Wszystko zaczęło się dość typowo – garaż ojca i pierwsze motoryzacyjne fascynacje, proste naprawy. Potem przyszła pora na „Gran Turismo” na PlayStation i filmy. Największe wrażenie na Patryku zrobiła seria „Szybcy i wściekli”. Co ciekawe, zamiast fascynacji Volkswagenem (pamiętacie jeszcze biało-niebieskie Vento z frontem z Rabbita albo Tourana z „Tokio Drift”?) nasz bohater zakochał się w japońskiej motoryzacji.

Niestety, Toyota Supra Mk4 jest już poza zasięgiem finansowym młodego człowieka. Jednak w amerykańskim filmie na drugim planie wystąpiły też Nissany. Skyline R34 pojawił się też potem w kolejnej odsłonie cyklu, czyli w „Za szybcy, za wściekli” – mówi Patryk. – Tak bardzo mi się spodobał, że zapragnąłem go mieć! Lekko nie było, ale po pięciu latach oszczędzania i braku wakacji udało się. Wybór padł jednak na generację, której nie było nawet w późniejszym filmie „Tokio Drift”, czyli na słynne R32. Nadarzyła się bowiem okazja zakupu wersji GTS-t z 1991 r. z motorem RB20DET prosto z Japonii.

Patrykowi w tylnonapędowym Skylinie wszystko się zgadzało, poza przodem – znacznie bardziej podobał mu się ten z wersji BNR32, czyli z GT-R. Taki front trafił więc do egzemplarza naszego bohatera i trzeba przyznać, że idealnie komponuje się z szarym lakierem. W aucie zamontował też klimatyczne felgi Work, gwintowane zawieszenie, pięciopunktowe pasy oraz nieco podrasował silnik – do mniej więcej 240 KM. To w tylnonapędowym, „zeszperowanym” lekkim aucie sprawiło, że wrażenia z jazdy są fenomenalne. Oczywiście, do poziomu „czteronapędowego” GT-R z RB26DETT trochę brakuje, ale i tak Skyline Patryka robi piorunujące wrażenie. Do tego szybkiemu przyspieszaniu towarzyszy przyjemny dźwięk wydechu i syczenia zaworu upustowego turbosprężarki. GTS-t ma co prawda tylko jedno turbo (w R32 GT-R jest twin turbo), ale i tak w tym dość lekkim aucie (ok. 1,2 tony) w zupełności to wystarczy.

Jak przystało na samochód z japońskiego rynku wewnętrznego, Sky ma kierownicę po prawej stronie, ale aż do generacji R34 włącznie model ten nie miał nigdy wersji na rynki z ruchem prawostronnym. Sytuacja zmieniła się dopiero wraz z odsłoną oznaczoną literą „V”. To auto było oferowane na rynku amerykańskim pod marką Infiniti (czasem można je znaleźć w polskich ogłoszeniach sprzedaży). Nissan oddzielił też GT-R, które nie tylko wraz z napompowaną generacją R35 straciło nazwę „Skyline”, lecz także trafiło m.in. do Europy. R32 było oferowane jako coupé oraz czterodrzwiowa limuzyna (starsze generacje miały też czasem wersje kombi).

Ostatnio trafia do Polski sporo sedanów, bo mają dość atrakcyjne ceny (zwykle transport z Japonii do Polski kosztuje więcej niż sam samochód na lokalnej aukcji), ale często łączy się tutaj dwulitrowy motor R6 z automatyczną przekładnią – co sprawia, że nie jest to zbyt szybki pojazd. Z drugiej strony wzdłużnie umieszczony silnik i napęd na tylną oś ma swoje zalety. Samochody z rynku japońskiego są również zwykle nieskażone korozją, a to w Skylinie spory problem (pierwszych polskich zim nie wytrzymują zwykle progi), ale już klar dość często schodzi z nadwozia (efekt dużego nasłonecznienia w Japonii). R32 coupé oznacza zdecydowanie wyższe koszty zakupu, o wersji GT-R nie wspominając. Ta ostatnia to jednak majstersztyk mechaniki i elektroniki z zaawansowanym napędem 4x4, dwoma turbinami i tylną osią skrętną. To legenda.

Wersja drogowa pokonała Pętlę Północną toru Nürburgring w czasie 8 minut i 22 sekund, tym samym pobiła rekord ustanowiony wcześniej przez Porsche 944. Dodamy, że było to na początku lat 90. Skyline R32 GT-R był też niepokonany na torach wyścigowych. W latach 1990-93 wygrał 29 wyścigów w Japonii, czyli wszystkie, w których wystartował. Zdobył dzięki temu trzykrotnie mistrzostwo kraju. W tym czasie w grupie A ścigał się z takimi samochodami, jak BMW M3 E30 i Ford Sierra Cosworth, ale wszystkie one miały napęd na tył, a Sky – 4x4! Z nimi też rywalizował w Australii. To właśnie tam narodziła się jego ksywka – od jednego z dziennikarzy pisma „Wheels” otrzymał przydomek „Godzilla”, którym do dzisiaj określa się wszystkie GT-R. Dodamy, że lokalni producenci, którzy również startowali w tym cyklu, czyli Holden i Ford, wielokrotnie protestowali przeciwko Skyline’owi. Sędziowie kazali Nissanowi dodatkowo dociążać auto, zmniejszali też jego ciśnienie doładowania, ale GT-R w malowaniu Calsonica wciąż było niepokonane! W końcu lokalne firmy wymogły na organizatorach zmiany regulaminu. Tak skończyła swój żywot w Australii grupa A, której zmagania zastąpiono wyścigami V8 Supercars, coś dla wozów spod znaków Holdena i Forda, bez turbodoładowania.