• Pudełkowate nadwozie Fiata sprawia, że auto ma niepowtarzalny styl i łatwo manewruje się nim w mieście
  • Aż do face liftingu w 1986 roku Panda była napędzana m.in. silnikiem znanym jeszcze z Fiata 850
  • Urok Pandy polega na tym, że znajdziecie w niej tylko to, co w aucie niezbędne

Co się stanie, gdy przy tworzeniu samochodu ograniczymy się do tego, co najpotrzebniejsze? To pytanie postawiono po raz pierwszy dokładnie 40 lat temu, a powodem był kolejny już kryzys energetyczny u schyłku lat 70. XX wieku. Wcześniej z generacji na generację samochody były coraz większe, mocniejsze, po prostu coraz lepsze. Klub Rzymski, czyli praojciec wszelkich organizacji ekologicznych, w obliczu nowych zagrożeń stwierdził, że to droga donikąd, bo choćby za sprawą ograniczonych bogactw naturalnych ludzkość nie będzie się bez końca rozwijać. Skromność znów stała się cnotą główną (przynajmniej na jakiś czas).

Dokładnie w takiej atmosferze stylista Giorgetto Giugiaro dostał zlecenie zaprojektowania minimalistycznego samochodu. Oczywiście, nie w stylu podstarzałych już Citroëna 2CV, Renault 4 czy Mini. Nowe auto miało być modne i łapać za serce, takie superpudełko do załatwiania codziennych spraw. Pojazd miał też zastąpić Fiata 126, który nie był już ostatnim krzykiem mody, a umieszczony z tyłu silnik uniemożliwiał większe modyfikacje.

Efekt pracy stylisty był zaskakujący i rzeczywiście przybrał kształt pudełka na kołach, z prostymi szybami i siedzeniami, które składały się z rurowego stelaża, na który naciągnięto materiał. Pojedyncza przednia wycieraczka miała tylko jeden tryb pracy, a jeśli chciało się w aucie posłuchać radia, najlepiej było zabrać je z domu (oczywiście, na baterie) i położyć na półce pod szybą. W tym miejscu też świetnie komponuje się damska torebka.

Wsiadamy, zamykamy cienkie drzwi, przekręcamy kluczyk w stacyjce i w drogę. Mówiliśmy coś o radiu? Właściwie jego brak nie jest szczególnym problemem, bo w pierwszych Pandach za cicho nie jest. A to silnik gra swoją melodię, a to kamyk uderzy o nieosłonięte niczym nadkole, wiatru smagającego nadwozie też nie da się zignorować. Pierwszym kroplom deszczu towarzyszy dźwięk piszczącej wycieraczki. Po co komu radio? Na dłuższych dystansach takie stałe efekty akustyczne pewnie byłyby irytujące, ale przecież Panda do tego nie służy! Poza tym to auto jest trochę jak facet po pięćdziesiątce – jeśli rano nic go nie boli, to znaczy, że nie żyje. Skoro coś pracuje, to musi przecież wydawać dźwięki!

Ta akustyczna lekkość Pandy 45 świetnie pasuje do jej ogólnej lekkości – małym Fiatem łatwo się skręca i manewruje, więc zaparkowanie pudełkiem na kołach nawet w najmniejszej luce jest dziecinnie proste. Co ciekawe, również przejechanie slalomu to dla Pandy betka, mimo że układ kierowniczy nie jest specjalnie precyzyjny.

Nie mogliśmy też wyjść ze zdumienia, jaką przyjemność z jazdy może dostarczyć 45-konny silnik, gdy auto waży całe 683 kg – o 17 kg mniej niż podawał producent w oficjalnych danych. W sumie nie ma w tym nic dziwnego – co miałoby niby podwyższać masę auta? Właściwie jedyny element wyposażenia opcjonalnego, który można było do Pandy zamówić, to tzw. faltdach. Nasz samochód zresztą go nie ma.

Odmiany 34- i 45-konne dzieli tylko 60 cm3 pojemności, a więc trzy małe kieliszki wódki. Podstawowa odmiana auta miała dwucylindrowy silnik chłodzony powietrzem, dobrze znany nam z Fiata 126 (choć tu motor ten kręci się w drugą stronę). Po liftingu w 1986 roku pod maską pojawił się też nieco przyciężki do tego pojazdu diesel o mocy 36 koni. Poliftingowe auta to już jednak w ogóle inna para kaloszy – lepiej wyciszone, z prawdziwymi fotelami i benzynowymi silnikami Fire. Niby wszystko lepsze, ale gdzie ta skromność?

Właśnie, skoro o niej mowa, to nieodłącznym atrybutem pierwszej generacji Pandy były wspomniane już więcej niż skromne siedzenia, które dawały jednak bardzo ciekawą możliwość adaptacji wnętrza autka – po ich rozłożeniu Panda przekształcała się w minisypialnię dla dwóch osób. Może do samej jazdy fotele w tym włoskim maluchu nie były najwygodniejsze i rozumiemy, czemu później je zmieniono, ale czy znacie inne auto tej wielkości, które aż tak wiele potrafi? Nie bez powodu Giugiaro mówił o Pandzie, że jest przedmiotem gospodarstwa domowego na kołach. Do tego sympatycznym!

Fiat Panda 45 - wady i zalety

To, że Panda została tak spartańsko skonstruowana, należy bez wątpienia do jej plusów. Mało techniki oznacza mało elementów, które mogłyby się zepsuć, a te, które są, pod względem wytrzymałości wypadają całkiem nieźle. Gdy nawet jednak coś się zepsuje, nie powinno być kłopotów ze znalezieniem części, a naprawa nie będzie dużym wyzwaniem także dla laików.

Do tego dochodzą niskie koszty utrzymania, bo ani ubezpieczenie, ani paliwo w przypadku Pandy nie oznaczają dużych wydatków. Funkcjonalne wnętrze, które można przekształcić w małą sypialnię dla dwóch osób, sprzyja weekendowym wypadom, ale zanim pojedziecie Pandą nad Adriatyk, lepiej wypróbować jej możliwości na Mazurach.

Cały urok Fiata bierze się z jego lekkości, którą po prostu widać, gdy auto stoi na ulicy. Superpudełko jest zwrotne, zapewnia dobrą widoczność zza kierownicy, w mieście sprawdza się idealnie. Niestety, naszym zdaniem możliwość wykorzystania Pandy jako samochodu długodystansowego jest dyskusyjna. Dłuższe jazdy autostradą można odbywać w zasadzie tylko w ochronnych słuchawkach na uszach. Z przodu wyje silnik, z boków słychać wiatr opływający nadwozie i nieszczelności bocznych szyb – i to już od 80 km/h.

Piętą achillesową Pandy jest rdza, która zdziesiątkowała populację tego sympatycznego „misia” już wiele lat temu. Gnije właściwie wszystko: progi, ranty drzwi i klap. Niestety, w Pandach atakowana jest najpierw podłoga, jeśli więc zastanawiacie się nad kupnem, zorganizujcie sobie podnośnik lub chociaż kanał do oględzin. Jeżeli „zakażenie” jest duże, odradzamy kupno ze względu na koszt remontu. Lepiej poszukać droższego, ale nieskorodowanego egzemplarza.

Fiat Panda 45 - sytuacja rynkowa

Między 1980 a 2003 rokiem Fiat wyprodukował 4 miliony Pand „jedynek”. Twórca auta Giorgetto Giugiaro określał je często jako „artykuł gospodarstwa domowego na kołach” i tak też wielu właścicieli je traktowało. Dlatego przedliftingowy model (do 1986 roku) jest już dziś dość rzadki i samochodów w stanie 3 nie ma co szukać za mniej niż 3000 euro. Oczywiście, najwięcej ofert znajdziecie we Włoszech, ale ze względu na odległość warto też sprawdzić rynki niemiecki, austriacki i szwajcarski. Samochody poliftingowe są znacznie tańsze – jeżdżące, choć słabe egzemplarze, kupicie już za 1000 euro. Ze względu na swoją specyfikę Pandy 4x4 są zazwyczaj mocniej wyeksploatowane, więc ładne egzemplarze o wiele więcej kosztują.

Fiat Panda 45 - części zamienne

Przez 23 lata produkcji Panda trochę się jednak zmieniała (np. sprężyny zamiast resorów z tyłu od 1986 roku w wersjach przednionapędowych), więc dużo elementów z aut przedliftingowych różni się od tych po 1986 roku. Mimo to większość mechanicznych części da się znaleźć, oczywiście, w przypadku aut z silnikami Fire jest to znacznie prostsze zadanie. Pod względem blacharskim najtrudniej jest kupić nieskorodowane drzwi i tylną klapę. Oryginalne materiały obiciowe do pierwszej serii też są raczej rarytasem.