• Za manipulowanie przy liczniku w pojeździe grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia
  • Ta sama kara grozi temu, kto zleca sfałszowanie stanu licznika
  • Odpowiedzialność karna grozi i za cofanie licznika, i za przestawianie go „do przodu”, i za umyślne psucie
  • Wymianę drogomierza należy zgłosić w ciągu 14 dni na stacji kontroli pojazdów

Gdyby nie szczęście w nieszczęściu, właściciel skontrolowanego Suzuki SX4 mógłby pójść do więzienia, a przynajmniej odpowiadać przed prokuratorem, a następnie przed sądem. Może to spotkać każdego – tam, gdzie ludzie przepisują cyferki bez żadnej kontroli, tam prędzej czy później do pomyłki dojść musi! Podczas kontroli drogowej policjant sprawdza stan licznika na naszych oczach, może sobie zapisać go w głowie albo w notatniku , ale tego, co wpisuje do systemu, nie widzimy – robi to najczęściej, siedząc już w radiowozie. Pomyłki są duże i małe – niewiele trzeba, by przez przypadek wirtualnie – poprzez wpis do rządowej bazy danych – cofnąć lub powiększyć stan licznika pojazdu choćby i o 100 tys. km.

Ma szczęście – tego samego dnia tankował...

Nieszczęście naszego czytelnika polega na tym, że auto jest służbowe, ubezpieczone w zakresie autocasco i bez ważnych badań jeździć absolutnie nie może. Można jednak mówić i o szczęściu: po pierwsze, wynajęcie zastępczego samochodu w czasie epidemii kosztuje tylko 100 zł netto za dobę, i po drugie, przez przypadek właściciel auta dysponuje dowodami, że doszło do pomyłki. Bo gdyby nie...

Tego samego dnia, już po kontroli drogowej, po przejechaniu zaledwie kilkudziesięciu kilometrów, kierowca, nie wiedząc o pomyłce, tankował paliwo, korzystając ze służbowej karty paliwowej. W trakcie płacenia taką kartą trzeba podać stan licznika. Kierowca, by się nie pomylić przy płaceniu, dodatkowo zrobił zdjęcie licznika telefonem. Znając długość pokonanej tego dnia trasy, wiedząc (każdy może to sprawdzić na portalu historiapojazdu.gov.pl – oczywiście w tym przypadku sprawdzenie miało miejsce już po tym, jak problem wyszedł na jaw), co policjant wpisał co bazy danych podczas kontroli drogowej, właściciel auta doszedł do wniosku, że... zamiast 133 048 km, policjant wpisał do systemu wartość 134 048 km. Ponieważ niedługo później na stacji diagnostycznej stan licznika samochodu opiewał na 133 732 km, czyli mniej niż podczas ostatniego wpisu do systemu... Proszę Państwa, system działa! Lampka zapaliła się na czerwono i już po chwili kierowca musiał się tłumaczyć, że nie jest oszustem! No cóż... w „przyspieszeniu” licznika o 1000 km nikt raczej nie miałby interesu, sprawa niby oczywista, ale o zaliczeniu przeglądu można zapomnieć.

Wymiana licznika – co w takiej sytuacji?

Przepisy, jak się okazuje, biorą pod uwagę usterkę i konieczność wymiany licznika, która może wiązać się z tym, że jego stan będzie inny niż stan starego licznika. Mówi o tym Kodeks drogowy:

Diagnosta śledztwa nie robi, przepisuje jedynie do urzędowej bazy danych stan licznika, cała operacja opiera się na oświadczeniu właściciela pojazdu złożonym na urzędowym formularzu. Kosztuje to do 100 zł. Niestety, przepisy Kodeksu drogowego nie wyjaśniają już, co robić w razie pomyłki np. policjanta podczas wprowadzania stanu licznika podczas kontroli drogowej.

Teoretycznie najprościej byłoby poprosić fachowców o „podgonienie” licznika – tysiąc kilometrów do przodu to strata nieduża. Za to jednak można pójść siedzieć, nie każdy też wie, do kogo się w takiej sprawie zwrócić. Nie każdy chce kombinować. Można by też autem pojeździć – przebieg choćby o jeden kilometr wyższy niż przy ostatnim zapisie będzie dla systemu akceptowalny, nawet jeśli całkowicie niewiarygodny. No dobrze, ale co zrobić, gdy pomyłka jest większa i bardziej podejrzana, bo „w drugą stronę”? Pogodzić się z karą więzienia?

Foto: Piotr Czypionka / Auto Świat
Policja kontroluje liczniki

Nasz czytelnik odwiedził Komendę Wojewódzką Policji w Kielcach, a także osiedlowy Komisariat Policji. Poznał numer funkcjonariusza, który przeprowadzał kontrolę, dostał adres komendy, która go zatrudnia, wysłał pokorną prośbę o korektę wpisu.

A my poprosiliśmy Komendę Główną Policji o rozwiązanie tego konkretnego problemu i pytanie o procedury, jakie obowiązują w takich sytuacjach. No bo przecież pomyłek uniknąć nie sposób, a zatem procedury przewidziane na takie sytuacje muszą (powinny) być, prawda?

Czekamy na odpowiedź.

PS. Policja najprawdopodobniej naprawiła już swój błąd. Nasz czytelnik otrzymał w tej sprawie pismo: