• Janusz Korwin-Mikke podzielił się na Twitterze swoimi spostrzeżeniami na temat wymiany oleju w samochodach – jego zdaniem jest ona zbędna, a proponują tę usługę naciągacze
  • Obecnie niektórzy producenci aut wydłużają interwały serwisowe do kilkudziesięciu tys. km
  • Wielu mechaników zaleca wymianę oleju co 10-15 tys. km niezależnie od zaleceń producentów aut

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy warto wymieniać olej w aucie, a ceni i szanuje poglądy Janusza Korwina-Mikkego, to być może właśnie wątpliwości te zostały rozwiane. Polityk ten (dla porządku przypomnijmy, że Janusz Korwin-Mikke umie i lubi jeździć samochodem, choć kilka miesięcy temu po spowodowaniu stłuczki nie potrafił wylegitymować się ważnym prawem jazdy), wygłosił opinię na temat zmiany oleju na swoim profilu na Twitterze.

A zatem, zdaniem Janusza Korwina-Mikkego, ten, kto każe wymieniać olej, to naciągacz, a ten, kto naciągaczowi wierzy, to „szur”!

Olejowi "negacjoniści" - jest ich więcej!

Janusz Korwin-Mikke nie jest pierwszą osobą publiczną, która podważa sens wymiany oleju w silnikach aut. Znacznie większe zamieszanie powodują co jakiś czas specjaliści z branży olejowej, którym na stare lata "coś się zmieniło". Takie zamieszanie, nieco ponad 10 lat temu, wywołał inżynier wcześniej pracujący dla holenderskiego oddziału firmy Castrol, który w tamtym okresie już rozstał się z firmą. Twierdził on, iż nakazy wymiany oleju w silnikach samochodów to wielkie oszustwo, gdyż to właśnie stary, przepracowany olej zapobiega zużyciu silnika. Na dowód pokazywał swoje stare auto, które – według deklaracji właściciela – jeździło tylko na dolewkach.

Dziś już ciężko znaleźć w sieci ślady po dokonaniach "nawróconego" inżyniera z Holandii, ale pojawiają się jego następcy. Tymczasem... producenci aut wydłużają, nieraz do "niesłychanych" wartości, interwały wymiany oleju. A zatem... coś w tym jest? Producenci likwidują też bagnety do kontroli poziomu oleju, bo tak jest taniej, a poza tym, kto chciałby się brudzić? Wystarczy elektroniczny wskaźnik poziomu oleju, który w odpowiednim momencie przypomni kierowcy, że trzeba coś dolać. Przykładów nie muszę szukać daleko: mój nowy samochód uprzejmie informuje mnie, że będzie prosić o wymianę oleju za.. 47 tys. km. Słownie: czterdzieści siedem tysięcy kilometrów.

Producent: wymiana oleju (prawie) niepotrzebna

Tymczasem pamiętam moment przekazywania mi kluczyków w salonie. Miła pani tłumaczyła, co do czego służy, gdzie dzwonić, gdyby samochód odmówił posłuszeństwa w kraju lub za granicą, pytała, ile zamierzam jeździć. "15 tysięcy km rocznie? No to za rok zapraszam na serwis olejowy. Bo wie pan, producent tego nie wymaga, ale jeśli chce Pan jeździć tym samochodem, gdy skończy się gwarancja..." Owszem, chcę, a znam też osobę z takim samym pojazdem, który do zaleceń producenta stosował się w stu procentach (zalecana wymiana oleju co 50 tys. km). W efekcie przy stanie licznika 57 tys. km padła pierwsza turbosprężarka (fakt, że ten człowiek ma "ciężką nogę"). Stąd do zniszczenia silnika już blisko – wystarczy niestaranna wymiana turbosprężarki!

Po co wymieniać olej w silniku?

Po co w ogóle wymieniać olej w silniku? Otóż olej nie tylko doraźnie chroni współpracujące ze sobą elementy (np. pierścienie tłokowe nie mają bezpośredniego kontaktu z cylindrem, oddziela te elementy cienki, niemal niewidoczny film olejowy), ale też olej zbiera zanieczyszczenia, m.in. trafiają do niego produkty spalania paliwa. Część produktów spalania trafia do wydechu i po dokładniejszym lub mniej dokładnym oczyszczeniu wylatuje na zewnątrz, ale część trafia do skrzyni korbowej, gdzie miesza się z olejem. To dlatego w niektórych autach, zwłaszcza w dieslach, olej bardzo szybko robi się czarny. Olej ma jednak określoną "pojemność": może przyjąć określoną ilość sadzy i innych substancji, ale nie dowolną ilość. Gdy "pojemność" (lepiej powiedzieć: zdolność rozpraszania cząsteczek np. sadzy) oleju się kończy, szlam zaczyna odkładać się w silniku. Wszędzie, gdzie dociera olej, w tym w kanałach olejowych, odkłada się warstwa węgla i innych substancji. Średnica kanałów olejowych się zmniejsza, a potem zaczynają się problemy: pada niewystarczająco smarowana i chłodzona turbosprężarka, hydrauliczne napinacze rozrządu, zaklejają się elementy głowicy...

50 tys. km – po co komu taki interwał serwisowy?

Wbrew pozorom ma to sens – ostatecznie klientem producenta samochodów jest jedynie pierwszy właściciel pojazdu. Właścicielami nowych aut są, w większości, firmy. Dla firmy każdy serwis samochodu to koszt, ale i kłopot logistyczny. Im bardziej wydłużone odstępy pomiędzy wymianami oleju, tym bardziej konkurencyjny jest dany model auta. To, że zużywa się szybciej niż trzeba, jest bez znaczenia: zazwyczaj 100 tys. km i tak przejedzie, najczęściej pierwszy właściciel nie używa auta aż tak długo. To, że kolejny właściciel ma niespodziewane koszty i narzeka, że samochód mu się psuje, to jest wyłącznie jego problem. A pierwszy właściciel ma wybór. Może jeździć bez wymiany oleju, albo bierze sobie do serca radę sprzedawcy w salonie: zapraszamy na serwis olejowy za rok!

Kto jest "szurem", oceńcie sami!