Postępowanie Komisji Europejskiej w sprawie subsydiowania przez rząd chiński samochodów elektrycznych sprzedawanych w Europie zaczęło się w październiku 2023 r. i miało potrwać nawet 13 miesięcy. Jednak sprawy nabrały tempa, którego chyba nikt się nie spodziewał: od ponad trzech tygodni każde chińskie auto elektryczne trafiające do UE jest rejestrowane na potrzeby obłożenia cłem z mocą wsteczną. Niewykluczone, że "karne" stawki dotkną samochody, które właśnie zamawiane są przez europejskich klientów, a importerzy na słony rachunek nie będą czekać aż do listopada.
Źródło zbiorcze dla obrazków importowanych w ramach Onet Editorial Workflow
MG S9 EV (na pierwszym planie) i MG9 EV (Salon samochodowy w Genewie; 2024 r.)
Komisja Europejska wszczęła postępowanie w sprawie samochodów elektrycznych z Chin, które są dotowane przez rząd chiński i stanowią na europejskim rynku nieuczciwą konkurencję
Już po czterech miesiącach śledztwa KE stwierdziła, że ma wystarczające dowody na subsydiowanie przez rząd chiński samochodów eksportowanych do Europy
Każdy samochód elektryczny sprowadzony dziś na terytorium UE może zostać obłożony cłem z mocą wsteczną
Przedstawiciele Chin są "rozczarowani" działaniami KE i mają własną opinię na temat powodzenia chińskich samochodów elektrycznych na europejskim rynku
Od czasu wszczęcia przez Komisje Europejską dochodzenia przeciwko chińskim samochodom elektrycznym nie minęło nawet pięć miesięcy, w tym czasie import chińskich samochodów elektrycznych do Europy wzrósł, licząc rok do roku, o 14 proc. Wyniki chińskich marek byłyby zapewne nawet bardziej imponujące, gdyby nie chwilowe problemy z transportem samochodów z Chin do Europy: brak statków, konieczność wybierania okrężnych tras z powodu działań wojennych. Niemniej chińskie marki takie jak BYD są zdeterminowane do walki o europejski rynek tym bardziej, im więcej problemów ze zbytem mają u siebie.
Dlaczego Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko chińskim samochodom elektrycznym?
Jakie są konsekwencje obłożenia chińskich samochodów elektrycznych cłem?
Co sądzą Chińczycy o działaniu Komisji Europejskiej?
Jak import chińskich elektryków zmienił się w ostatnich miesiącach?
Elektryki z Chin są tańsze i nie ustępują europejskim
Europejskie fabryki znalazły się w tarapatach z wielu względów. Kombinacja nakazu ograniczenia sprzedaży samochodów spalinowych z zacofaniem – na tle Chin – w dziedzinie elektromobilności doprowadziła do sytuacji, której nikt nie kwestionuje: europejskie auta nie mają przewagi technologicznej. A mimo to są dużo droższe, co jest zasługą szerokiego strumienia dotacji dla chińskich przedsiębiorców zarówno na poziomie państwowym, jak i lokalnym. Nawet przedstawiciele europejskich marek w kuluarowych rozmowach z dziennikarzami chińską ofertę podsumowują słowami: "rozsądna jakość za rozsądne pieniądze". Cóż... można by to powiedzieć mocniej.
BYD SealŹródło: Źródło zbiorcze dla obrazków importowanych w ramach Onet Editorial Workflow
Komisja Europejska na ratunek z opcją "atomową"
Problemy europejskich marek podbija niski popyt na auta elektryczne na najważniejszych rynkach w Europie – w tym w Niemczech. Robi się ciasno. Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że Komisja Europejska w pierwszych dniach marca 2024 r. zdecydowała się na krok w zasadzie bezprecedensowy: ogłosiła, iż ma wystarczające dowody na to, iż chińscy producenci korzystają ze wsparcia, które zaburza konkurencję i stanowi zagrożenie dla europejskich producentów. I zdecydowała się na krok "atomowy": od czwartku 7 marca wszystkie chińskie samochody elektryczne są rejestrowane przez służby celne na potrzeby obłożenia "karnym" cłem. Co to oznacza?
Dziś wjeżdżają bez ekstra opłaty, ale...
W największym skrócie: jeśli KE ostatecznie dojdzie do wniosku, że producenci chińskich samochodów importowanych do UE korzystają z subsydiów w Chinach i że te subsydia naruszają zasady uczciwej konkurencji, każdy zarejestrowany dziś samochód zostanie obłożony cłem z mocą wsteczną. Jest przy tym wielce prawdopodobne, że KE nie będzie czekać do listopada z "wbiciem gwoździa do trumny" chińskich elektryków i zrobi to jeszcze w lipcu.
BAIC Beijing 5Mateusz Pokorzyński / Auto Świat
Chińczycy są "rozczarowani", niektórzy europejscy producenci się boją
W odpowiedzi na ruch KE Chińska Izba Handlu przy UE wyraziła "rozczarowanie" i wyjaśniła, skąd bierze się powodzenie chińskich samochodów elektrycznych na europejskim rynku: jej zdaniem wynika to z "rosnącego zapotrzebowania na samochody elektryczne w Europie". No cóż... chyba nie tylko z tego.
Jednak nie wszyscy europejscy producenci zacierają ręce, a poparcie dla ograniczeń mających powstrzymać panoszących się w Europie chińskich producentów zależy wprost od zaangażowania europejskiej marki na rynku chińskim. Niektóre firmy są już mocno uzależnione od sprzedaży w Chinach, inne mniej lub wcale. A przecież wydaje się oczywiste, że europejskich zaporowych ceł Chińczycy nie pozostawią bez odpowiedzi.
Ostatecznie na obłożeniu opłatami celnymi samochodów produkowanych w Chinach ucierpią nie tylko marki, które dla polskich kierowców wciąż są egzotyczne. Stratna może być m.in. Tesla – te auta także powstają w Chinach.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.