Pytanie, czy można zwrócić niedawno kupione używane auto, bo wyszły na jaw jakieś jego wady, albo po prostu nowy właściciel zauważył je po czasie, wcale nie jest głupie. Kupującego domyślnie chronią przepisy o rękojmi i dotyczą one także aut kupowanych od osób prywatnych. W niektórych przypadkach kupujący może nie tylko rozwiązać umowę i oddać auto, lecz także odzyskać — oprócz zapłaconej ceny — wszystkie koszty, jakie poniósł w związku z transakcją. Ale nie jest tak zawsze.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Auto Bild
Zaawansowana korozja. Wada podlegająca pod rękojmię? To zależy
- Kupiłam auto od osoby prywatnej i po 11 dniach zauważyłam rdzę na progach – pisze internautka. – Samochód miał być bez wad. Mogę go zwrócić?
W takim przypadku nie ma mowy o rozwiązaniu umowy tylko dlatego, że od transakcji minęło mniej niż 14 dni — to jest możliwe tylko w przypadku rzeczy kupionych przez internet od firmy, jeśli kupującym jest konsument. Ale można rozważyć rozwiązanie umowy na podstawie przepisów o rękojmi; Jeśli wady samochodu, który miał być bez wad, są rzeczywiście istotne, można to zrobić nawet po dwóch latach od jego kupna. Tyle że nie wystarczy chcieć, muszą być do tego podstawy.
Czy rękojmia dotyczy wszystkich usterek? "Rękojmia to nie gwarancja"
Korozja nadkola – to jest poważna wada. Ale czy ukryta?
Nie należy jednak mylić rękojmi z gwarancją, co kupującym stare samochody zdarza się coraz częściej. Jednocześnie rośnie liczba właścicieli starszych samochodów, którzy wręcz boją się wystawić auto na sprzedaż, ponieważ liczą się z tym, że samochód, którego chcieliby się pozbyć, nie jest idealny, a to może oznaczać, że po jakimś czasie "szczęśliwy nabywca" wróci do nich i będzie miał żądania: pokrycia kosztów naprawy lub wręcz remontu samochodu. Prawdą jest, że takie sytuacje się zdarzają i dochodzi nawet do tego, że sprzedawca musi zwrócić kupującemu więcej pieniędzy niż otrzymał za używany samochód.
Ale spokojnie: rękojmia to nie to samo, co gwarancja. Ochrona z tytułu rękojmi dotyczy po pierwsze wyłącznie poważnych wad, a zatem nie może być mowy o odpowiedzialności sprzedawcy za drobne usterki czy też niespodziewane przez kupującego koszty eksploatacyjne; przede wszystkim jednak rękojmia nie dotyczy usterek czy też wad samochodu, o których kupujący wiedział, zanim podpisał umowę. Również rękojmia nie dotyczy wad czy usterek, które pojawiły się (nie mylić z "wyszły na jaw") już po zawarciu transakcji.
Sprzedawca jest odpowiedzialny z tytułu rękojmi za wady fizyczne, które istniały w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego lub wynikły z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w tej samej chwili.
Jeśli więc w samochodzie po kilku tygodniach od kupna zatrze się silnik, odpowiedzialność sprzedającego zależy od tego, czy silnik był w jakiś sposób uszkodzony w chwili sprzedaży. Często da się takie rzeczy sprawdzić i udowodnić, ale nie zawsze.
Jakich wad dotyczy rękojmia?
Rękojmia dotyczy wyłącznie poważnych wad, jednak nie ma przepisu, który podawałby jakieś kryteria "ważności". Jasne jest jednak, że chodzi o wady, których usunięcie wymaga wysokich nakładów (wysokich w stosunku do wartości auta), które dotyczą podstawowych podzespołów (np. nadwozia), które trudno usunąć lub wręcz nie sposób się ich pozbyć, a także takie, które trwale obniżają wartość handlową i użytkową samochodu. To może być np. zaawansowana korozja.
Podstawowy warunek: rozmowa o rękojmi wchodzi w grę, gdy samochód nie jest zgodny z umową, nie jest taki, jak miał być albo taki, jakiego — rozsądnie podchodząc do sprawy — można by się spodziewać.
Co sprzedawcy samochodów robią źle, że przegrywają sprawy dotyczące rękojmi?
Auto Świat
Oto przykład "odważnie" napisanego ogłoszenia: nie znamy tego konkretnego samochodu, ale sami nigdy byśmy nie zdecydowali się na taki tytuł ogłoszenia.
Jako że podstawowym argumentem dla kupujących samochody, które nie są takie, jakie miały być, jest niezgodność towaru z umową, pierwszym poważnym błędem sprzedających jest kłamstwo, które łatwo udowodnić: chodzi o treść ogłoszenia, którą każdy przytomny kupujący zabezpiecza "na przyszłość". Co może być w ogłoszeniu, a czego absolutnie nie powinno w nim być, by sprzedający samochód mógł czuć się bezpiecznie?
Wszelkie neutralne dane dotyczące samochodu — marka, model, wyposażenie, wersja — mogą i powinny znaleźć się w ogłoszeniu.
Subiektywnie oceniane zalety samochodu w rodzaju "przestronne wnętrze, duży bagażnik" nie są żadnym zagrożeniem — żaden rozsądny sąd nie przyzna racji kupującemu samochód, że jest zawiedziony bagażnikiem, który miał być duży, a przecież nie jest. Jest jak jest, każdy ma obowiązek zapoznać się z podstawowymi cechami auta, zanim je kupi, ma też prawo porównać dany model z innymi — a jeśli tego nie robi, to jego problem.
W ogłoszeniu mogą, a nawet powinny (ze względów handlowych), znaleźć się informacje na temat napraw czy też inwestycji, które podniosły wartość samochodu.
Ostrożnie z opisem na temat stanu technicznego samochodu. O ile stwierdzenia w rodzaju "dobry stan" albo "stan dobry jak na ten wiek" są stosunkowo bezpieczne, to już takie stwierdzenia jak "idealny stan techniczny" albo "zupełny brak korozji" są co najmniej ryzykowne. Żaden używany samochód nie jest idealny i praktycznie żaden kilkuletni samochód nie jest zupełnie wolny od korozji. Co prawda, nawet jeśli to napiszemy, a kupujący po fakcie znajdzie gdzieś powierzchniową korozję, to jeszcze nie oznacza problemów, ale jeśli samochód określany jako idealny wymaga pilnych napraw, to sprzedawca takim zapewnieniem w ogłoszeniu sam szykuje sobie problemy.
Kategorycznie odradzamy umieszczanie w ogłoszeniach stwierdzeń w rodzaju "nie wymaga żadnego wkładu finansowego". Właśnie na takiej podstawie kupujący domagają się pokrycia przez byłych właścicieli aut często wielotysięcznych rachunków za różne naprawy wykonywane bezpośrednio po zawarciu transakcji. Jeśli ktoś kupi samochód, który w ogłoszeniu "nie wymaga żadnego wkładu finansowego", a solidna diagnostyka w warsztacie wykaże, że wypadałoby przeprowadzić naprawy warte np. 40 proc. wartości starego auta, to zdecydowanie taki stan auta można uznać za wadę istotną podlegającą rękojmi.
Ostrożnie z zapewnieniami o tym, że samochód jest bezwypadkowy. Jeśli rzeczywiście jest bezwypadkowy i mamy tę pewność, bo np. jesteśmy pierwszym właścicielem, to w porządku, warto o tym napisać w ogłoszeniu. Ale jeśli są wątpliwości, lepiej tego nie robić.
Jeśli samochód ma poważne wady, a boimy się odpowiedzialności z tytułu rękojmi, najlepszym sposobem, aby zdjąć z siebie całkowite ryzyko, jest napisanie o tych wadach w ogłoszeniu, np. "korozja lewego tylnego błotnika, niewykluczone, że poważna". Podobnie informacja, że "samochód wymaga napraw blacharsko-lakierniczych" praktycznie zdejmuje z nas odpowiedzialność za problemy blacharskie samochodu. Podobnie działa zdjęcie wskazujące wyraźnie na jakiś problem techniczny — np. wyraźny purchel korozji na błotniku albo korozję podwozia.
W ogłoszeniu nie było o wadach, ale kupujący je dostrzegł podczas oględzin, mimo to kupił auto i teraz ma pretensje. Ma rację?
W kontekście rękojmi nie ma mowy o ukrytych wadach czy też o niezgodności towaru z umową, jeśli kupujący wiedział o tych wadach przed zawarciem umowy. Więc jeśli zauważył je podczas oględzin, to tak, jakby został poinformowany. Kodeks cywilny nie pozostawia wątpliwości:
Sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy.
Pytanie tylko, co kupujący widział i wiedział. Bardzo dobrym przykładem jest korozja, która z zewnątrz może mieć postać niedużego "zbrązowienia". Zdarza się, że sprzedawca — czasem nawet w dobrej wierze — przekonuje kupującego, że to taki drobiazg, wystarczy tu zrobić zaprawę i po temacie. Potem, w warsztacie blacharskim, okazuje się, że ta drobna plamka rdzy obejmuje całe skorodowane nadkole albo wręcz ćwiartkę samochodu, czego nie widać było pod lakierem. Czy zatem kupujący wiedział, co kupuje, nawet jeśli widział plamkę korozji? Raczej nie. Jeśli do tego dochodzi ogłoszenie, w którym sprzedawca zachwalał "dobry stan blacharski", to sprzedawca ma problem: samochód jest w warsztacie, kupujący poniósł już jakieś nakłady, a w ekstremalnej sytuacji naprawa okazuje się kompletnie nieopłacalna.
Jeśli jednak sprzedawca napisał w ogłoszeniu lub wymógł wpisanie do umowy zastrzeżenia, że "samochód wymaga napraw blacharsko-lakierniczych", to może spać spokojnie.
Czy wiek samochodu ma znaczenie, gdy chodzi o rękojmię?
I tak, i nie — i to jest jedna z przyczyn, która uniemożliwia precyzyjną odpowiedź na pytanie, czy pani, która kupiła samochód, po 11 dniach zobaczyła korozję na progu i chciałaby zwrócić auto, ma na to szansę.
Trudno bowiem oczekiwać, że kupi się np. 20-letni samochód i będzie on w stanie "jak nowy"; jeśli na starym aucie pojawia się korozja, to jest to normalne. Z drugiej strony, jeśli sprzedający zapewniał, że samochód jest wolny od korozji, to nawet jeśli ten samochód ma 30 lat, to obecność zaawansowanej rdzy wymagającej drogiej naprawy jest wadą, a nabywca samochodu ma wszelkie podstawy do tego, by żądać naprawy, obniżenia ceny lub rozwiązania umowy.
Ogólnie rzecz biorąc rozsądek nakazuje — w przypadku, gdy ani w umowie, ani w rozmowie pomiędzy kupującym a sprzedawcą nie pojawił się ten temat — branie pod uwagę wartości auta i jego wieku. Jeśli nowy samochód ma skorodowany próg, bo jest powypadkowy albo został w przeszłości podtopiony, to na pewno jest to wada. Jeśli stary samochód ma powierzchowną korozję, o żadnej wadzie nie może być mowy. Ale wrócimy znów do tego, co obiecywał kupujący: jeśli obiecywał ideał, to ma być ideał.
Czego może domagać się nabywca auta od sprzedawcy na podstawię rękojmi?
Auto Świat
Niektóre poważne problemy wychodzą na jaw dopiero podczas warsztatowych oględzin już po kupnie samochodu
Są trzy opcje: obniżenie ceny (czyli zwrot części kwoty zapłaconej za samochód), naprawa zorganizowana przez sprzedawcę na jego koszt, a w ostateczności rozwiązanie umowy. Ta ostatnia opcja wchodzi w grę, gdy nie da się usunąć wady samochodu. Przykładowo kupujący kupił samochód jako bezwypadkowy, a okazało się, że samochód jest po poważnych naprawach blacharskich związanych z wypadkiem lub kolizją i są tego nieodwracalne konsekwencje. Może się też zdarzyć, że usunięcie wady jest zwyczajnie nieopłacalne, bo koszt przekracza wartość samochodu. W takim wypadku sprzedawca zwraca kupującemu nie tylko te pieniądze, które otrzymał, lecz także wszystkie koszty — w tym koszty różnych usług serwisowych i rejestracji samochodu.
Warto też mieć świadomość, że jeśli reklamacja kupującego jest uzasadniona, to najbardziej opłaca się po prostu rozwiązać umowę i zwrócić pieniądze, ewentualnie jakoś dogadać się w przypadku pozostałych kosztów. Jest wiele przypadków, w których sprawy dotyczące ukrytych wad samochodów trwały latami, ale na końcu okazywało się, że z powodu różnych odsetek i kosztów sprzedawca oddawał kupującemu znacznie więcej, niż otrzymał za samochód. I dostał z powrotem auto np. cztery lata starsze.
Czy prywatny sprzedawca tak samo odpowiada za wady używanego samochodu jak profesjonalny handlarz?
Nie do końca. Od profesjonalnego sprzedawcy można oczekiwać, że doskonale zna stan samochodu i szczegółowo poinformuje o nim kupującego; nie chodzi nawet o zatajanie wad, ale o informację o wadach, których kupujący nie potrafi sam zauważyć. Nie działa tłumaczenie "nie wiedziałem" — profesjonalny sprzedawca ma obowiązek wiedzieć, a jeśli sprzedaje samochód, którego stanu nie zna, to ryzykuje.
Przede wszystkim jednak w przypadku, gdy prywatna osoba kupuje używany samochód od handlarza, rękojmi nie można "wyłączyć" — można ją jedynie skrócić (do roku). W przypadku, gdy prywatna osoba kupuje używany samochód od innej prywatnej osoby, można rękojmię ograniczyć albo całkiem wyłączyć.
Nie jest jednak odpowiedni zapis w umowie, że "kupujący zapoznał się ze stanem samochodu"; lepiej jest napisać: "strony wspólnie postanowiły, że przepisy dotyczące rękojmi nie mają zastosowania do niniejszej umowy". Świadomi zagrożeń są sprzedający, którzy bez takiego zapisu w umowie nie sprzedadzą używanego auta. Z drugiej strony kupujący nie powinien obawiać się oszustwa, bo jeśli okaże się, że sprzedający samochód oszukał go, taki zapis nie działa.
Wyłączenie lub ograniczenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym
Rękojmia: jakie są terminy? Aż trzy lata?
Zasadniczo termin działania rękojmi to dwa lata, przy czym w przypadku rzeczy używanych, gdy sprzedawcą jest firma, a kupującym konsument, może on być skrócony (na piśmie) do roku.
Sprzedawca odpowiada z tytułu rękojmi, jeżeli wada fizyczna zostanie stwierdzona przed upływem dwóch lat od dnia wydania rzeczy kupującemu.
Roszczenie o usunięcie wady przedawnia się po roku od stwierdzenia tej wady, a może ona być stwierdzona dopiero pod koniec dwuletniego okresu trwania rękojmi. W przypadku umowy pomiędzy firmą a prywatnym nabywcą roszczenie nie może jednak przedawnić się przed upływem dwóch lat od przekazania samochodu.
wad przedawnia się z upływem roku, licząc od dnia stwierdzenia wady.
Jeśli osoba fizyczna zażąda od profesjonalnego handlarza usunięcia wady albo obniżenia ceny, sprzedawca ma dwa tygodnie na odpowiedź. Jeśli nie odpowie, sądowe przymuszenie go do zapłaty jest właściwie kwestią wyłącznie techniczną.
Jeżeli kupujący będący konsumentem zażądał wymiany rzeczy lub usunięcia wady albo złożył oświadczenie o obniżeniu ceny, określając kwotę, o którą cena ma być obniżona, a sprzedawca nie ustosunkował się do tego żądania w terminie czternastu dni, uważa się, że żądanie to uznał za uzasadnione.
Jeśli sprzedawca podstępnie zataił wadę samochodu (lub innego przedmiotu), rękojmia w odniesieniu do tej wady działa bezterminowo.