Organy ścigania mają coraz mniej czasu na sprawdzanie, czy kierowca istotnie popełnił zarzucane mu wykroczenie. Wolą karać kierowców w trybie, który uniemożliwia skorzystanie ze ścieżki sądowej według schematu: najpierw kara, potem (jeśli w ogóle) sprawiedliwy proces. W przypadku zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące nie da się jednak – po czasie – cofnąć kary. Zwraca uwagę na to Rzecznik Praw Obywatelskich, domagając się korekty przepisów.
Tomasz Okurowski / Auto Świat
Kontrola prędkości – nawet jeśli pomiar jest błędny, kierowca może ponieść karę. Potem może się odwołać.
Obecnie starosta, wydając decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy, opiera się wyłącznie na notatce policji i nie sprawdza, czy wykroczenie faktycznie miało miejsce
Prawo jazdy zatrzymywane jest bez konieczności prawomocnego skazania sprawcy przez sąd
Uniewinnienie kierowcy, jeśli następuje, to zwykle dopiero po odbyciu kary polegającej na zatrzymaniu prawa jazdy
Różnica pomiędzy karą administracyjną a np. mandatem jest zasadnicza: mandat, który jest jedną z opcji procedury karnej, opiera się na porozumieniu karzącego i karanego: funkcjonariusz, np. policjant, karząc kierowcę mandatem, przyjmuje, że ta stosunkowo łagodna kara jest adekwatna do wykroczenia. Z kolei sprawca przyznaje się do winy, choć wcale nie ma takiego obowiązku – nie ma wątpliwości, że kara jest sprawiedliwa i nie ma ryzyka, że karę ponosi osoba niewinna.
Co innego kara administracyjna: funkcjonariusz (np. policjant) nie nakłada kary, a „jedynie stwierdza” fakt popełnienia wykroczenia i przekazuje informację o tym fakcie do organu administracyjnego – np. starosty. Starosta nie sprawdza, czy obwiniony (w naszym przypadku kierowca, któremu zarzuca się, że przekroczył dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h) jest winien czy nie jest winien zarzucanego mu czynu, bo ani nie ma obowiązku, ani możliwości, by to zrobić. On jedynie wykonuje swój obowiązek – wydaje decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy na 3 miesiące. Decyzja ma rygor natychmiastowej wykonalności – jeśli kierowca oddał prawo jazdy policjantowi, termin biegnie od dnia wydania decyzji o zatrzymaniu prawka. Jeśli kierowca ma jeszcze dokument prawa jazdy, to ma go zwrócić staroście – im szybciej, tym lepiej dla niego, bo dopiero od tego momentu biegnie termin. A prowadzić auta przed zakończeniem kary, nawet mając dokument i tak nie może, bo naraża się na kolejne kary.
Przez analogię: na tej samej zasadzie policja „jedynie informuje” sanepid o wykroczeniach „epidemicznych” – ten, bez sprawdzania, czy ma to sens i czy kara w ogóle jest adekwatna do czynu (np. 10 tys. zł od osoby za niezachowanie odstępu na ulicy pomiędzy małżonkami), wydaje decyzję o karze z rygorem natychmiastowej wykonalności. Jest niemal pewne, że sąd karny czegoś takiego by nie zrobił, prawda?
Procedura administracyjna zatrzymania prawa jazdy nie wyklucza trwania procedury karnej – zatrzymanie prawka to tylko „dodatek” do mandatu – w naszym przypadku z reguły 500 zł. Jeśli kierowca przyjmuje mandat, to przyznaje się do winy – sprawa jest jasna. A jeśli nie? Kierowca wcale nie musi się przyznawać do popełnienia wykroczenia i nie musi przyjmować mandatu – może stwierdzić, że wcale nie jechał tak szybko, że policjant się pomylił, albo (w przypadku wykroczenia zarejestrowanego przez fotoradar) mógł po prostu w ogóle nie być sprawcą wykroczenia.
Dzieje się to na podstawie przepisu Ustawy o kierujących pojazdami:
Art 102. 1 Starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy lub pozwolenia na kierowanie tramwajem, w przypadku gdy:
(...)
4) kierujący pojazdem przekroczył dopuszczalną prędkość o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym;
Gdy kierowca mandatu nie przyjmuje, bo np. jest pewien, że jechał dużo wolniej, sprawa trafia do sądu, ale w tym czasie starosta i tak zatrzymuje prawo jazdy – opierając się jedynie na informacji policjanta. Może się więc zdarzyć, że sąd (np. po upływie 7 miesięcy) orzeka, że kierowca jest niewinny albo jest winny w mniejszym zakresie – gdy np. biegły stwierdzi, że przekroczył prędkość nie o 55 km/h tylko np. o 35 km/h. Zdarza się? Pewnie, że tak! A co z prawem jazdy? No cóż... zanim sąd orzeknie o winie lub niewinności, kara się kończy, a ukarany przez trzy miesiące ma problemy, np. nie może pracować. Bywa i tak, że kierowca, pewien swojej niewinności i tego, że ma na tę niewinność dowody, ignoruje zatrzymanie prawa jazdy i dalej prowadzi auto. Jeśli go zatrzyma policjant, kara automatycznie ulega przedłużeniu o kolejne 3 miesiące.
Możesz zatem udowodnić swoją niewinność, ale kary administracyjnej cofnąć nie można!
Wideorejestrator to bat na piratów drogowych. Tyle, że podczas pomiarów dokonywanych z daleka wynik jest jedynie przybliżony – sprzęt mierzy cały czas swoją prędkość, a warunkiem dokładnego pomiaru jest zachowanie stałej odległości od nagrywanego auta. W praktyce jest to zwykle niemożliwe.Autro Świat
Kara administracyjna wygodna dla organów ścigania
O tym, że z udowadnianiem kierowcom winy są same problemy i że to niepotrzebna fatyga, regularnie przypomina m.in. Inspekcja Transportu Drogowego. Mnóstwo zdjęć zarejestrowanych przez fotoradary „marnuje się”, bo urzędnicy nie nadążają z wysyłaniem wezwań – stąd pojawiające się pomysły, aby karać kierowców administracyjnie albo np. karać właściciela samochodu – o ile sam nie udowodni, że kierował ktoś inny. Tymczasem praktyka wskazuje na to, że „mylą się” zarówno fotoradary, jak i ludzie obsługujący wszelki sprzęt pomiarowy. Typowych błędów jest wiele, a między innymi:
Brak świadectwa legalizacji urządzenia: pomiar wykonany sprzętem bez legalizacji nie ma mocy dowodowej; przed sądem instytucja obsługująca fotoradar musi przedstawić wszystkie wymagane dokumenty
Pomiar prędkości dotyczy innego pojazdu, co w przypadku radaru (zwłaszcza ręcznego) jest bardzo prawdopodobne – radar nie celuje precyzyjnie w punkt, tylko rejestruje prędkość najszybszego albo najcięższego obiektu w swoim zasięgu; w swoim czasie „karierę medialną” robiły rosyjskie radary ręczne Iskra, które potrafią zmierzyć prędkość wentylatora klimatyzacji...
Przy pomiarze wideorejestratorem niemal niemożliwe jest utrzymanie idealnie stałej odległości od pojazdu, którego prędkość jest mierzona – a sprzęt zainstalowany w radiowozie mierzy swoją prędkość! A co, jeśli zarejestrowana prędkość jest wyższa od dozwolonej o 51 km/h przy możliwym błędzie kilku-kilkunastu procent?
Fotoradary, zwłaszcza starsze modele Zurad, potrafią wyzwolić migawkę z opóźnieniem, rejestrując na zdjęciu pojazd jadący za pojazdem zmierzonym
Także policjanci obsługujący mierniki laserowe, zwłaszcza mierząc z daleka, potrafią zmierzyć inny pojazd, niż im się wydaje (sprawdzone!)
Każde urządzenie do pomiaru prędkości ma margines błędu pomiaru (rzędu 3 proc.), czego przepisy nie biorą pod uwagę
Rzecznik pyta, sąd odpowiada
Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył, że sądy administracyjne mają różne stanowiska w podobnych sprawach – jedne uważają, iż do zatrzymania prawa jazdy wystarczy informacja policji, a starosta nie jest wręcz uprawniony do weryfikacji winy kierowcy; inne sądy administracyjne stwierdzały, że starosta, w przypadku, gdy obwiniony twierdzi, że jest niewinny, powinien wstrzymać się z wydaniem decyzji do czasy, gdy sąd karny rozpatrzy sprawę. W tej sytuacji RPO wystąpił do Naczelnego Sądu Administracyjnego z pytaniem prawnym, po pierwsze, czy do ukarania kierowcy wystarczy notatka policji, a po drugie, czy w sytuacji, gdy kierowca nie przyjmuje mandatu, starosta powinien wstrzymać się z wydaniem decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia o winie.
Rzeczni podkreślał, że kierujący pojazdem może kwestionować nie tylko fakt prawidłowości pomiaru prędkości, ale także swoje sprawstwo. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których ujawnienie przekroczenia prędkości dokonano za pomocą fotoradaru
Wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte w każdej konkretnej sprawie przez posiadający stosowne doświadczenie i właściwe instrumentarium proceduralne sąd karny. A zawieszenie postępowań przed starostą ze względu na toczące się postępowanie wykroczeniowe jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesu obywatela.
Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że w świetle obowiązujących przepisów decyzja starosty może opierać się wyłącznie na informacji policji.
Czas na zmianę przepisów?
RPO stwierdził, że przepisy tym brzmieniu są niezgodne z konstytucją, dlatego wystąpił do przewodniczącego senackiej Komisji Ustawodawczej o zainicjowanie odpowiednich zmian w prawie. To ważna inicjatywa, bo coraz częściej pojawiają się pomysły karania (nie tylko kierowców) w trybie administracyjnym, a nie karnym. Tak jest po prostu wygodniej, odwołanie od decyzji administracyjnej o karze jest znacznie trudniejsze niż uniknięcie kary administracyjnej, nakładanej często „z góry”. A tymczasem art. 45 ust. 1 Konstytucji RP mówi:
Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.