Według policyjnych statystyk w ubiegłym roku doszło do 179 wypadków z udziałem zwierząt, w których śmierć poniosło 12 osób. To dużo? Ależ skąd! Rzeczywista liczba wypadków, których powodem było wtargnięcie zwierząt na drogę, jest wielokrotnie wyższa, tyle że te najbardziej tragiczne trafiły do zupełnie innej rubryczki policyjnych zestawień. Wiele z nich znajdziecie w dziale „przyczyny nieustalone” – takich wypadków było w 2013 aż 1050, zginęło w nich aż 287 osób.

Dlaczego trafiają akurat tam? Do wypadków z udziałem lub z powodu zwierząt dochodzi najczęściej na odludziu, bardzo często czworonożny sprawca wcale nie ginie na miejscu, ale cały i zdrowy lub tylko ranny ucieka do lasu czy w pole. A na miejscu pozostaje wbity w drzewo samochód i... martwy kierowca, który nie pomoże policjantom we wpisaniu właściwej przyczyny wypadku do karty zdarzenia drogowego. Co wtedy? Wiadomo: „przyczyna nieustalona” i sprawę można zamknąć.

Do najpoważniejszych w skutkach wypadków spowodowanych przez zwierzęta nie dochodzi wcale na skutek najechania na nie, ale w wyniku próby uniknięcia kolizji. Podczas gwałtownego manewru łatwo jest stracić panowanie nad samochodem, wylecieć z drogi, przedachować czy uderzyć w drzewo lub auto jadące z naprzeciwka. Z testów zderzeniowych ADAC i Dekry jednoznacznie wynika, że nawet przy większych prędkościach najechanie na dzika (kolizja z tym zwierzęciem jest najbardziej prawdopodobna, jego pogłowie w Polsce przekracza 250 tys. sztuk i ciągle rośnie) czy sarnę nie jest niebezpieczne dla pasażerów auta, kończy się jedynie poważnym uszkodzeniem samochodu.

Gorzej jest w przypadku większych zwierząt, np. kilkusetkilogramowy, wielki łoś może wpaść do wnętrza auta osobowego, co często kończy się tragicznie zarówno dla niego, jak i dla pasażerów pojazdu. Tyle że zderzenie z drzewem czy autem jadącym z przeciwka wcale nie musi się okazać mniej brzemienne w skutki.

Jak uniknąć tragedii?

Minimalizuj ryzyko - Największe prawdopodobieństwo kolizji z dzikim zwierzęciem występuje jesienią i wiosną, po zmroku lub o zmierzchu, na drogach wiodących przez lasy lub w pobliżu łąk. Uwaga! Dziki coraz częściej pojawiają się też w miastach, całe ich stada można spotkać np. na obrzeżach Warszawy. Pamiętaj, że zimą zwierzęta mogą wychodzić na drogi, żeby zlizywać z nich sól. Jeśli widzisz zwierzę stojące przy drodze, od razu zwolnij i licz się z tym, że spróbuje ono w ostatniej chwili przebiec przed autem.

Hamuj, ale nie za wszelką cenę! - Jeśli widzisz na drodze zwierzę, spróbuj maksymalnie wytracić prędkość. Przed ostrym hamowaniem warto się jednak upewnić, czy np. z tyłu nie pędzi ciężarówka lub szybkie auto – nawet nowoczesne samochody są znacznie gorzej zabezpieczone przed najechaniem od tyłu (nie bada się tego w standardowych testach zderzeniowych) niż przed uderzeniem przodem. Lepiej mieć dzika na masce niż TIR-a w bagażniku!

Nie omijaj przeszkody - Gwałtowne manewry przy wyższych prędkościach z reguły kończą się utratą panowania nad autem. Na drodze przez las skutkuje to w najlepszym wypadku lądowaniem w rowie, gorzej jeśli dojdzie do zderzenia z drzewem lub autem jadącym z przeciwka. Nie licz na to, że układ ESP zawsze wyprowadzi cię cało z takiej opresji!

Nie trąb, nie migaj światłami - Wiele zwierząt reaguje w takiej sytuacji zupełnie inaczej, niż byśmy tego oczekiwali – zamiast uciec z drogi, może po prostu zastygnąć w bezruchu – tak podpowiada mu instynkt.