Pierwsze, co przychodzi do głowy po pytaniu o sedany premium klasy średniej to najczęściej Audi A6, BMW serii 5 albo Mercedes klasy E. Nikogo to nie dziwi, bo te modele od lat mają tu ugruntowaną pozycję. Wielu chętnych próbowało już zmienić tę sytuację, ale jak dotąd z mizernym skutkiem, przynajmniej w Europie. Nie oznacza to jednak, że rywale się poddają, a ich propozycję stają się coraz bardziej wyrafinowane. Dokładnie tak, jak DS 9 – dostojny sedan o długości niespełna 5 m z rozstawem osi dochodzącym do 2,9 m, dzięki któremu obiecuje mnóstwo miejsca we wnętrzu. Przyjrzyjmy się jednak najpierw stylistyce.

DS 9 - francuski szyk

DS 9 rzeczywiście zwraca na siebie uwagę. Przód wygląda imponująco z dużym grillem, lekko przyciemnionymi reflektorami LED i pionowymi światłami do jazdy dziennej. Sporo chromowanych detali, w tym długa listwa na przedniej masce zwieńczona eleganckim grawerowaniem dodają sylwetce szlachetności. Z boku uwagę zwracają wysuwane elektrycznie klamki, których u niemieckich konkurentów nie znajdziecie, a z tyłu wąskie lampy ledowe o strukturze plastra miodu i umieszone w słupkach C światła pozycyjne. Te ostatnie to wyraźne nawiązanie do kultowej „bogini” (déesse, jak nazywany był Citroen DS).

Wnętrze łączy ekskluzywność ze sportowym charakterem, na co wpływ ma niska pozycja za kierownicą, podobnie jak w technicznym kuzynie, czyli Peugeocie 508. Deska rozdzielcza, fotele i konsola środkowa w wersji widocznej na zdjęciach wyłożone są obficie Alcantarą. Dostępna jest także skóra nappa. Dwa duże ekrany – 12,3 cala za kierownicą i 12-calowy dotykowy – zapewniają stały dopływ informacji. Sam kokpit jest zgodny z filozofią, w której „funkcja podąża za formą” – to akurat w przypadku DS nie jest zaskoczeniem. Dotyczy to jednak także systemu informacyjno-rozrywkowego, którego działanie bywa czasami nieco problematyczne. Nie wszystkim przypadnie do gustu np. konieczność przeklikania się przez dwa ekrany, żeby ustawić ogrzewanie siedzeń, czy umieszczenie przycisku uruchamiania silnika nad centralnym ekranem dotykowym. Raczej nie dla pragmatyków.

Tylna kanapa jest iście luksusowa, do tego komfortowe siedzenia w topowej wersji wyposażono w wentylację i podgrzewanie – DS 9 nadaje się też na limuzynę szoferską, pod warunkiem, że ważni pasażerowie nie będą zbyt wysocy. Wówczas może się zrobić ciasno wzwyż. Za to miejsce na kolana robi wrażenie.

DS 9 – na początek dwie wersje silnikowe

Dość powściągliwie zachowuje się DS w kwestii silników, bo póki co klienci mają wybór spośród benzyniaka 1.6 o mocy 225 KM w cenie od 205 900 zł oraz hybrydy plug-in E-Tense z silnikiem benzynowym 1.6 i elektrycznym o łącznej mocy również 225 KM, za którą trzeba zapłacić minimum 254 900 zł. Dzięki wyposażeniu w akumulatory o pojemności 11,9 kWh w trybie elektrycznym ta wersja będzie mogła przejeżdżać do 50 km na jednym ładowaniu. W późniejszym terminie paletę uzupełni topowa wersja E-Tense 4x4 360 (cen jeszcze nie znamy), z dwoma motorami elektrycznymi, silnikiem benzynowymi, napędem na obydwie osie i łączną mocą 360 KM. Wtedy dopiero dobra francuska sztuka stanie się naprawdę szybką francuską sztuką.

DS 9 – naszym zdaniem

Czytelnicy Auto Świata już wyróżnili ten model przyznając DS 9 pierwsze miejsce w kategorii „Klasyczna elegancja” w plebiscycie „Moto Awards 2020”, co tylko potwierdza, że to auto ma potencjał i mnóstwo francuskiego uroku. Konkurencja jest oczywiście bardzo silna, ale faktem jest że po pierwszym spotkaniu, można się DS 9 zauroczyć.