Dziesięć godzin i 49 minut przed światową premierą Tesli Model 3 Andre Mercier stanął na deptaku w Santa Monica i nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Noc spędził właśnie tu, zawinięty w śpiwór, pod wejściem do salonu Tesli.

Następnego ranka był trzecią osobą czekającą w kolejce 400 ludzi. Ci dwaj przed nim spędzili pod szklaną witryną aż dwie noce. 30-letni Mercier pokazuje nam swój telefon, a na nim e-mail od Tesli z potwierdzeniem otrzymania zaliczki w wysokości 1000 dolarów i rezerwacji auta.

Jest 10 kwietnia i inni kolejkowicze biją Andre brawo. Nikt z nich jeszcze nie wie, jak wygląda ten samochód, co będzie potrafił i ile dokładnie ma kosztować. Jednak to bez znaczenia, Model 3 to kolejne must-have. Jeszcze nigdy po auto nie ustawiały się takie kolejki w tak krótkim czasie. W ciągu dwóch dni Tesla zebrała 280 tys. zamówień – niesamowite, zważywszy na to, że pierwsze auta trafią do klientów najwcześniej pod koniec przyszłego roku.

Podczas wieczornej premiery zgromadzeni dziennikarze i wybrani klienci Tesli na widok auta wpadają w ekstazę. Forma prezentacji i towarzysząca jej euforia publiczności przypomina wydarzenia Apple’a. Skąd ten szał? Ważną rolę odgrywa cena. Tesla ogłosiła, że jej najmniejszy model będzie kosztował w bazowej wersji w USA 35 000 dolarów netto. Z dodatkami i podatkiem kwota ta może jednak szybko urosnąć do 50 000 dolarów – czy ktokolwiek ze stojących w kolejce pod Tesla Store zdawał sobie z tego sprawę?

W 2020 r. z taśm ma zjeżdżać 500 tys. egzemplarzy rocznie – w Kalifornii i pewnie też w Chinach. Taki wolumen uczyni Teslę dużym producentem. Starzy wyjadacze w branży, jak Audi czy BMW, którzy lubią tytułować się liderami innowacji, czują do Tesli cichy respekt. I oczywiście, zamówili incognito Modele 3 dla siebie, na potrzeby swoich badań.

Szczególnie duże wrażenie robi zasięg, który ma wynosić co najmniej 346 km. Również funkcje autonomicznej jazdy, znane z Modeli S i X, będą dostępne w mniejszej „trójce”, tyle że za dopłatą. Co ciekawe, Tesla wyposaża każdy samochód w odpowiedni hardware, natomiast płatną opcję stanowi oprogramowanie, które pozwoli wykorzystać elektronikę. Tesla twierdzi, że cały czas udoskonala funkcję swojego autopilota.

Podczas premierowego wieczoru mieliśmy okazję odbyć dwuminutową jazdę przedprodukcyjnym Modelem 3 – ale niestety, tylko na tylnej kanapie. Jest tam zadziwiająco dużo miejsca, spokojnie mieszczą się nawet osoby o wzroście 190 cm. To zasługa umieszczenia przednich foteli bardziej z przodu niż w zwykłych autach. Między głową a imponującym szklanym dachem zostaje jeszcze kilka centymetrów.

Nasz kierowca mocno wciska gaz, auto bezzwłocznie rusza z miejsca, deklarowany przez Teslę 6-sekundowy sprint do „setki” jest wiarygodny. Model 3 może się też pochwalić rekordowo niskim współczynnikiem oporu powietrza Cx, wynoszącym tylko 0,20. Dla porównania w Mercedesie klasy C parametr Cx wynosi 0,23.

Częste szybkie przyspieszanie oczywiście mocno obciąża akumulator. Tesla deklaruje, że jeszcze nie podjęła decyzji w sprawie pojemności baterii, które klienci będą mieli do wyboru. Pewne jest tylko to, że będą one pochodzić z Gigafactory, czyli własnej fabryki akumulatorów Tesli, która zostanie uruchomiona w 2017 r.

Trudno też na razie powiedzieć, czy deska rozdzielcza pozostanie tak minimalistyczna, jak w przedprodukcyjnym modelu. Składa się ona właściwie tylko z 15-calowego ekranu dotykowego, na którym jest też wyświetlana prędkość. Inaczej niż w Modelu S, ma on poziomą, a nie pionową orientację. Z całą pewnością pojawią się za to dwa bagażniki – jeden tradycyjnie z tyłu i drugi z przodu, który Amerykanie nazywają „frunk”, od front trunk.

Limuzyny ze spalinowymi silnikami takich rzeczy nie potrafią, w Tesli jest to możliwe dzięki „deskorolkowej” platformie – akumulatory umieszczono w podłodze, a silniki elektryczne zajmują niewiele miejsca.

Niewiadomą pozostaje też masa Modelu 3. Podczas gdy Modele S i X mają karoserie z aluminium, mniejsza „trójka” otrzyma więcej stalowych elementów.

Oczekiwania wobec Modelu 3 są ogromne, zarówno ze strony potencjalnych klientów, jak i samego producenta oraz – przede wszystkim – inwestorów. Tesla wciąż jest nierentowna i Model 3 ma to zmienić. Same zaliczki na niego to ćwierć miliarda euro – ta kwota już teraz znacząco poprawiła bilans firmy na ten rok.

Tyle że teraz załoga Elona Muska będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniami producenta masowego. Klienci liczą na rozwój sieci szybkich ładowarek, która do 2017 r. ma liczyć 7,2 tys. punktów na świecie. Ale czy prąd w nich nadal będzie za darmo? Wątpimy. Tak samo jak w to, czy Model 3 faktycznie trafi do klientów w terminie. Debiuty Modeli S i X miały blisko 2-letnie opóźnienie. Czas pokaże – my mocno trzymamy kciuki.

Naszym zdaniem

Tesla jest trochę jak Apple, niszowy niegdyś producent ma dziś ogromną rzeszę „wyznawców”, którzy czczą przywódcę Elona Muska. Analogie do Apple’a widać jak na dłoni. Maleńka – w porównaniu z takimi gigantami, jak BMW i Audi – firma ma ogromny wkład w rozwój elektrycznej motoryzacji. Model 3 świetnie się zapowiada.