W największym stopniu o oryginalnym charakterze obu aut świadczy kształt karoserii. Projektanci BMW podczas ożywiania klasyka brytyjskiej motoryzacji zachowali się bardzo zachowawczo. Mini wygląda jak nieco wyrośnięta i bardziej unowocześniona wersja poprzednika. Wyczucie twórców sprawiło, że auto prezentuje się stylowo i przyciąga spojrzenia przechodniów. Co z New Beetle? Volkswagenowi bez wątpienia nie da się odmówić uroku. Mimo wszystko nie stanowi on wiernej kopii niemieckiego oryginału, a jest współczesną wariacją na temat niemieckiej legendy dróg.

Mini Cooper

Kabina Volkswagena jest bardziej przestronna. Wyższym pasażerom drugiego rzędu siedzeń będzie jednak przeszkadzać opadająca linia dachu. I w przypadku New Beetle, i w przypadku Mini kierowca ma do czynienia z dobrej jakości materiałami wykończeniowymi. U Brytyjczyka urzekają detale. Potężna tarcza umieszczona na środku deski rozdzielczej kryje w sobie zestaw zegarów, a chromowane przełączniki dźwigniowe przypominają te stosowane m.in. w myśliwcach. Niemcy postawili na zdecydowanie prostszą stylizację oraz interesujący akcent w postaci niewielkiego wazonu na kwiaty. Volkswagen zabierze na pokład od 214 do 769 litrów bagażu. Mini mieści od 160 do 670 litrów.

83 tysiące? Tyle kiedyś kosztował New Beetle

Wiemy, że Mini jest stylowe, a Garbus urzeka humorem. Warto zatem zapytać ile tak właściwie należy zapłacić za każde z aut. O ile jeszcze na początku nowego millenium brytyjski hatchback kosztował 64 tysiące złotych, a Volkswagen prawie 83 tysiące, o tyle dzisiaj każdy z tych modeli można kupić za ułamek tej sumy. Ceny New Beetle na rynku wtórnym zaczynają się od 8, a Mini od ponad 10 tysięcy. Za maksymalnie 16 tysięcy nie dość, że wybór jest naprawdę szeroki, to jeszcze nabywca może znaleźć samochód nawet z 2002 roku.

Oba auta kosztują niemało i oba świetnie trzymają wartość na rynku wtórnym. Mini jest jednak w stanie wynagrodzić wysoką cenę zachowaniem na drodze. Kolumny McPhersona z przodu i wielowahacze z tyłu, mały prześwit, sztywne nastawy, koła rozstawione w rogach karoserii oraz precyzja układu kierowniczego sprawiają, że Brytyjczyk prowadzi się jak gokart. Kierowca ma pełną kontrolę nad torem jazdy i przy okazji masę frajdy, a to wszystko w małym hatchbacku! Nieco do życzenia pozostawia jedynie trwałość zawieszenia. Szybko zużywają się m.in. sworznie i tuleje wahaczy. Ich wymiana niestety jest droga.

W modnym świecie retro

Na dużo mniej frajdy liczyć mogą właściciele New Beetle. Niemcy nie zdecydowali się na zastosowanie wyrafinowanych wielowahaczy na tylnej osi. Zamiast nich postawili na belkę skrętną. Klasyczny układ właściwie bez większych modyfikacji został przeniesiony z genetycznego brata - Volkswagena Golfa IV. Rekomendacja jest bardzo dobra, bowiem oznacza przyzwoity komfort, imponującą pewność prowadzenia oraz wysoką trwałość podstawowych podzespołów. Fabryczne zamontowane elementy zawieszenia w nowoczesnym Garbusie bez żadnych remontów wytrzymują przebiegi grubo przekraczające 100 tysięcy kilometrów.

Za maksymalnie 16 tysięcy złotych Volkswagen może być napędzany jednym z dwóch silników. 2-litrowy benzyniak z 8-zaworową głowicą dysponuje mocą 115 koni mechanicznych. Przyspieszenie do pierwszej setki trwa 10,9 sekundy. Spalanie w mieście oscyluje w granicy 12 litrów benzyny. Wynik jest daleki od ideału, ale koszty eksploatacji można obniżyć poprzez montaż instalacji gazowej (silnik 2,0 świetnie znosi LPG). Niemiecki motor jest jednym z oldskulowych tytanów pracy. Jeżeli kierowca będzie kontrolował stan paska rozrządu oraz w terminie wymieniał płyny eksploatacyjne, jednostka niemalże bez żadnych problemów pokona co najmniej kilkaset tysięcy kilometrów.

Volkswagen New Beetle

Alternatywą jest 90-konny diesel 1,9 TDI. Zastosowanie pompy wtryskowej oznacza, że przez dobre 300 - 400 tysięcy kilometrów kierowcy nie będą dotyczyć drogie naprawy układu zasilania. Dodatkowo ropniak jest wyjątkowo oszczędny. O ile w mieście potrzebuje 6,8 litra oleju napędowego, o tyle w trasie realnym do osiągnięcia wynikiem jest 4,3 litra. New Beetle z dieslem ma wyraźne braki w kwestii dynamiki. 13,1 sekundy do setki to więcej, niż słaby wynik. O trwałości legendarnego silnika TDI nie trzeba wiele opowiadać. Przy dbałości serwisowej psują się wyłącznie detale. Z czasem padnie przepływomierz oraz może dojść do zacięcia się zaworu w turbinie.

Mini Cooper - trwały silnik i dynamika

Pod maską Mini pracować będzie 16-zaworowy silnik benzynowy o pojemności 1,6 litra. W ramach budżetu kupujący otrzyma wybór między najsłabszym, 90-konnym wariantem (model One) a pośrednim o mocy 115 KM (model Cooper). W pierwszym przypadku sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 10,9 sekundy. W drugim zaledwie 9,2 sekundy. Mini Cooper nie tylko lepiej przyspiesza, ale i jednocześnie jest niewiele bardziej paliwożerny od Mini One. Słabszy model spala w mieście 9,6 litra benzyny. Mocniejszy podwyższa ten wynik o zaledwie 0,2 litra. Silniki montowane pod maską brytyjskiego hatchbacka należy uznać za udane. O ich trwałości świadczy fakt, że poza wyciekami oleju i awariami czujników praktycznie nie mają żadnych słabości.

Jak już wspominałem, New Beetle to technologiczny brat bliźniak Golfa czwartej generacji. A to oznacza, że w zadbanych egzemplarzach awarie będą drobne i co ważne, z uwagi na szeroki dostęp do tanich zamienników, niedrogie w usunięciu. Standardem dla Garbusa są awarie czujnika pedału hamulca. Objawem jest wyłączenie się świateł stopu. Prawdopodobnie nie obejdzie się także bez uszkodzenia zamka w bagażniku oraz usterki mechanizmu otwierania klapki wlewu paliwa. Korozja sprawia, że aluminiowe podkładki w cylinderkach hamulcowych zaczynają puszczać płyn, a na desce rozdzielczej może wyłamać się jeden z przycisków. Podczas zakupu lepiej unikać automatycznych przekładni. Nie są one specjalnie trwałe, a ich naprawa okazuje się droga.

Jedną z charakterystycznych awarii w Mini jest zatarcie pompy wspomagania. Naprawa oznacza wydatek co najmniej tysiąca złotych (przy wyborze elementu regenerowanego). Dodatkowo problemy sprawia układ elektryczny. Słabo zabezpieczona przed wilgocią skrzynka z bezpiecznikami może odpowiadać za zwarcia, padają czujniki ABS, posłuszeństwa odmawia centralny zamek, a kontrolki na desce rozdzielczej i zapalają się, i gasną bez żadnej przyczyny. W kilkuletnich egzemplarzach miska olejowa ujawnia nieszczelność i dochodzi do awarii zamka klapy bagażnika. Serwisowanie Mini z całą pewnością będzie droższe, niż serwisowanie Volkswagena. Decydują o tym wyższe ceny części.

Nie chcę jednoznacznie rozstrzygać tego pojedynku. Każde z aut ma swój charakter i każde jest w zasadniczy sposób inne. Jak zatem podsumować porównanie? W Mini z pewnością odnajdzie się mężczyzna. Dzięki niesamowitemu prowadzeniu poczuje się jak za kierownicą miniaturowego bolidu i odkryje w sobie żyłkę sportowca. New Beetle to stanowczo auto bardziej kobiece. Jest miłe, uśmiechnięte i co dziwne dla Niemców, ma poczucie humoru.