..Wprost nie mogliśmy uwierzyć, że to Lexus! Tym bardziej że owo zjawisko wcale nie brzmiało jak typowy produkt japońskiej, luksusowej marki. Głośno i wyraźnie rozgłaszało wszem i wobec o swojej mocy i pokaźnym stadzie koni mechanicznych pod maską. Kto jednak ma problemy ze słuchem i nie zauważyłby różnicy w decybelach w porównaniu z normalnym IS-em, na pewno dostrzeże na karoserii literę F. Ten skrót pochodzący od nazwy japońskiego toru wyścigowego "Fuji Speedway" oznacza supersportową wersję luksusowego "japończyka".Obok LexusaIS F na starcie stanęły najnowsze BMW M3 oraz Mercedes C63 AMG. Najbardziej rzuca się w oczy Mercedes w szpanerskim, blaszanym kombinezonie. Styliści Lexusa i BMW postawili na dynamiczne, ale mniej nachalne linie karoserii. IS F jest wyposażony luksusowo także w supersportowej wersji. Płacąc "jedyne" 315 700 zł za najmocniejszego Lexusa serii IS, otrzymujemy już w wyposażeniu seryjnym szlachetną skórę, nawigację z DVD, reflektory biksenonowe z funkcją doświetlania zakrętów oraz wiele innych urządzeń i udogodnień. Ani limuzyna M3 za 299 500 zł, ani C63 AMG za 274 000 zł nie są w stanie dorównać wyposażeniem japońskiemu sportowcowi. Jednak zanim ruszymy na tor, będziemy choć raz sknerami i podliczymy, która marka oferuje najwięcej za wydane pieniądze. By dorównać poziomem wyposażenia do Lexusa, doposażyliśmy BMW w skórzaną tapicerkę, podgrzewane fotele, czujniki parkowania i nawigację. Z takim wypasem M3 wymaga wyłożenia 324 817 złotych. A Mercedes? C63 AMG wszystkich nas zaskoczyło. Nawet po dopłatach, które pozwolą mercedesowskiemu luksusowi równać się z Lexusem, "merc" nie chce kosztować więcej niż 294 tysiące! To prawie 30 tysięcy złotych różnicy na korzyść auta spod znaku trójramiennej gwiazdy w porównaniu z BMW. A nie zapominajmy, że C63 AMG ma w standardzie 7-biegowy "superautomat", podczas gdy w "beemce" trzeba przestawiać biegi i wciskać sprzęgło. Gdyby ktoś okazał się leniwy, sportowa, dwusprzęgłowa skrzynia DKG czeka na niego "już" za niecałe 17 tys. zł. A że Lexus też ma na pokładzie standardowy, 8-biegowy "hiperautomat" (bo jak go nazwać, skoro ma jeszcze więcej biegów niż Mercedes?), BMW okazuje się zwyczajnie bardzo drogie. Ale zostawmy te rozważania i wsiądźmy wreszcie do wyzywającego czterema wielkimi rurami wydechowymi Lexusa. Po naciśnięciu przycisku (bez dopłaty) IS F budzi się do życia. 5-litrowe V8 o mocy 423 KM niezbyt głośnym, ale wiele obiecującym pomrukiem melduje gotowość do spełniania życzeń kierowcy, co jednak nie oznacza ślepego wykonywania rozkazów. Blok silnika oraz 8-biegowa, automatyczna skrzynia biegów pochodzą z flagowej limuzyny Lexusa LS. W IS F znajdziemy najbardziej zaawansowaną technikę motoryzacyjną: lekkie, tytanowe zawory, chłodnicę i dodatkową pompę oleju, zmienne fazy rozrządu (sterowane elektrycznie po stronie "ssącej"), podwójny kolektor dolotowy wykonany z aluminium, hamulce Brembo z 6-tłoczkowymi zaciskami, a także manualny tryb pracy przekładni z możliwością wstrzymania zmiany przełożenia aż do czerwonej kreski na obrotomierzu (od drugiego biegu). Na ulicy zawieszenie IS F wydaje się zbyt twarde. Jednak na torze sprawdza się doskonale. Z głuchym pomrukiem Lexus wyjeżdża ze swojego boksu, dynamicznie przyspiesza na prostej, po czym pokonuje zakręt pod kątem prostym tak zdecydowanie, jakby chciał nas wyrzucić z dobrze wyprofilowanych, sportowych foteli.Umieszczone przy kierownicy manetki błyskawicznie przełączają biegi, podczas gdy elektroniczna kontrola trakcji czuwa, aby z tylnych opon o szerokości 255 mm nie poszedł dym. Dużo pracy ma także elektroniczny układ kontroli stabilności toru jazdy dbający, aby nasze sportowe zapędy nie skończyły się poza asfaltem albo na barierce energochłonnej. ESP jest oczywiście montowane seryjnie w każdym z trzech tylnonapędowych aut biorących udział w teście. Wprawdzie można je wyłączyć, ale na ten krok powinni decydować się wyłącznie profesjonaliści. Z taką mocą auto błyskawicznie staje w poprzek jezdni. Często szybciej niż kierowca zdąży wykonać skuteczną kontrę kołem kierownicy. Warto więc zaufać elektronice, tym bardziej że pozawala ona na lekki drift. Jeszcze brutalniejsze od BMW i Lexusa jest szydzące z ich słabości C63 AMG z mocą 457 KM. Jego silnik o pojemności 6,2 l brzmi w porównaniu z soczystym klangiem Lexusa wręcz apokaliptycznie. Jeszcze nigdy Mercedes klasy średniej nie był tak bliski samochodom wyścigowym, ale także nigdy nie był równie twardy i mało komfortowy. Może zabrzmi to dziwnie, ale najnowsze M3 zapewnia wyższy komfort jazdy. Bawarski macho spełnia oczekiwania nie tylko kierowców ze sportową żyłką. Odgłos pracy silnika o pojemności "tylko" 4 litrów niemal budzi politowanie... Wkrótce okazuje się, że niesłusznie. BMW wyrównuje deficyty pojemności chętnym wchodzeniem na obroty i superdynamicznym prowadzeniem na zakrętach.Silnik M3 ma aż 8 przepustnic. Każda z nich umieszczona została tuż przed zaworami i obsługuje jeden z 8 cylindrów, aby zapewnić błyskawiczną reakcję na dodanie gazu. Motor spontanicznie rozkręca się do 8300 obr./min, osiągając moc 420 KM. I czyni to z niebywałym wdziękiem: płynnie bez drgań i wrażenia jakiegokolwiek wysiłku. Surfując na fali wysokich obrotów, BMW tylko czeka na szansę wyprzedzenia kolejnego rywala. M3 jest niedoścignione na krętych odcinkach. Precyzyjny układ kierowniczy niemalże sam zawsze znajduje idealny tor ruchu, podczas gdy tylny mechanizm różnicowy z blokadą sprawia, że auto wyskakuje z zakrętu jak głodna pantera, która dostrzegła łup. Kto w tym momencie nie zareaguje odpowiednio szybko, wykręci "bączka". Kończąc test, z zadowoleniem i szczęściem na twarzach wsłuchiwaliśmy się w pomruk sportowego, 1300-konnego tercetu. Trudno przy takiej okazji nie zadać sobie pytania, który z nich będzie najszybszy. Zostawmy więc na moment zakręty i zastanówmy się, co będzie po starcie na prostej.Mercedes i Lexus ruszają pierwsze. To ich automatyczne skrzynie biegów – wbrew stereotypom – dają im na starcie dodatkowego kopa, bo łagodniej traktują tylne opony, a te z kolei chętniej przenoszą siłę napędową, zamiast tracić przyczepność i prowokować interwencję elektroniki. Po 5-sekundowej chwili wszystkie trzy auta pędzą już "setką", aleMercedes zaczyna wyraźnie wysuwać się na prowadzenie. Im szybciej jadą, tym mniejsze znaczenie ma różnica mas, a pierwsze skrzypce zaczynają grać dodatkowe konie pod maską "merca". I tyle!Każdy z trzech rywali jest fascynujący na swój własny sposób. Niemieccy atleci powinni odnosić się z respektem do japońskiego debiutanta. A że to właśnie Lexus jest tutaj najświeższą nowością, poświęcimy mu jeszcze trochę miejsca. Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca za kierownicą i rozpoczęciu jazdy to układ kierowniczy wymagający przekładania dłoni tam, gdzie rywale pozwalają na mocne trzymanie bez zmiany ułożenia rąk. Przy ofensywnej jeździe okazuje się, że pomysł Lexusa ma jednak sens – w końcu to auto rozpędza się do 270 km/h, a wtedy bardziej bezpośredni układ kierowniczy wymagałby olbrzymiego skupienia podczas jazdy na wprost. O tym, że konstruktorzy IS F naprawdę znali się na rzeczy, świadczą również dopracowane przednie fotele. Dzięki temu, że oparcie po bokach jest "zawinięte" niemal pod kątem prostym, plecy kierowcy nie mają tendencji do wysuwania sę z fotela na zakrętach. Efekt jest taki, jakbyśmy oparli się bokiem o jakiś mebel albo raczej o ścianę, bo fotele Lexusa są bardzo stabilne i dają przyjemne wrażenie pełnego zespolenia z samochodem.Japończycy stworzyli godnego przeciwnika dla M3 i C63 AMG. Wszystkie trzy auta zapewniają mocne wrażenia. Benz jest brutalny, BMW jadowite, a Lexus budzi pożądanie.PodsumowaniePrzy tak rozpustnej rezerwie mocy, jaką zapewnia napęd wszystkich trzech cywilnych bolidów, uśmiech na twarzy kierowcy przyćmi wszystko. Ale czy ktoś wpadłby na to, że Mercedes okaże się w tym towarzystwie najbardziej "okazyjnym" zakupem? Nie tylko ma najmocniejszy silnik, lecz także jest... najtańszy!red. Michał KrasnodębskiLexus IS F to idealna przeciwwaga dla Mercedesa AMG czy BMW M. Auto przyprawi o zawrót głowy każdego fana sportowego brzmienia i przyspieszeń wciskających w fotel. Do tego nowoczesny, 8-biegowy "automat" perfekcyjnie zmienia biegi. Auto efektownie się prezentuje i co istotne, jako jedyne może jechać nawet 270 km/h! red. Tomasz Kamiński