Zanim jeszcze zdążyliśmy wylecieć z Polski na europejską prezentację nowego modelu Hyundai Kona, Koreańczycy już zdążyli zaprezentować samochód na swoim macierzystym rynku. Świadkami wydarzenia byli dziennikarze z całego świata – w tym także z naszej redakcji. Tuż przed odlotem mogliśmy zatem poznać pierwsze doniesienia z Azji. Marna wiadomość dla dziennikarza – i jak tu przygotować odpowiednią relację, by zainteresować Czytelników?

Młody i aktywny - czyli?

Na europejskiej premierze nie zabrakło szczytnych haseł i nawiązywania do młodej generacji klientów. Cóż, ja nim na pewno nie jestem. Musiałbym mieć co najmniej o 20 lat mniej. Choć nie jestem młody, to przynajmniej jestem aktywny – a ta grupa docelowa klientów bardzo interesuje koreańską markę. W skrócie: Kona ma być dla młodych i aktywnych. I to jeszcze najlepiej takich, którzy mieszkają w Korei lub w USA. Europa też nie jest zła, ale firma po cichu liczy na dobre wyniki zza oceanu. Europa jest prestiżowym miejscem, ale nie generuje takich wyników jak magiczne „Stany”. Ale: Koreańczycy już nie kryją się z tym, że na starym kontynencie chcą być najważniejszą marką z Azji. Honda, Mazda, Nissan czy Toyota mają powody do zmartwień? Bez wątpienia. Konkurencja z Korei szykuje aż 30 nowości do 2021 roku. Nieźle.

Fotele są dość wygodne. Takie przynajmniej mamy wrażenie. W teście po dłuższej trasie okaże się czy będzie równie dobrze co na początku

Dość żalenia na logistykę, wiek i tzw. „target”, czyli docelową grupę odbiorców. Pora przyjrzeć się bliżej samemu autu. Na razie możemy jedynie je obejrzeć. Nie możemy jeszcze pojeździć. Już samo obcowanie z samochodem wystarczy, by moc nabrać zaufania. Kona nie jest rewolucyjnym modelem - to samochód poskładany z elementów, które znamy z innych samochodów koreańskiej marki w Europie. W kabinie każdy użytkownik pojazdu Hyundai poczuje się jak u siebie. Serio.

Z kim rywalizuje Kona?

Już po koreańskiej premierze powinniście wiedzieć, że Kona to model, który ma rywalizować o względy klientów z tak uznanymi produktami jak Nissan Juke czy Toyota C-HR. Nie oczekujcie zatem pełnowartościowego auta rodzinnego (długość 416,5 cm, wysokość 155, szerokość 180 cm). Trzeba jednak przyznać, że w kabinie wygospodarowano sporo miejsca (rozstaw osi: 260 cm). Czterech dużych facetów bez problemu zmieści się w kabinie. Na tylnej kanapie uda się nawet jeszcze wcisnąć szczupłej i drobnej osobie. Miejsca na nogi jest wystarczająco co oznacza, że nawet jadąc z jednego końca Polski na drugi nikt nie powinien narzekać. Także na bagaż starczy – 361 l (VDA). Jest niewielka przestrzeń pod podłogą (starczy na płaskie przedmioty takie jak trójkąt) oraz wnęka z dojazdowym kołem zapasowym.

Pod podłogą bagażnika wygospodarowano miejsce na płaskie przedmioty. Kona

Plastiki? Cudów nie ma. Większość elementów wykonano z twardych tworzyw, które w sztucznym oświetleniu wyglądają całkiem dobrze. Gdzieniegdzie upchnięto bardziej przyjemne w dotyku materiały, ale stanowią one przysłowiowy kwiatek do kożucha. Ważne, że wszystko spasowano całkiem dobrze, więc nawet w przedprodukcyjnych egzemplarzach nic nie razi. Uznanie za całkiem porządne wykończenie w bagażniku. Może się podobać 8 głośnikowy system audio firmowany przez znakomitą amerykańską markę Krell (z usług firmy korzysta m.in. japońska Acura). 20 cm subwoofer zapewnia mocny i mięsisty dół, który wpadnie w ucho wielu słuchaczom. Choć dla mnie jest zbyt wiele „plastikowego i wyostrzonego” brzmienia ze strony głośników wysokotonowych i średniotonowego, to jestem pewien, że system i tak spodoba się większości klientów. Nawet po dodaniu basu nic nie trzeszczy i nie jęczy. Oby tak było także w produkcyjnych egzemplarzach, które dopiero dotrą do salonów.

Na razie bez 2 litrów

Już wiemy, że Europa może jedynie pomarzyć o 2 litrowym silniku. Na naszym kontynencie do wyboru będą silniki turbodoładowane 1.0 T-GDI (120 KM) oraz 1.6 T-GDi o mocy 177 KM. Na nowego diesla 1.6 l trzeba będzie poczekać do przyszłego roku. Wersja elektryczna także pojawi się w 2018 roku. W opcji napęd na cztery koła (do 50 proc. przekazane na tył) oraz automatyczna 7 biegowa skrzynia biegów.

Dla Europy przewidziano silniki 1.0 i 1.6. 2.0 nie jest planowany

Hyundai chwali się wyposażeniem. Dla Kony przewidziano pakiet asystentów wspomagających kierowcę (automatyczne hamowanie, wykrywanie pieszych, monitoring martwego kąta oraz ruchu poprzecznego, asystent pasa ruchu, zmiana świateł i inne). Jest też kolorowy HUD (wyświetlanie na wysuwanym plastiku), nawigacja z 8 calowym wyświetlaczem oraz funkcje łączności z internetem. Będzie można sprawdzić ceny paliw, prognozę pogody, informacje o korkach i wyszukać adresy w sieci, czyli skorzystać z opcji znanych już z innych modeli. Będzie również dostępna funkcja bezprzewodowego ładowania telefonu (płytka indukcyjna Qi umieszczona w dolnej części konsoli za dźwignią zmiany biegów) oraz wyświetlanie wybranych aplikacji smartfonu (Android Auto oraz CarPlay). Mapy mają być bezpłatnie aktualizowane w ramach tzw. dożywotniej licencji (Hyundai podaje, że co najmniej przez 10 lat).

Jakie opony i felgi?

Zależnie od wersji wyposażenia samochód będzie oferowany z 16” felgami stalowymi (opony 205/60) lub 17” (215/55) i 18” (235/45) ze stopów lekkich. W opcji także skórzana tapicerka oraz fotele podgrzewane i wentylowane co nie jest takie oczywiste w klasie.

Hyundai Kona. Nazwa nieprzypadkowa - związana z Hawajami. W Polsce niezbyt trafiona

Na koniec ciekawostka. Hyundai dumnie przypomina, że jako jedyny producent samochodów na świecie stosuje własną stal. Na potrzeby modelu Kona zadbano o wzmocnienie materiału w newralgicznych miejscach samochodu. Koreańczycy twierdzą, że zastosowali stal o bardzo wysokiej wytrzymałości. Nie dziwi zatem, że Peter Schreyer, czyli główny projektant zapewnia: Kona daje to samo co mocne espresso. Pozostaje zatem wierzyć na słowo.