – wspomina. – Szybka burza mózgów. Ciach, ciach, kombinowanie i znalazły się pieniądze na niego! Wyjazd do Wrocławia, jak mówi Łukasz, pokazał jednak jedynie, że sprzedający... potrafi dobrze robić zdjęcia, bo samo auto było w opłakanym stanie. Nasz bohater zaraził się jednak specyficzną linią „japońskiego E-Type’a”, a że kasa już była, postanowił na własną rękę znaleźć podobne auto za oceanem. – Udało się dość szybko, ale zamiast „260-ki” w moje ręce trafiła „240-ka”. Egzemplarz jednego z najpiękniejszych aut japońskich, nie tylko zdaniem naszego bohatera, przypłynął do niego w Wigilię 2012 roku! Prezent pod choinkę, który sam sobie sprawił.

Samochód w niemal fabrycznym stanie wyglądał bardzo dobrze i dawał sporo frajdy, ale czegoś brakowało. – Początkowo myślałem, że zostawię go w oryginale – wyjaśnia właściciel. – Po roku jednak nie wytrzymałem. Modyfikacje objęły przede wszystkim zawieszenie. 240Z zostało obniżone, w miejscu gum pojawiły się poliuretany, do tego z przodu i z tyłu rozpóreczki. Później przyszła pora na stylowe koło, a na koniec sportowe fotele, stylizowane na te z epoki. Dodamy, że zmiany przeprowadzono w takim stopniu, żeby bez problemu dało się wrócić do oryginału. Prawda jest bowiem taka, że coraz mniej Datsunów 240Z jest zachowanych w stanie fabrycznym. Łukaszowi oczywiście podobają się poszerzenia tego modelu, ale sam się na nie nie zdecydował! Zmiany, które przeprowadził, miały pozwolić na lepsze wykorzystanie potencjału tego sportowego samochodu.

Co prawda, rzędowy silnik sześciocylindrowy ma tutaj „jedynie” 151 KM, ale w połączeniu z niską masą auta (ok. tony) osiągi są bardziej niż dobre. Zwłaszcza zważywszy na to, że w tym roku serii Z strzeliła pięćdziesiątka, a 240Z to pierwszy przedstawiciel tych słynnych samochodów (lata produkcji: 1970-73). Pierwsza „setka” w czasie nieco powyżej 7 sekund i prędkość maksymalna około 200 km/h! Do tego sprawdzona na niemieckiej autostradzie w drodze na jeden ze zlotów. Jest bowiem tak, że to jeden z najaktywniejszych Datsunów 240Z, który na większość zlotów przyjeżdża o własnych siłach. Zresztą, jeśli byliście np. na zeszłorocznym Japfeście, na pewno go kojarzycie. Otrzymał tam nawet kilka nagród i wyróżnień. Auto na żywo robi lepsze wrażenie niż na zdjęciach. Zaskakuje jego rozmiar, bo Datsun nie jest szczególnie dużym samochodem! Łukasz, który kocha również amerykańskie auta (posiada także starego Buicka), uważa jednak, że to spora zaleta, bo szybko można nim pojechać nie tylko na wprost, lecz także na zakrętach.

Mniejsze Porsche?

Często słyszy się, że 240Z jest pomniejszonym Jaguarem E-Type’em, właściciel egzemplarza ze Śląska uważa jednak, że podobne lampy i linia nadwozia to charakterystyczne cechy wszystkich aut sportowych z tego okresu. Sami Japończycy twierdzą, że gdy projektowali ten model, bliżej było im do tego, co prezentowało pod koniec lat 60. niemieckie Porsche 911, rzecz jasna, z nieco inną mechaniką. Datsun ma bowiem rzędowy silnik benzynowy umieszczony wzdłużnie z przodu, a Porsche – boksera za tylną osią. Tym, co sprzedało Datsuna, był jednak (poza atrakcyjną ceną) właśnie jego wygląd zewnętrzny.

– W momencie debiutu auto było tak pożądane w USA, że czekało się na nie pół roku – mówi Łukasz. – Dochodziło do tego, że jak za PRL-u, używane egzemplarze osiągały wyższe ceny na rynku wtórnym niż w salonie. Dzisiaj ten model też jest coraz bardziej ceniony, także nad Wisłą, a jego ceny dawno już nie są atrakcyjne. – Wyraźnie wzrasta zainteresowanie japońską motoryzacją i wiedza o niej – twierdzi Łukasz. – Przed kilkoma laty na jednym ze zlotów dla draki nakleiliśmy na Datsunie znaczek Alfy Romeo. Wprowadziliśmy w błąd prowadzącego imprezę, który przez megafon nie rozpoznał tego modelu... Alfy. Niestety, był to prezes jednego z automobilklubów! Obecnie raczej nikt nie pomyli już Datsuna z żadnym innym modelem, tym bardziej że nie jest to jedyna „dwusetka” w Polsce, a do tego wciąż przybywają kolejne. Dodamy, że wiele z nich czeka jeszcze na kompletną odbudowę w naszym kraju.