• Bruce Meyers wzorował kształt karoserii swojego buggy na... ciele kobiety
  • Firma Bruce'a Meyersa nadal sprzedaje karoserie w włókna szklanego i zestawy do samodzielnej budowy buggy
  • Volkswagen ID. Buggy też mógłby w przyszłości powstawać przy udziale mniejszych, niezależnych od Volkswagena firm

Kult plażowych buggy narodził się w latach 60. w Kalifornii, a początki zawdzięczamy Bruce’owi Meyersowi. W tamtych czasach był surferem, uczył rysować akty i budował narzędzia do produkcji łodzi z włókna szklanego. Najwyraźniej mimo tak wielu zajęć wciąż cierpiał na nadwyżkę czasu, ponieważ w swoim garażu przy użyciu części Volkswagena Garbusa zbudował pojazd z otwartym nadwoziem z włókna szklanego, służący do śmigania po plażach i wydmach.

Stoję z dziewięćdziesięcioparoletnim Meyersem na parkingu przy Pacyfiku w okolicach Monterey w Kalifornii i oglądamy jego wynalazek. Tłumaczy mi, że kształt karoserii wzorował na... ciele kobiety. I uważa się bardziej za artystę niż inżyniera. Na pewno miał więcej fantazji niż szczęścia w biznesie: jego pomysł co prawda chwycił na całym świecie, bo wszędzie można było łatwo zdobyć garbusowe części, ale został skopiowany przez wiele firm oferujących nadwozia. Meyers nie zastrzegł praw do wzoru, nie zbił na swoim wynalazku fortuny, jak wiele innych kreatywnych głów z Kalifornii, ale dziś nie żałuje niczego – cieszy się, że kult buggy jest żywy.

Foto: VW
Bruce Meyers – twórca oryginalnego buggy. Przemiły człowiek wielu talentów, typowo kalifornijska dusza. Jego pomysł skopiowało wiele firm na świecie,Marka Meyers Manx nadal oferuje zestawy buggy.

Pielęgnują go nie tylko pasjonaci, którzy jeżdżą klasycznymi łazikami, ma on też przyszłość dzięki wizji Volkswagena: ID. Buggy to nowoczesna interpretacja „plażomobilu” z elektrycznym napędem. Jeszcze jako koncept, jednak już z koncepcją na produkcję, którą częściowo miałby zajmować się Volkswagen i częściowo niezależne zakłady oferujące swoje karoserie pasujące do technicznych podzespołów dostarczanych przez Volkswagena. Na razie ID. Buggy ma przede wszystkim w sympatyczny sposób demonstrować możliwości zastosowania nowej platformy MEB, skonstruowanej na potrzeby rodziny nowych elektryków Volkswagena. Dlatego przyjechał do Kalifornii, by pokazać się w prestiżowym konkursie elegancji w Pebble Beach. Najpierw jednak pokażę się w nim ja. Ale nasamprzód wsiadam do klasycznego Meyersa Manxa.

Volkswagen ID. Buggy i Meyers Manx – jest fajnie, są bunkry!

Stare buggy nie tylko wygląda jak żaba, lecz także wymusza na kierowcy taką pozycję za kierownicą. Siedzisz jak w wannie. Deska rozdzielcza jest dosłownie deską i żaden z zegarów nie działa. Po co w ogóle zwracam uwagę na takie bzdury? W buggy trzeba się wyluzować! Chłodzony powietrzem bokser 1.6 charakternie łomocze i podobno został podkręcony do 90 koni. Długie przełożenie główne nieco tę moc relatywizuje. No ale to w końcu kit-car, składak, w którym zawsze pozostaje jeszcze coś do poprawienia lub zmodyfikowania. Choć jadę po dość gładkim asfalcie, Meyers Manx cały radośnie podskakuje, żyje! Czuję się, jakbym jechał zabawką. Moje kąciki ust celują w stronę nieba, a grzywą miota porywisty wiatr. Jest cudownie! Droga wije się wzdłuż wybrzeża, fale Pacyfiku mam pod samym nosem i nawet „bunkry” są! Ale nie takie ochronne, jak u nas na Helu, tylko te „piaskownice” na polu golfowym, które mam na wyciągnięcie ręki. Dla takich krajobrazów stworzono samochody bez dachu i bez drzwi. No ale buggy przecież powstało, by śmigać po piasku... Na plażę wjechać nie wolno, o czym wyraźnie informują znaki, ale mógłbym przecież odbić do „bunkrów”...

Volkswagen ID. Buggy i Meyers Manx – zbieram „lajki”

Niestety, to nie czas na golfa, lecz na przesiadkę do ID. Przegramolenie się przez wysokie progi, żeby wysiąść z jednego buggy i zasiąść w drugim, wymaga gibkości kalifornijskiego surfera. ID. jest znacznie większe od Manxa, choć mierzy tylko 4,06 m długości. Jego rozmiary dyktuje wielkość akumulatora, który tkwi między osiami i może zmagazynować 62 kWh energii elektrycznej. Jak w pierwowzorze silnik umieszczono z tyłu, ale teoretycznie można by dołożyć drugą jednostkę elektryczną przy przedniej osi. Teoretyczne pozostają też parametry techniczne: 204 KM, 310 Nm, 0-100 km/h w 7,2 s, v maks. 160 km/h i 250 km zasięgu. Realnie jednak... prawo wymaga, by auto koncepcyjne miało prędkość ograniczoną elektronicznie do 36 km/h. Zresztą to unikat wart 4 miliony euro, więc i tak trzeba z nim ostrożnie.

Jadę w ciszy. Teraz nie tylko widzę fale Pacyfiku, ja też je słyszę. Choć na tę malowniczą drogę zaglądają dziś też liczne supercary i rzadkie klasyki (w końcu trwa w tych okolicach Monterey Car Week), to mam wrażenie, że najwięcej „lajków” od mijanych plażowiczów, golfistów i turystów dostaje zielone ID. Buggy. Sam też uważam, że styliści pod wodzą Klausa Bischoffa spisali się na medal. ID. Buggy z wyczuciem czerpie z pierwowzoru, ale nie próbuje być na siłę retro. Linia zielonej karoserii ma coś z kobiety, pan Meyers może być spokojny. Kokpit jest wodoodporny, zupełnie minimalistyczny. Za heksagonalną kierownicą tkwi tylko miniekran. Po prawej manetka do wyboru zakresu jazdy, po lewej taka sama, obsługująca kierunkowskazy. Fotele zapożyczone z Volkswagena XL1 idealnie pasują i mają odpływy na deszczówkę. Jeśli zadaniem konceptu jest pobudzenie apetytu na seryjny model, to już jestem cały głodny. Znów mijam „bunkry” i znów czuję się kalifornijsko wyluzowany!

Foto: VW
Błażej Buliński przy VW ID. Buggy i Meyers Manx

Volkswagen ID. Buggy i Meyers Manx – naszym zdaniem

Kalifornia to stan dobrego samopoczucia i kiełkowania kreatywnych idei – i właśnie takie są Meyers Manx i ID. Buggy! Nowa interpretacja plażowego łazika jest też zgodna z kalifornijską troską o środowisko. Oby tylko ruszyła produkcja...