Pan Dariusz w 2025 r. kupił blisko 280-konne Chery Tiggo 7 Plug-in Hybrid w najwyższej wersji wyposażeniowej Prestige za 146 tys. 900 zł i uważał, że zrobił świetny interes, bo właśnie trwała promocja — cenę obniżono ze 164 tys. 900 zł, czyli równe 18 tys. zł zostało w kieszeni. Sporą część zaoszczędzonej kwoty pan Dariusz wydał na różne poprawki: zamówił powłokę ceramiczną na lakier, zamontował wideorejestratory, folię "antypalcową" na ekran, dywaniki i jeszcze parę gadżetów. Pan Dariusz nie miał świadomości, że ta promocja i wiele podobnych to żadna promocja, tylko zwykły trik marketingowy — prawie nikt nie płaci wyjściowej ceny katalogowej, a cena promocyjna podlega zaplanowanym obniżkom.
Dziś, po przejechaniu 16 tys. km, pan Dariusz chce sprzedać swoje Tiggo i prosi o 125 tys. zł z zastrzeżeniem, że jest to cena do drobnej negocjacji. Sprzeda?
Chińskie hybrydy plug-in rok temu były ofertą "prawie premium". Jak spadły ich ceny?
Auto Świat / Filip Trusz
Chery Tiggo 7 PHEV
Panu Dariuszowi może być trudno uzyskać taką lub choćby zbliżoną kwotę, bo dziś z grubsza tyle samo kosztuje takie samo auto... nowe, prosto z salonu. Tylko w ostatnich dniach oficjalna cena tego modelu spadła o kolejne 13 tys. zł. Tańsza wersja Tiggo 7 Plug-in Hybrid po najnowszej obniżce wyceniona jest na 120 tys. 900 zł, a droższa — taka sama, jaką ma pan Dariusz — kosztuje 133 tys. 900 zł. Niby trochę drożej, ale pełen pakiet ubezpieczeń, w tym polisę GAP, można dostać w cenie auta (a to równowartość kilku tys. zł), można też wybrać kolor, no i wyjechać z salonu zupełnie nowym samochodem — a to się liczy.
Chiński SUV z benzynowym silnikiem 1,5 to już staroć — i nie chodzi wcale o wiek
Auto Świat
MG HS w ogłoszeniu
Pan Dominik chyba nie polubił się ze swoim MG HS — od nowości, przez 18 miesięcy, przejechał zaledwie 9000 km. W chwili, gdy kupował swoje MG — wersję z silnikiem 1.5 i automatyczną, dwusprzęgłową skrzynią biegów, samochód oficjalnie kosztował 126 tys. 900 zł, ale w promocji można go było dostać za 116 tys. 900 zł plus 2250 zł za wybór lakieru.
Dziś taki samochód fabrycznie nowy kosztuje już tylko 108 tys. 900 zł, a pan Dominik wystawia na sprzedaż swoje auto za 89 tys. 900 zł. Zatem w mało prawdopodobnej sytuacji, że ktoś przyjdzie i bez żadnych negocjacji zapłaci żądaną kwotę, roczna przygoda z chińskim SUV-em będzie kosztować pana Dominika nieco ponad 29 tys. zł, licząc samą utratę wartości. Ale trzeba liczyć się z tym, że jeśli pojawi się klient, to będzie negocjował, bo to niejedyna taka oferta.
2-letni Baic 5 z niewielkim przebiegiem rzędu 25 tys. zł i w stanie zbliżonym do ideału kosztuje dzisiaj ok. 80 tys. zł; w ogłoszeniach pojawiają się też nieco droższe oferty — przykładowo Baic 5 w opcjonalnym czerwonym kolorze, w najwyższej wersji i z homologowanym hakiem holowniczym (w przypadku rocznika 2024 to rzadkość), po przebiegu zaledwie 23 tys. km za 84 tys. 900 zł — ale wciąż do negocjacji. W 2024 r. realna kwota do zapłaty za taki samochód wynosiła, już po wliczeniu dodatków, ok. 130 tys. zł. To oznacza, że utrata wartości takiego auta w ciągu dwóch lat eksploatacji wyniosła 45-50 tys. zł.
Auto Świat
Baic 5 w ogłoszeniu
Jak szybko sprzedać auto? Trzeba dać cenę niższą niż inni
Wprawdzie zdarza się, że jakiś klient szukający używanego samochodu, wybierając wśród podobnych aut w zbliżonym wieku i w podobnym stanie, zdecyduje się na skorzystanie z oferty innej niż najtańsza, bo np. ma bliżej albo podoba mu się kolor, niemniej to właśnie wystawienie samochodu w najlepszej cenie spośród obecnych na Otomoto daje największe szanse na szybką sprzedaż. A warto się spieszyć ze sprzedażą, ponieważ polski rynek samochodowy jest pod dużą presją podaży — zwłaszcza samochodów chińskich marek. Chodzi o to, że ceny nowych aut szybko spadają, co dobrze widać po obowiązkowych dopiskach pojawiających się w cennikach, mówiących o najniższej cenie w ostatnich 30 dniach. Promocje, które należy traktować raczej jako stałe obniżki, wcale nie są ściemą, bo w ciągu ostatnich 30 dni ceny były wyższe. Gdy cena nowego samochodu spada, muszą spadać także ceny egzemplarzy używanych.
Chińczycy zmieniają napędy, ale nie windują europejskich cen
Z tej przyczyny chińscy producenci bardzo szybko zaczęli zastępować napędy benzynowe pełnymi hybrydami — i to zwykłymi hybrydami (HEV), które po pierwsze, są dużo tańsze w produkcji niż hybrydy plug-in, a po drugie, lepiej trafiają w potrzeby polskich klientów. Tyle że — ponieważ na rynku robi się coraz bardziej tłoczno — nie ma przestrzeni do windowania cen nowych samochodów, więc nowe auta wyposażone w napędy hybrydowe w wielu wypadkach wyceniono dokładnie tak samo, jak jeszcze niedawno wycenione były zwykłe benzyniaki. Kilka przykładów:
Auto Świat / Auto Świat
MG HS w wersji Hybrid+
- Benzynowe MG HS z automatyczną skrzynią biegów w 2024 r. kosztowało katalogowo 126 tys. 900 zł albo 137 tys. 900 zł w zależności od wersji (ceny promocyjne, czyli transakcyjne, były oczywiście niższe, wynosiły odpowiednio 118 tys. 900 zł/129 tys. 900 zł lub mniej). Dziś jednak wersja hybrydowa — z napędem nieporównywalnie lepszym — w tzw. promocji kosztuje 117 tys. 900 zł/128 tys. 900 zł (w zależności od wersji). A jeszcze obowiązują dodatkowe zachęty — w praktyce darmowe finansowanie i pakiet ubezpieczeń na pierwszy rok za symboliczne 1 zł. A może roczny samochód z hybrydą, ale nieużywany od dilera? Wówczas w cenie tańszej wersji można mieć droższą — auto "wszystkomające" za mniej niż 120 tys. zł.
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Chery Tiggo 7 HEV
- Benzynowe Chery Tiggo 7, które startowało w 2025 r., kosztowało wówczas katalogowo od 134 tys. 900 zł (choć wątpliwe, by ktoś tyle zapłacił za bazową wersję). Jeszcze jednak kilka tygodni temu najtańsze benzynowe Chery Tiggo 7 kosztowało teoretycznie 124 tys. 900 zł. Dzisiaj za dokładnie tę samą kwotę można kupić hybrydę, a tym samym najtańsza wersja benzynowa staniała oficjalnie do 95 tys. 900 zł. To świetna wiadomość dla osoby, która kupuje nowy samochód, ale fatalna dla kogoś, kto ma benzynową wersję i chciałby teraz ją sprzedać. Przy odrobinie pecha roczna przygoda z w sumie niedrogim samochodem może kosztować 40 tys. zł!
Krzysztof Wojciechowicz / Auto Świat
Jaecoo 7
- Benzynowy Jaecoo 7 Urban zwany złośliwie "Land Roverem z Temu" lub pieszczotliwie "jajkiem" (z silnikiem 1.6 T-GDI 147 KM i z napędem na przód) na przełomie 2024 i 2025 r. kosztował katalogowo od 139 tys. 900 zł. Dziś jest to cena takiego samego auta, ale z hybrydą — a to robi różnicę! Tym samym niemal z dnia na dzień skokowo staniały benzynowe "jajka", przykładowo diler ze Słupska sprzedaje zarejestrowany (w 2026 r.) i formalnie używany, ale w praktyce nowy samochód (z przebiegiem 125 km) za niecałe 105 tys. zł. Tym samym prywatny sprzedawca, który podobne auto z 2025 r. z przebiegiem 4900 km wystawia na Otomoto za 109 tys. zł, może śmiało zakładać, że będzie musiał mocno spuścić z tonu. Jeśli chodzi o ceny wywoławcze samochodów z 2024 r., które były używane i mają przebiegi rzędu 20-30 tys. km, to spadły one już poniżej 100 tys. zł.
Zwykłe hybrydy uderzyły także w hybrydy plug-in
Nerwowo robi się — trochę za sprawą popularnych zwykłych hybryd, których oferta gwałtownie rośnie — także na rynku chińskich plug-inów. Trochę wpływa na to także myśl o końcu roku i zbliżających się "obowiązkowych" wyprzedażach rocznika. Akurat w przypadku plug-inów oferta aut używanych jest nieduża, raczej to dilerzy wyprzedają zalegające "ostatnie sztuki" nawet z 2024 r. albo auta podemonstracyjne. Sporo jest ofert odstąpienia leasingu, ale aut za gotówkę od osób prywatnych — niewiele. Ale okazji nie brakuje, np. jeden z dealerów BYD oferuje dużego SUV-a, model Seal U-DMi z 2025 r. w najwyższej wersji, z przebiegiem 10 tys. km, za 139 tys. 900 zł. Czy to tanio, czy drogo? Oficjalna cena tego auta w 2025 r. wynosiła 209 tys. 900 zł lub 214 tys. 900 zł w opcjonalnym kolorze, przy czym w tzw. promocji można było kupić ten samochód za ok. 184 tys. zł. Przyjmując cenę promocyjną za punkt odniesienia, możemy stwierdzić, że przejechanie 10 tys. km nowym BYD-em kosztowało utratę wartości na poziomie 45 tys. zł!
Czy dużo jest używanych chińskich SUV-ów w ogłoszeniach?
Samochodów tych chińskich marek, o których można powiedzieć, że przyjęły się w Polsce, jest już dość dużo w ogłoszeniach. Jeśli ktoś szuka lekko używanej Omody, MG czy Jaecoo ma wybór różnych egzemplarzy zarówno sprzedawanych przez dilerów, jak i przez osoby prywatne. Ale gdy rozglądamy się za samochodem bardziej egzotycznej marki, np. Forthingiem czy Bestune, okazuje się, że tymi autami, także używanymi, handlują głównie dilerzy. Ogłoszenia osób prywatnych są nieliczne i często średnio atrakcyjne — jakby sprzedawcy nie mogli pogodzić się z realną utratą wartości. Można więc wybierać np. pomiędzy używanym Bestune T77 (to kompaktowy SUV z silnikiem 1,5) z 2025 r. z przebiegiem 8350 km od osoby prywatnej albo formalnie używanym Bestune T77 zarejestrowanym w 2026 r. z przebiegiem 5 km za 85 500 zł od dilera — co wybieracie?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czy ceny nowych aut, a zatem i tych używanych, dalej będą spadać? Nie ma wątpliwości, że tak, bo nerwowe obniżki cen nowych aut pojawiają się także w salonach europejskich marek. A co do chińskich SUV-ów, to ich oferta jest tak bogata, że trudno rozsądnie wybrać lepszą opcję, i ostatecznie decydującym argumentem okazuje się cena.
- Czytaj także: Cupra obniża ceny, Formentor od 119 tys. 900 zł! Sprawdziłem: to prawda, ale jest też haczyk.
Tak czy inaczej, kupno całkiem nowego chińskiego SUV-a po cenie z cennika, nawet promocyjnego, nie wydaje się obecnie najrozsądniejszym rozwiązaniem; kupno auta, które postało nieużywane u dilera kilka miesięcy czy nawet ponad rok i w takich warunkach przetrwało okres największej utraty wartości, może być znacznie bardziej opłacalne. Ale warto też rozejrzeć się wśród promocji europejskich marek, bo można się zdziwić, że po ostatnich obniżkach za 120 tys. zł można kupić całkiem ładny samochód.