Honda, odnawiając Accorda, wyszła z założenia, że nie ma sensu za bardzo przerabiać czegoś, co już jest udane. Pewnie dlatego zmiana wyglądu była nieznaczna. Patrząc na auto z przodu, dostrzeżemy nowe, przezroczyste obudowy kierunkowskazów oraz bardziej przejrzyste reflektory.

Inaczej obudowano światła przeciwmgielne, a na atrapie chłodnicy znalazły się dwie chromowane poprzeczki. Delikatne zmiany widać również z tyłu samochodu. Kierunkowskazy mają teraz bladoczerwone obudowy, przeprojektowane zostało światło cofania, a nad tablicą rejestracyjną pojawiła się chromowana listewka. Całość uzupełniono trzema nowymi lakierami karoserii – Alabaster Silver (taki jak testowanej wersji), Graphite Lustre oraz Celestial Blue Pearl.

We wnętrzu znajdziemy nowe materiały wykończeniowe, a okolice nóg oświetlono na niebiesko (w modelu Type S zastosowano bardziej agresywne, czerwone światło). Bez zmian pozostało: intuicyjna obsługa przełączników, czytelność wskaźników, wygoda foteli i… niestety, przeciętna przestronność z tyłu. Wyższe osoby mogą narzekać przede wszystkim na ograniczoną ilość miejsca na nogi.

Zastrzeżenia można mieć też do bagażnika. Pojemność 467 litrów nie jest rekordowa wśród sedanów klasy średniej, a poza tym mamy tu niespotykaną u rywali nierówną podłogę.

W poliftingowym Accordzie najlepiej wyposażone odmiany Lifestyle oraz Executive mają teraz w standardzie biksenonowe reflektory z funkcją doświetlania zakrętów, które aktywują się po włączeniu kierunkowskazu lub przekręceniu kierownicy o 90 stopni. Ponadto doświetlanie działa po obu stronach pojazdu jednocześnie po włączeniu wstecznego biegu w precyzyjnie działającej przekładni.

Auta z biksenonami mają również system sterowania światłami drogowymi (High-Beam Support System) – kamera umieszczona pod przednią szybą wykrywa światła pojazdów nadjeżdżających z naprzeciwka i automatycznie przełącza drogowe na mijania.

W podstawowej odmianie silnikowej pod maską pracuje 156-konna jednostka benzynowa. W pierwszym momencie odnosi się wrażenie, że dynamika jest przeciętna. Jednak trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z Hondą, której silniki lubią jazdę na wysokich obrotach. Rzeczywiście, podróżowanie z wykorzystaniem ich górnego zakresu znacznie poprawia przyspieszenie.

Napęd Accorda wyróżnia się jeszcze dwiema ważnymi zaletami. Po pierwsze, dobre osiągi nie są okupione nadmiernym spalaniem – w czasie testu na przejechanie 100 km auto potrzebowało średnio o około litr benzyny więcej, niż podaje producent. Po drugie, cisza panująca w aucie nawet podczas szybkiej jazdy. Ten niepodważalny atut to zasługa lepiej wyciszonego wnętrza wersji po liftingu.

Przyjemność prowadzenia Accorda zwiększa dobrze zaprojektowany układ jezdny. Szybkie pokonywanie łuków nie objawia się nadmiernymi przechyłami karoserii. Trzeba jednak pamiętać, że sportowe zapędy studzi podsterowne zachowanie auta.

W pracach nad poprawieniem zawieszenia nowego Accorda udział brali specjaliści z Europy, a to poskutkowało przystosowaniem jego zestrojenia do europejskich warunków drogowych. Dzięki temu sztywność zawieszenia nie jest nadmierna i pasażerowie nie odczuwają dyskomfortu podczas pokonywania nierówności nawierzchni. Pod tym względem jadący odczują różnicę w porównaniu z poprzednikiem.

Zaletą samochodu jest bogate wyposażenie. Szkoda jednak, że w tej wersji nie można dokupić systemu CMBS (ogranicza skutki kolizji) czy też LKAS (utrzymanie na pasie ruchu). Są to opcje dostępne z silnikiem 2.4 oraz z dieslem.

PODSUMOWANIE - Sportowiec mimo woli? Trochę tak, bo decydując się na elegancką limuzynę klasy średniej, otrzymuje się jednocześnie samochód, którego wygląd tchnie dynamiką, do tego odpowiednio traktowany silnik pozwala na sprawne rozpędzanie.

Na tle tych zalet niedociągnięcia w postaci ograniczonej przestronności na tylnej kanapie czy niepraktycznego bagażnika jawią się w przypadku tego modelu niczym pretensje do auta typu coupé, że nie da się nim przewieźć lodówki. Szkoda tylko, że Accord jest drogi i nawet w opcji brakuje niektórych elementów zwiększających bezpieczeństwo podróżowania.