• Samorządy w kilkunastu badanych miastach wydały niemal 19 mln. zł na naprawę zniszczonej infrastruktury. Od sprawców nie odzyskano niemal 7,6 mln zł
  • Okazuje się, że winni są nie tylko miejscy urzędnicy. W wielu przypadkach policja nie informuje o odnotowanych zdarzeniach
  • Opieszałość urzędników przyczyniła się do przedawnienia roszczeń wobec sprawców i ich ubezpieczycielu. Takie nieprawidłowości stwierdzono w sześciu zarządach dróg w Polsce
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu

Zniszczona nawierzchnia, barierki, znaki, latarnie i inne elementy drogowej infrastruktury. Kto zwykle w odpowiada za ich naprawę? Odpowiedź wydaje się prosta – właściciel. W przypadku miast przeważnie obowiązek ten spoczywa na samorządach, które powinny obciążyć polisy ubezpieczeniowe sprawców zdarzenia. Jednak z raportu NIK wynika, że władze miast nie są zbyt restrykcyjne. W skontrolowanych samorządach (pod lupę wzięto 22 zarządów dróg i dwa urzędy miejskie w ośmiu województwach) odzyskano zaledwie 37 proc. łącznych kosztów niezbędnych napraw. Co więcej, wskazano, że w większości zaniechano poszukiwania danych sprawców zniszczeń (aż 18 z 24 kontrolowanych jednostek). A to już dla NIK przejaw niegospodarności.

Raport NIK - zniszczenia infrastruktury drogowej. Windykacja i uszkodzenia Foto: NIK / NIK
Raport NIK - zniszczenia infrastruktury drogowej. Windykacja i uszkodzenia

Nawet 100 tys. zł za jedną szkodę

Koszty usuwania zniszczeń są niemałe. Kontrolerzy NIK ustalili, że jednostkowy koszt wymiany lub naprawy to nie zawsze kilkadziesiąt zł. Bywa, że na usunięcie szkód trzeba wydać nawet niemal 100 tys. zł. Nie można przy tym szczególnie zwlekać, gdyż niektóre ze zdarzeń mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego. Autorzy raportu wskazują, że wszelkie koszty powinny być zatem wliczane do wyceny szkód i roszczeń egzekwowanych z polis OC sprawcy.

Okazuje się, że w ciągu kilku ostatnich lat (NIK badała działalność z okresu 2017–2020) zidentyfikowano 10,9 tys. uszkodzeń i zniszczeń. Dziwi, że zaledwie 14 proc. zgłoszeń (średnia dla całego badania) do zarządców dróg pochodziło z jednostek policji, które prowadzą rejestr Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji). W kilku miastach funkcjonariusze w ogóle nie informowali o stwierdzonych stratach (w Jeleniej Górze, Płocku, Poznaniu i Świnoujściu). Są i dobre przykłady świetnej współpracy. Wyjątkową aktywnością wykazują się funkcjonariusze w Gliwicach - tam aż 75 proc. do lokalnego Zarządu Dróg Miejskich pochodziło z lokalnej jednostki policji.

Raport NIK - zniszczenia infrastruktury drogowej. Windykacja i uszkodzenia Foto: NIK / NIK
Raport NIK - zniszczenia infrastruktury drogowej. Windykacja i uszkodzenia

Straty liczone w milionach

Bez dobrej współpracy z policją trudno o wysoką wykrywalność. Autorzy raportu alarmują, że niemal 70 proc. przypadków to takie, w których nie ustalono sprawców uszkodzeń i zniszczeń. To oznacza, że naprawa obciąża miejski budżet. To kwoty w wysokości nie niższej niż 320 tys. zł. Jeszcze gorzej jest w przypadku windykacji od sprawców szkód. Straty liczy się już w mln zł. W badanym okresie łączne wydatki badanych zarządów i urzędów sięgnęły aż 18,9 mln zł. Z tego niemal 7,6 mln. zł to suma, której nie wyegzekwowano od winowajców.

Gdzie zatem najłatwiej o bezkarność? Okazuje się, najwięcej nieodzyskanych kwot odnotowano w Katowicach (85,1 proc.) oraz w Piotrkowie Trybunalskim (98,8 proc.). Na drugim końcu skali jest zaś Bydgoszcz, której urzędnicy wykazali się wyjątkową skrupulatnością. W Bydgoszczy windykowano bowiem wszystkie należności. Pozostaje pogratulować skuteczności.

Ładowanie formularza...