Logo

Tak jeździmy, że się odechciewa siadać za kółko. Znów wróciłem z autostrady i znów to samo

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Wielu kierowców ignoruje zasady bezpieczeństwa na autostradach, co prowadzi do niebezpiecznych sytuacji.
  • Jazda na zderzaku, mimo że powszechna, zdecydowanie zwiększa ryzyko kolizji.
  • Zgodnie z przepisami, bezpieczna odległość powinna wynosić połowę prędkości wyrażonej w metrach (np. przy 120 km/h to 60 metrów).
  • Kierowcy często wierzą, że jazda blisko innych pozwala skrócić czas podróży, jednak różnice czasowe są znikome.
  • Kary za niezachowanie bezpiecznej odległości mogą nie wystarczyć jednak do zmiany mentalności kierowców.
Autostrady miały być symbolem szybkiej, komfortowej i przede wszystkim bezpiecznej podróży. Tymczasem często stają się miejscem, gdzie kierowcy prowadzą nieustanną grę nerwów. Ktoś jedzie lewym pasem i wyprzedza kolumnę samochodów, a za chwilę w lusterku pojawia się kolejny samochód. Najpierw jako niewielki punkt, ale już kilka sekund później kierowca siedzi już praktycznie na zderzaku i wyraźnie daje do zrozumienia, że chciałby jechać szybciej.
To obrazek tak powszechny, że wielu kierowców przestało zwracać na niego uwagę. Problem w tym, że właśnie takie zachowanie należy dziś do najbardziej niebezpiecznych na drogach szybkiego ruchu.

Czemu jazda na zderzaku jest u nas normą?

Trudno znaleźć kierowcę, który regularnie korzysta z autostrad i nie spotkał się z jazdą na zderzaku. To zjawisko występuje szczególnie często na lewym pasie, choć nie tylko, gdzie część kierowców traktuje minimalny odstęp jako sposób na zmuszenie innych do zjazdu z drogi.
Nie jest tajemnicą, że wielu uczestników ruchu uważa takie zachowanie za coś normalnego. Gdy ktoś jedzie 120 km na godz., a za nim pojawia się kierowca jadący 140 km na godz., bardzo często, zamiast zachować bezpieczny dystans, podjeżdża niemal pod sam tył poprzedzającego auta. I już nawet bez użycia świateł drogowych wiadomo, że spieszy mu się tak wyjątkowo, że najlepiej, żebyś przyspieszył, przekroczył prędkość, a po wyprzedzaniu od razu zniknął na prawy pas, bo blokujesz miejsce dla władcy lewego pasa. To nie jest przejaw sprawnej jazdy, a po prostu braku wyobraźni.
Nie daje absolutnie nic poza wywołaniem niebezpiecznej sytuacji
Adam Mikuła / Auto Świat
Nie daje absolutnie nic poza wywołaniem niebezpiecznej sytuacji

Dlaczego jazda na zderzaku jest tak niebezpieczna?

Największym problemem jest fizyka, której nie da się oszukać. Samochód jadący 140 km na godz. pokonuje blisko 40 metrów w ciągu jednej sekundy, zatem nawet kierowca o świetnym refleksie potrzebuje czasu na zauważenie zagrożenia, podjęcie decyzji i naciśnięcie hamulca.
Jeżeli więc odstęp od poprzedzającego pojazdu wynosi zaledwie kilka lub kilkanaście metrów, możliwości reakcji praktycznie nie ma. Wystarczy gwałtowne hamowanie samochodu z przodu, przeszkoda na jezdni albo nagła zmiana sytuacji na drodze i mamy w bagażniku innego kierowcę. W takich warunkach kierujący jadący zbyt blisko staje się pasażerem własnego samochodu, a o losach sytuacji nie decydują wówczas już jego umiejętności, lecz przypadek.
I właśnie od tego zaczynają się kolizje i karambole na drogach szybkiego ruchu. Kierowcy często tłumaczą potem, że nie mieli czasu zareagować, a tak naprawdę sami ten czas sobie odebrali.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jaka powinna być bezpieczna odległość podczas jazdy?

Od kilku lat przepisy jasno określają minimalny odstęp na autostradach i drogach ekspresowych. Powinien on wynosić połowę aktualnej prędkości wyrażonej w metrach, czyli przy 100 km na godz. należy zachować co najmniej 50 metrów odstępu. Przy 120 km na godz. będzie to 60 metrów, a przy 140 km na godz. minimum 70 metrów.
Dla wielu kierowców takie wartości wydają się ogromne. Gdy widzą przed sobą kilkadziesiąt metrów wolnej przestrzeni, pojawia się pokusa, by natychmiast ją wypełnić, ale właśnie ta wolna przestrzeń stanowi margines bezpieczeństwa i nie została stworzona po to, by ktoś mógł się w nią wcisnąć, a żeby w sytuacji awaryjnej mieć czas na reakcję, czyli hamowanie albo ominięcie przeszkody.

U nas ciężko jest zachować odstęp, nawet jeśli chcemy

I tu się pojawia kolejny problem. Pozostawiając tak dużą przestrzeń, zawsze jestem świadkiem zmiany pasa innego kierowcy przede mnie, bo przecież zostawiłem wystarczająco dużo miejsca. Wtedy ja muszę odpuścić gaz i zwiększyć odstęp. Minie trochę czasu i historia się powtarza.
I z jednej strony to jest sytuacja denerwująca, a z drugiej jedno z niewielu momentów, by zmienić pas, bo reszta siedzi sobie na ogonie i tam już w ogóle nie ma szans na wjechanie na pas obok.
Jazda na zderzaku - dobry kierowca nigdy tak nie robi.
Auto Bild
Jazda na zderzaku - dobry kierowca nigdy tak nie robi.

Czy naprawdę zyskujemy czas dzięki jeździe na zderzaku?

Kierowcy są przekonani, że siedząc komuś na zderzaku, szybciej dotrze do celu. W praktyce różnice czasowe są często symboliczne. Na trasie liczącej 200 km kilka chwil spędzonych bliżej poprzedzającego pojazdu, który w końcu nas puści, nie sprawi nagle, że podróż skróci się o pół godziny. Bardzo często mówimy o kilku minutach, a czasem nawet o kilkudziesięciu sekundach. Mówię tutaj o sytuacji, gdy jeden jedzie 120 km na godz., a drugi 140 km na godz. Jeśli ktoś jedzie 200, to zysk może być mocno zauważalny, ale z oczywistych powodów nawet nie rozważam takiego scenariusza.
W zamian jednak kierowca funduje sobie znacznie większy poziom stresu, większe zmęczenie i ogromnie podnosi ryzyko kolizji. To jedna z najbardziej niekorzystnych proporcji ryzyka do potencjalnego zysku, jakie można spotkać w ruchu drogowym.

Czy kary za jazdę na zderzaku mogą zmienić nawyki kierowców?

No i nie chodzi tylko o stres, ale też mandaty. Za niezachowanie bezpiecznej odległości grozi dziś od 300 do 500 zł i 6 punktów karnych. Policja wykorzystuje do kontroli między innymi drony oraz urządzenia umożliwiające pomiar odległości pomiędzy pojazdami. To ważne narzędzia, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że problem leży głębiej niż w samych przepisach. Kierowcy przecież o tym wiedzą, a dalej to robią.
Prawdziwym źródłem problemu jest mentalność i przekonanie, że mnie nic się nie stanie. Że zdążę zahamować, że mam dobry refleks, że przecież wszyscy tak jeżdżą. A potem wystarczy jeden nieprzewidziany ruch.

Czy nauczymy się kiedyś zachowywać bezpieczny odstęp?

Bezpieczna odległość nie jest oznaką słabości ani braku pewności siebie za kierownicą, a oznaką rozsądku. Dobry kierowca nie jedzie blisko poprzedzającego samochodu dlatego, że potrafi. Dobry kierowca zostawia sobie margines bezpieczeństwa dlatego, że rozumie konsekwencje błędu.
Jazda na zderzaku pozostaje jednym z najbardziej lekceważonych zagrożeń na polskich drogach i niestety nie budzi takich emocji jak przekraczanie prędkości, nie wygląda tak spektakularnie, jak niebezpieczne wyprzedzanie i często wydaje się zupełnie niewinna do momentu, aż zdarzy się coś nieprzewidzianego. Wtedy okazuje się, że kilkadziesiąt metrów wolnej przestrzeni, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały się stratą czasu, mogły być najcenniejszymi metrami całej podróży.

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!
TRAFIŁEŚ TU Z GOOGLE

Chcesz znajdować nas częściej w Google?

Ustaw Auto Świat jako preferowane źródło — nasze artykuły wyskakują wyżej w wyszukiwarce i w Discoverze. Jeden klik, zajmuje 5 sekund.