Logo

Znak drogowy D-51a w nowej, lepszej odsłonie. Przez lata kierowców traktowano jak skarbonkę

Zanim jednak w ogóle powstały specjalne znaki wskazujące na początek i koniec odcinkowych pomiarów prędkości, wykorzystywano niebieskie tabliczki z napisem "Fotoradar" (znak D-51), a pod nim dodawano białą tabliczkę z napisem "kontrola średniej prędkości na odcinku...". Był to czas, gdy odcinkowe pomiary prędkości były nowością i nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo są skuteczne; wówczas królowały na polskich drogach marnej jakości fotoradary.
Tak wyglądało pierwsze, "prowizoryczne" oznakowanie odcinkowych pomiarów prędkości
Auto Świat
Tak wyglądało pierwsze, "prowizoryczne" oznakowanie odcinkowych pomiarów prędkości

W 2019 r. opracowano znak D-51a. Trzeba było go zmienić, bo był za dobry.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Wygląd nowego znaku D-51a, opracowanego specjalnie z myślą o odcinkowych pomiarach prędkości, pokazano na początku 2019 r. Ministerstwo Infrastruktury było bardzo z siebie dumne: "Ministerstwo infrastruktury, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom kierowców, opracowało nowe znaki informujące o odcinkowym pomiarze prędkości. Zmiana przepisów rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych (...) ma na celu rozróżnienie oznakowania dla odcinkowego pomiaru prędkości od pomiaru punktowego."
W 2019 r. Ministerstwo Infrastruktury informowało, że na znakach informujących o odcinkowych pomiarach prędkości znajdzie się informacja o ograniczeniu prędkości obowiązującym na danym odcinku, ale zmiana nie weszła w życie, choć kilka takich znaków na krótko trafiło na drogi.
Zrzut ekranu/Ministerstwo Infrastruktury
W 2019 r. Ministerstwo Infrastruktury informowało, że na znakach informujących o odcinkowych pomiarach prędkości znajdzie się informacja o ograniczeniu prędkości obowiązującym na danym odcinku, ale zmiana nie weszła w życie, choć kilka takich znaków na krótko trafiło na drogi.
Ministerstwo chwaliło się, że dzięki nowym znakom kierowcy nie tylko będą wiedzieli, że wjeżdżają na odcinek pomiarowy, lecz także wzrośnie ich świadomość dotycząca obowiązującego limitu prędkości. Na niebieskiej tabliczce — bardzo podobnej do tych, które obecnie służą do oznakowania odcinkowych pomiarów prędkości — widoczna była miniatura znaku wskazującego na obowiązujące na danym odcinku ograniczenie.
I rzeczywiście, gdy z pompą otwierano odcinkowy pomiar prędkości na trasie S8 w Warszawie, zaproszeni dziennikarze mogli zobaczyć nie tylko kamery umocowane na stelażu nad trasą, lecz także nowe znaki. Na znaku w tym miejscu widniał limit 120 km na godz., bo też do dzisiaj na tym odcinku obowiązuje ustawowy limit prędkości – czyli właśnie 120.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tyle że kilka tygodni później, gdy już odcinkowy pomiar prędkości na S8 działał i "łapał" kierowców przekraczających dozwoloną prędkość, niebieskie tablice z miniaturą znaku zakazu pokazującą obowiązujący limit prędkości zostały zamienione na takie, jak znamy obecnie: bez miniatury pokazującej limit.
Ci kierowcy, którzy w chaosie znaków i urządzeń rozmieszczonych na trasie dostrzegali informacje o odcinkowym pomiarze prędkości, wpadali w konsternację: jaki tu obowiązuje limit? Skoro mnie mierzą, to pewnie było ograniczenie, czyżbym nie zauważył?

Odcinkowe pomiary prędkości służyły głównie za skarbonkę

Trzeba wiedzieć, że był to czas walki, może nie tyle o bezpieczeństwo na drogach, ile o wyłapanie jak największej liczby kierowców popełniających wykroczenia. CANARD posuwał się do tego, że ustawiano tymczasowe odcinkowe pomiary prędkości na kilkudziesięciokilometrowych odcinkach autostrad (np. na A1), które formalnie były placem budowy i obowiązywało na nich ograniczenie prędkości do 70 km na godz. Tyle że kierowcy, którzy tamtędy jechali, nie mieli pojęcia, że formalnie jest to plac budowy — bo realnie była to nowa droga, autostrada.
Wówczas znaki drogowe D-51a — takie, jakie znamy dzisiaj — "sprawdzały się" znakomicie: kierowcy nie tylko nie wiedzieli, że jadą przez odcinkowy pomiar prędkości, lecz także nie znali obowiązującego limitu. W błąd wprowadzali ich także "lokalsi", którzy mknęli 120 km na godz. i więcej, bo wiedzieli, że będą zjeżdżać z drogi przed kamerami kończącymi odcinek. Przyznacie, że po kilkunastu km jazdy mało kto pamięta, że jedzie po "odcinkowym" — a zadbano i o to, aby nigdzie nie powtarzały się znaki przypominające o limicie prędkości. Skuteczność odcinkowych pomiarów prędkości z tego czasu była wręcz porażająca — jeden odcinek generował dziesiątki tysięcy wezwań w parę tygodni.
I to pokazuje nam, czemu zdecydowano się na modyfikację znaku D-51a: przeważyło przekonanie, że gdy kierowcy będą za dobrze poinformowani, inwestycje w zestawy kamer nad drogami po prostu się nie zwrócą.

Czemu zmieniono znaki z czytelnych na nieczytelne? Nikt tego nie wie, więc nikt nie powinien pytać.

Za znakiem informującym o w końcu odcinkowego pomiaru prędkości wielu kierowców przyspiesza. To dowód na to, że system działa
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Za znakiem informującym o w końcu odcinkowego pomiaru prędkości wielu kierowców przyspiesza. To dowód na to, że system działa
Była rzecznik CANARD-u (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym), którą dopytywałem wówczas o przyczyny modyfikacji znaków, nie mogła nadziwić się rozterkom kierowców: no jak to, masz prawo jazdy, to chyba wiesz, jaki limit obowiązuje na drodze ekspresowej? Kto nie wie, ten niech płaci. Co do Ministerstwa Infrastruktury, to dość konsekwentnie unikano odpowiedzi na niewygodne pytania. W końcu informacja o "nowych znakach" z wzorem zawierającym limit prędkości zniknęła z sieci. Ale my mamy swoje archiwum...
Największy problem polega na tym, że w wielu miejscach oznakowanie wyglądało tak, jakby specjalnie ktoś uczynił je nieczytelnym — i to do dziś się nie zmieniło. Kierowcy, wjeżdżając na odcinek pomiarowy, często nie mieli pojęcia (to się zresztą nie zmieniło do dziś), czy obowiązuje na danym odcinku limit ustawowy, czy ograniczenie. Zawsze pojawia się wątpliwość: może coś przeoczyłem? Więc jeden jedzie wolniej niż mógłby i chciałby, bo się boi, a w innym miejscu ktoś przekracza dozwoloną prędkość, bo już nie pamięta, że wcześniej minął znak z ograniczeniem.
Ktoś ewidentnie zapomniał, czemu służą informacyjne znaki drogowe: aby kierowcy byli poinformowani. Trudno też uwierzyć, że nie chodziło o pieniądze.

Będzie "nowy" znak drogowy D-51a. Zaczęły się testy

Dziś sytuacja jest o tyle inna, że Polska jest rozliczana z postępów w ograniczaniu ofiar na drogach. Jesteśmy w tej dziedzinie europejskim liderem (tzn. wypadków wciąż jest więcej niż w krajach uznawanych za bezpieczne, ale spadek liczby ofiar wypadków w Polsce jest imponujący); już wiadomo, że większe korzyści przynosi czytelna informacja, że jesteśmy na odcinku pomiarowym i że obowiązuje zaostrzony limit prędkości niż mandaty wystawiane kierowcom, których zresztą wielu kierowców nie chce płacić; nie bez znaczenia jest komfort jazdy i zaufanie do oznakowania — a jak mieć zaufanie, skoro ktoś ewidentnie gra z nami nieczysto?
Ale oznakowanie być może się zmieni i osiągnie formę... wyjściową — czyli znak D-51a będzie zawierał miniaturę znaku zakazu pokazującą obowiązujący limit prędkości. 11 września 2026 r. KRBRD (Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego) podjęła uchwałę o rozpoczęciu testów nowego oznakowania — będą sprawdzać, jak nowe oznakowanie wpłynie na zachowanie kierowców. A jak można się spodziewać, jedni zwolnią, a inni przyspieszą — do limitu.
Żenujące jest jednak to, że testy potrwają do końca 2028 r. I dopiero wtedy — albo i nie — zmieni się rozporządzenie o znakach drogowych i nowe oznakowanie zastąpi obecne.
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:
58
1
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Zobacz wszystkie artykuły
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!