• Opel Ascona to różnorodność wersji liftback, sedan, cabrio, powolny diesel, rzadki sportowiec i kombi
  • W 1977 roku General Motors rozpoczął pracę nad swoim nowym autem światowym – platformą J-Car dla modeli GM produkowanych na całym świecie
  • Fani Opla Ascony C nie mają formalnego klubu, lecz stanowią grupę na WhatsApp'ie

Macie ochotę na mały eksperyment? To powiedźcie w kręgu waszych oldtimerowych znajomych, że chętnie mielibyście w swojej kolekcji Asconę. Idziemy o zakład, że od razu ktoś spyta: A czy B? Gdy odpowiecie krótko C, warto patrzeć na twarze przyjaciół – z wielu wyczytacie, że nie wiedzą o jakie auto chodzi. Ten niegdyś tak popularny model całkowicie zniknął z ulic, a na oldtimerowych spotach też się zbyt często nie pojawia. Swego czasu (a mówiąc precyzyjniej w latach 1981-88) był to jeden z popularniejszych pojazdów klasy średniej.

Opel wyprodukował aż 1,7 mln egzemplarzy. Każdego roku z taśm produkcyjnych zjeżdżało o 1/4 więcej Ascon C niż BMW serii 3 typoszeregu E30 i o 40 proc. więcej niż Mercedesów 190. We wczesnych latach 90., ze względu na cenę, Ascona była także jednym z częściej sprowadzany do Polski używanych aut i można ją było zobaczyć niemalże na każdej ulicy. Za czasów młodości samochód wygrywał testy porównawcze, zdobył „Złotą Kierownicę” i nadano mu tytuł „auta kupowanego z rozsądku”. Opel był naprawdę dobrze skonstruowany, dość oszczędny, lekki, przestronny i nowoczesny. A mimo to większość fanów motoryzacji po prostu o nim zapomniało. Co poszło nie tak?

Powodów jest przynajmniej sześć. Po pierwsze: Opel Ascon była zbyt... oczywisty. W 1979 roku Opel wypuścił na rynek Kadetta D. Auto miało poprzecznie zamontowany silnik, przedni napęd i kanciaste nadwozie. Opel Ascona C podążył tą samą drogą i nie było w niej nic niespodziewanego. Po drugie: stylistyka. Proporcje zgadzają się i samochód nie wygląda źle, ale żeby na jej widok spadać z krzesła? To byłoby już grubą przesadą. O jej twórcy (Amerykanin Henry Haga) też już wszyscy zapomnieli. Po trzecie: aspiracje. Według założeń miał to być po prostu rzeczowy, rozsądny pojazd, bez żadnych ozdobników i marketingowych sztuczek. Jedno z jego haseł reklamowych brzmiało: Opel Ascona.

Opel Ascona - ekonomiczność w standardzie

Teczka prasowa, która ukazała się wraz z debiutem modelu w 1981 roku, miała 29 stron i akcentowała wszystkie rzeczowe zalety i rozwiązania – od właściwego wykorzystania przestrzeni nadwozia, aż po pokryte teflonem przednie amortyzatory. Wyrażenie „radość z jazdy” pojawia się tam tylko raz i ma być ona wypadkową komfortu i bezpieczeństwa jazdy. Po czwarte: kryzys paliwowy. W 1979 roku problemy mocno uderzyły w Opla. Po raz pierwszy od lat 50. firma zanotowała straty – dokładnie wtedy przygotowywano się do produkcji Opla Ascony C.

Po piąte: poprzednik. Ascona B była charyzmatycznym autem, niepodobnym do żadnego innego pod względem wyglądu i prowadzenia. Do tego z licznymi sukcesami w sporcie. Już w połowie lat 80. samochód ten był ulubieńcem wszystkich uważających przedni napęd za dzieło szatana. Po szóste: sport, a właściwie jego brak. Asconą C nie jeździł Walter Röhrl, seryjnie nie produkowano nawet żadnej prawdziwej sportowe wersji. Odmiana SR/E o mocy 115 KM została zaraz po premierze „dogoniona” przez dysponującego identyczną mocą Kadetta D GTE, a 130-konna Ascona GT nie dawała rady wyposażonemu w ten sam silnik Kadettowi E GSi. W efekcie auto nie zdołało zdobyć serc ani tradycjonalistów, ani fanów postępu, ani miłośników wciskania gazu w podłogę.

Opel Ascona C - ma grupę swoich fanów

A mimo to istnieje grupa fanów modelu, którzy wzajemnie sobie pomagają, regularnie się spotykają i dbają o swoje auta, by mogły cieszyć się nimi także przyszłe pokolenia – to ostatnie stwierdzenie brzmi może trochę górnolotnie, ale nie ma w nim cienia przesady. Właśnie samochody piątki fanów Opla Ascony C prezentujemy w naszym artykule. Rdzeniem grupy wyznawców jest Kevin Schuster, maszynista z Bielefeld. Swoja pierwszą Asconę C miał już w wieku 15 lat. W ogłoszeniach znalazł ją jego ojciec, magazynier pracujący w branży samochodowej i oczywiście fan Opla. Kevin szybko zakochał się youngtimerze i kupił go za 300 euro (pierwotnie zaoszczędzone pieniądze miały być wydane na PlayStation). Ojciec nauczył go majsterkowania i wspólnie odbudowali nadgryzionego zębem czasu sedana.

Ale poźniej zakochałem się liftbacku CC. Znów oszczędzanie (tym razem Kevin był już uczniem szkoły zawodowej) i za 1100 euro udało mu się znaleźć bardziej niż odpowiednie auto – samochód miał zaledwie 22 900 km przebiegu. Taki egzemplarz to prawdziwe błogosławieństwo, jeśli model nie ma wiernego grona wielbicieli. W ciągu kilku lat przez ręce Kevina Schustera przewinęło się kilkanaście aut, we wszystkich odmianach nadwoziowych. W sumie jest tego 15 lub 16 Ascon. Ale od dwóch lat nasz sympatyczny maszynista stara się zmniejszyć swój park pojazdów, a ostatecznie ma zostać jedynie liftback. On akurat musi zostać, bo dzięki niemu poznałem wielu ciekawych ludzi i nawiązałem prawdziwe przyjaźnie. Takie towarzystwo bez zadęcia. Poza tym z autem wiążą się wspomnienia wspólnego majsterkowania z ojcem. Mój tata zmarł dwa lata temu, a przy Asconie nadal dla mnie żyje.

Torsten Lucyga (39)z Kevelaer przy samej holenderskiej granicy dorastał z Oplami. Przyjaciele rodziców mieli Rekorda diesla. Bardzo lubiłem dźwięk jego silnika. Jako 5-latek Torsten jeździł ze swoimi dziadkami na wakacje, oczywiście Oplem Asconą (C2, 75 KM, bordowa karoseria, gaźnik). Swojego nietkniętego jeszcze palnikiem diesla, czyli nasze auto zdjęciowe, Lucyga kupił w 2017 roku. Auto miało 83 tys. km przebiegu – jego właściciel miał jeszcze Opla Commodore C (na długie trasy) i Mercedesa W115 (na specjalne okazje). Torsten, podobnie zresztą jak Kevin, przyzwyczaił się już kpin i szyderczych śmiechów na oplowskich spotach. I nie chodzi nawet o leniwego diesla pod maską, ale o model w ogóle. Niektórzy fani Opli traktują nas lekceważąco, bo jeździmy autami przednionapędowymi.

Opel Ascona to wiele wersji nie tylko silnikowych

Również bordową Asconą na wakacje z dziadkami jeździł Maik z Herdecke, posiadacz białego kabrioletu Keinath. Każdego roku moi rodzice i dziadkowie jeździli na urlopy do Holandii. Nie przepadałem za moimi braćmi, więc chętniej podróżowałem z dziadkiem i babcią. Maik ma dziś sześć Ascon C i jeszcze kilka innych samochodów (nie wszystkie to Ople). Ale najbardziej kuriozalną Asconę (która nawiasem mówiąc nie nazywa się wcale Ascona), ma Martin Keßel z Dülmen, na północ od Zagłębia Ruhry. Mowa o Vauxhallu Cavalier Estate. Kombi od 10 lat stało pod gołym niebem na wybrzeżu Irlandii Północnej, gdy wreszcie w 2017 roku Martin zwrócił na nie uwagę. Cena: 650 euro. Koszt transportu: 550 euro.

Technik-mechanik z zawodu od razu wziął się za remont samochodu. Prace trwały 2 lata. Martin wszystko przy aucie robił sam, poza blacharką i lakierem. A właściwie nie sam, bo pomagała mu dziś 12-letnia córka Lucy. Ze względu na brak części zamiennych dziurawa tylna klapa musiała zostać naprawiona. Łączny koszt projektu kombi wyniósł 8 tys. euro, ale w zamian Keßel może dziś pochwalić się bardzo rzadkim autem – wyprodukowano zaledwie 10 295 Vauxhalli Estate. Wiem o 20 sztukach w Wielkiej Brytanii i o 8 w Niemczech – mówi Martin. Ale mimo wszystko trzeba zadać jedno, bardzo ważne pytanie: dlaczego? Opel zawsze był mi bliski, nie tylko Ascona. To mógłby być też Kadett E albo Corsa TR – ja po prostu lubię auta, których nikt nie lubi. To wyjaśnia, dlaczego w posiadaniu naszego mechanika znajdowały się kiedyś także Daihatsu Cuore L60 i Charade GTti Turbo.

Opla Ascony nie było nigdy na moim radarze – mówi Sebastian Hansen z Lubeki, właściciel 1.8 SR/E. Także on pochodzi z domu, w którym Ople były często użytkowane. W 2011 roku ktoś zamieścił ogłoszenie o sprzedaży SR/E. Uważałem, że to auto świetnie wygląda. Za 900 euro Sebastian kupił Opla Asconę, a od poprzedniego właściciela dostał też bagażnik części zamiennych. Samochód był mocno zardzewiały. Zacząłem usuwać z niego korozję, ale zimą 2011 roku schowałem go po prostu do garażu – opowiada właściciel SR/E, który zawodowo zajmuje się ubezpieczeniową wyceną oldtimerów. W 2018 roku moja rodzina ukradła mi auto z garażu, a ja nawet tego nie zauważyłem. Na moje 30. urodziny gotowy samochód stał przed moimi drzwiami! Dziś Hansen wie, że jego SR/E to bryła złota. Brakujący napis na boku będzie wkrótce wydrukowany. Ze swoją Asconą C Hansen nie musi ustawiać się na zlotach za cabrio Hammond & Thiede czy Calibrą V6.

Opel Ascona - naszym zdaniem

Nawet auta, takie jak Opel Ascona, które powszechnie uważa się za nudne, potrzebują lobby, byśmy za jakiś czas nie obudzili się tylko z drogimi coupé i kabrioletami najbardziej prestiżowych marek, które mogą zafałszować historię motoryzacji. Dlatego ludziom, którzy kolekcjonują nie tak oczywiste auta jak Porsche czy Mercedesy, należą się słowa uznania. To właśnie dzięki nim za kilkadziesiąt lat będzie wiadomo, jak wyglądały samochody zwykłych zjadaczy chleba.