Promocji jest dużo, a rabaty są zaskakujące. Tyle, że korzystając wyłącznie z cenników, można się oszukać — przynajmniej w odniesieniu do niektórych marek. To dlatego, że jedne marki ogłaszają promocje wszem i wobec, ale już diler ma bardzo ograniczoną przestrzeń, żeby dalej obniżać ceny — więc dostajesz to, co widzisz na stronie internetowej. Z kolei w innych firmach rabaty cennikowe są skromne, ale za to diler ma duże pole do popisu, nierzadko oferując duży rabat bez proszenia. A oto kilka propozycji średnich i dużych SUV-ów, które sprawdzają się w codziennym użytkowaniu, jak i podczas dalszych, rodzinnych wyjazdów. Nie chcę wydawać dużo pieniędzy, ale też nie wezmę byle czego i szukam dobrej oferty. Co zatem brałbym pod uwagę?
Skoda Kodiaq – ten duży rodzinny SUV z rabatem 29 tys. zł
Skoda Kodiaq
Maciej Brzeziński / Auto Świat
Skoda już dawno przestała być marką budżetową, a wyjściowe ceny, zwłaszcza tych bardziej popularnych modeli, są poza zasięgiem wielu kupujących nowe samochody. Ale też design i technika nie ustępują w niczym temu, co można spotkać w samochodach wiodącej marki koncernu — Volkswagena.
Kodiaq należy — z punktu widzenia dużej rodziny — do najciekawszych modeli Skody: to duży SUV z napędem na przód albo na cztery koła, mieszczący pięć osób, a opcjonalnie siedem. Do wyboru są silniki benzynowe, miękkie hybrydy, hybrydy plug-in i diesle.
Mając ograniczony budżet, rozważyłbym auto z silnikiem 1.5 TSI, który w Kodiaqu występuje w 160-konnej wersji hybrydowej, gdzie benzynowy silnik współpracuje z 7-biegową przekładnią DSG. Dlaczego ten? Wprawdzie ta wersja napędowa nie ma opcji 4x4 (to wada), ale volkswagenowski silnik 1.5 TSI z układem mikrohybrydowym zaskakująco dobrze radzi sobie nawet w konfrontacji z dużym SUV-em. Jest prawdopodobnie nieco za słaby do współpracy z napędem 4x4 stosowanym w Kodiaqu, ale w wersji z napędem na przód daje radę. Silnik 1.5 TSI jest przy tym zaskakująco oszczędny — prezentuje zużycie paliwa niemal na poziomie pełnej hybrydy. Tyle że oficjalna cena "startowa" tego samochodu to 182 tys. 250 zł. Całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że na pewno będą jakieś dopłaty, niemal na pewno zdecydujemy się na jakieś dodatkowe wyposażenie albo akurat dostępny będzie samochód dodatkowo doposażony. Obecnie jednak cena "startowa" Skody Kodiaq to 155 tys. 250 zł. Oczywiście, nie należy sądzić, że z dnia na dzień cena spadła o blisko 30 tys. zł. Nie aż tyle, ale spadła: w cenniku najniższa cena z ostatnich 30 dni to 167 tys. 750 zł.
Warto przy tym mieć świadomość, że gdy przyjdzie do decydującego "starcia" z dilerem, niemal na pewno dostaniemy dodatkowy rabat w formie obniżki ceny albo dodatkowego wyposażenia bez dopłaty. Trzeba też liczyć się z tym, że jeśli chcemy dostać auto od ręki, wybór może być ograniczony. Diler, z którym się skontaktowałem, zaproponował "na szybko" dość bogatą wersję Drive, która wraz z dodatkowym wyposażeniem kosztuje ponad 200 tys. zł. Po rabacie w wysokości 29 tys. 500 zł wyglada to trochę lepiej – auto kosztuje realnie 172 tys. zł.
- Zalety: świetnie zaprojektowane wnętrze, bogata lista opcji do wyboru, udany silnik 1.5 TSI.
- Wady: wybierając zbyt wiele opcji, narażamy się na gwałtowny wzrost ceny samochodu
Mazda CX-5 – cena na ten samochód brzmi jak wieczna promocja
Nowa Mazda CX-5 2026
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Mazda CX-5 to ten przypadek, w którym na superpromocję czy wysoki rabat u dilera nie ma co liczyć. Ale za to oficjalny cennik wygląda zachęcająco — tego naprawdę dużego SUV-a o długości prawie 4,7 m, wyposażonego w solidny silnik o poj. 2,5 l, można kupić już za 143 tys. 300 zł. Jeśli jednak zależy ci na efektownym wyglądzie i chciałbyś mieć samochód w najbardziej rozpoznawalnym i efektownym kolorze, w jakim występują Mazdy (czyli czerwonym), od razu dopisz do wydatków 4500 zł — wychodzi 147 tys. 800 zł. Diler, którego poprosiłem o ofertę na taki samochód, zaoferował rabat w wysokości... 900 zł. Bardzo, bardzo skromny ten rabat, ale przynajmniej samochód w porządku. Prawda jest jednak taka, że aby auto nie było pozbawione istotnych elementów wyposażenia, trzeba wydać więcej — 159 tys. 700 zł na wersję Centre-line plus lakier, minus niewielki rabat. Ale za to takie auto na podjeździe garażu prezentuje się naprawdę elegancko.
- Zalety: duży silnik, rozsądne osiągi, pojemne i komfortowe wnętrze.
- Wady: to model na tyle specyficzny, że jego wada jest jednocześnie prawie zaletą: podczas dynamicznej jazdy 2,5-litrowy silnik Mazdy CX-5 okazuje się dość paliwożerny, ale z drugiej strony podczas spokojnej jazdy zużycie paliwa trzyma się daleko od symbolicznej "dychy".
Volkswagen Tiguan: SUV mniejszy, ale bardziej uniwersalny
Volkswagen Tiguan
Auto Świat
Jeśli ktoś nie potrzebuje bardzo dużego SUV-a, a zależy mu na większej uniwersalności i zwinności w mieście, to Tiguan będzie idealny — zwłaszcza że jego cena (w wersjach bardziej ekonomicznych) właśnie spadła o 20 tys. zł. A to oznacza, że najtańszego Tiguana ze 131-konnym silnikiem eTSI można kupić... poniżej 130 tys. zł. Co ciekawe, takie samochody rzeczywiście są dostępne.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Auto będzie jednak dużo lepsze, gdy zamiast podstawowej wersji Trend zdecydujemy się na środkową wersję Life Plus. Cena od razu rośnie do 147 tys. zł, ale... kuszącą opcją jest wybór mocniejszej wersji silnikowej — też 1.5 eTSI, ale o mocy 160 KM. Wtedy cena cennikowa startuje od 155 tys. 900 zł. To niemal na pewno jeszcze nie koniec, bo lista opcji, które warto dokupić, jest długa, niemniej 160-170 tys. zł powinno wystarczyć na miło skonfigurowane auto. To niemało, ale wciąż o ok. 20 tys. zł mniej niż jeszcze kilka tygodni temu.
- Zalety: dobry napęd, dość przyjazny — na tle obecnego standardu rynkowego — interfejs użytkownika, uniwersalny rozmiar auta; długa lista opcji pozwalająca na szeroki zakres konfiguracji auta;
- Wady: wykończenie wnętrza, zwłaszcza w tylnej części nadwozia, pozostawia nieco do życzenia; niemal każda wersja auta pozbawiona jest istotnych elementów wyposażenia, które można dokupić, ale to winduje cenę.
Jeśli chcesz taniego, europejskiego SUV-a, to Dacia Bigster nie ma konkurencji. Nie ma też przecen
Dacia Bigster
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Jeśli ma być tanio przy zakupie i potem, i w trakcie używania, a jeszcze korzystnie podczas późniejszej odsprzedaży, to prawdopodobnie lepszej oferty nie znajdziesz. Ale coś za coś: twardość plastików w Dacii Bigster jest legendarna, a kokpit jest wręcz toporny. Ale są i zalety: Dacia niczego nie udaje i jest spójna stylistycznie, miejsca zwłaszcza z przodu mają proporcje europejskie, a do tego auto ma ciekawe, właściwie bezkonkurencyjne napędy. Są one bezkonkurencyjne o tyle, że wybór jest prosty: albo pełna hybryda na bazie silnika 1,8, która zaskakująco dobrze jeździ i mało pali, albo mikrohybryda (trzycylindrowy silnik 1,2), która jest dużo mniej przyjemna w obyciu, ale za to ma instalację gazową. W opcjach gazowych jest nawet możliwość zamówienia Dacii Bigster z napędem 4x4. Cena? Najdroższa wersja Extreme z pełną hybrydą (na wyposażeniu m.in. szklany dach) kosztuje 133 tys. 400 zł; Bigster 1,2+LPG 4x4 w wersji Extreme kosztuje 137 tys. 600 zł. Dokupić można niewiele: pakiet parkingowy z czujnikami wokół auta i kamerą za 2200 zł i pakiet zimowy (grzane fotele, kierownica i przednia szyba) za 2300 zł — tyle.
Niestety, rabaty dilerskie są raczej niskie. Diler, którego poprosiłem o ofertę na najbogatszego Bigstera, zaproponował opust 1800 zł. No cóż... pozostaje przyjąć, że w Dacii "czarny listopad" trwa cały rok.
Lexus NX – (dużo) taniej już nie będzie, jest obniżka o ponad 40 tys. zł
Lexus NX
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Lexus NX jest teraz tani, a przynajmniej tańszy niż kiedykolwiek — wiadomo już, że nadchodzi nowa odsłona tego popularnego modelu. Ale czy lepsza? Na razie trudno powiedzieć, można natomiast być niemal pewnym, że droższa. W ofercie wyprzedażowej nieźle wyposażony Lexus NX kosztuje oficjalnie 219 tys. 100 zł, co oznacza opust w odniesieniu do ceny "startowej" na poziomie prawie 46 tys. zł. I może to nie być wszystko, bo niektórzy dilerzy są skłonni zejść z tej ceny o dalsze 4-5 tys. zł.
A trzeba wiedzieć, że Lexus NX to ucywilizowany odpowiednik ulubionego SUV-a wielu polskich kierowców — Toyoty RAV4: ten sam napęd hybrydowy (starszej generacji w porównaniu z obecną RAV-ką) na bazie niezniszczalnego silnika 2.5, ale lepsze wyciszenie kabiny i o wiele subtelniejsze wykończenie wnętrza, w tym bardzo przyjemne elektryczno-mechaniczne klamki. To auto — inaczej niż Toyota — jest wstępem do samochodów premium. Premium w cenie... niepremium.
Zalety: napęd kompromisowo łączący osiągi i zużycie paliwa, dobre warunki gwarancyjne, niska utrata wartości, uniwersalny rozmiar samochodu — dobry do miasta i na dalsze wyjazdy; wnętrze mniej kontrowersyjne niż w nowej, nadchodzącej wersji Lexusa NX.
Wady: "schodzący" model, czyli malejący "prestiż" — ale kto by dbał o takie głupoty...
Ponad 50 tys. zł rabatu na Forda Kugę. Przekonany?
Ford Kuga
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Kuga oferowany jest ze zwykłym silnikiem benzynowym 1,5 (od ok. 120 tys. zł), ze zwykłą hybrydą na bazie silnika benzynowego 2,5, a także jako plug-in (silnik o poj. 2,5 l). Starając się zmieścić w skromnym budżecie, a jednocześnie wyjechać autem o rozsądnych osiągach i umiarkowanym zużyciu paliwa, celowałbym w wersję hybrydową. Rabaty, o jakich mówi cennik Forda, są naprawdę kuszące: auto w bardzo dobrze skonfigurowanej "środkowej" wersji ST-Line X, które wyjściowo kosztowało od 207 tys. 720 zł, można kupić — teoretycznie — za 165 tys. 720 zł — czyli rabat wynosi 42 tys. zł.
No to pytam dilera, co ma. Okazuje się, że zwłaszcza jeśli ktoś chce samochód od ręki, wybór jest dość ograniczony, ale diler ma na stanie wersję St-Line X — tyle że jeszcze dodatkowo "dopasioną", co teoretycznie podwyższy cenę o prawie 14 tys. zł. Okazuje się jednak, że samochód, który teoretycznie poza promocją kosztuje 221 tys. 270 zł, po rabacie w wysokości nieco ponad 52 tys. zł jest do wzięcia za równe 169 tys. zł. I są nawet dwa kolory do wyboru...
Już na oko widać, że taka oferta — pomimo ogromnego rabatu — nie wytrzymuje starcia z ceną "chińczyka" o podobnej wielkości. To jednak zupełnie inny samochód: ma napęd hybrydowy na bazie silnika spalinowego o poj. 2,5 l, dość przyjemny interfejs użytkownika i europejskie proporcje wnętrza... Pomimo promocji nie jest tanio, ale oferta godna rozważenia.
Jakiego chińskiego rodzinnego SUV-a można kupić w dobrej cenie?
MG HS Hybrid+
SAIC MOTOR
Jeśli chodzi o chińskie SUV-y, raczej nie brałbym pod uwagę samochodu ze zwykłym silnikiem spalinowym: większość tych aut, pomimo teoretycznie wysokiej mocy, ma bardzo przeciętne osiągi, za to lubi wypić. Chińskie hybrydy — to co innego.
Raczej nie brałbym pod uwagę także samochodu, który nie ma pełnej europejskiej homologacji — brak homologacji to nie tylko różne ograniczenia (w wielu wypadkach np. brak możliwości montażu haka holowniczego), ale też duże prawdopodobieństwo, że ten model albo szybko się zmieni, albo zniknie. Zdecydowanie bezpieczniejsze są, ze względów serwisowych, chińskie auta sprzedawane w dużych liczbach, także poza Polską. Takim przypadkiem jest MG HS, które zdecydowanie nie zachwyca wnętrzem, ale może pochwalić się całkiem niezłym napędem hybrydowym. Niezłym i niedrogim — jeszcze niedawno za bardzo zbliżone pieniądze sprzedawali samochody wyposażone w silniki spalinowe, które w ciągu krótkiego czasu radykalnie straciły na wartości za sprawą pojawienia się zwykłych hybryd, które mają sens.
MG HS w hybrydzie można kupić już za 117 tys. 900 zł i wziąć w cenie komplet opon zimowych. Druga opcja to HS w bogatszej wersji za 128 tys. 900 zł. Pytacie o rabat? Ceny obu tych wersji w ciągu miesiąca staniały o 11 tys. zł — co wynika z faktu, iż wojna cenowa — także bratobójcza pomiędzy chińskimi markami — staje się wręcz rozpaczliwa.
Jednocześnie wygląda na to, że na dalsze obniżki, a w każdym razie na duże obniżki, nie ma chyba co liczyć.
Zalety: responsywny, mocny napęd hybrydowy (224 KM), bogate wyposażenie w kontekście ceny, niskie zużycie paliwa.
Wady: układ jezdny z trudem "ogarniający" osiągi napędu hybrydowego, średnia jakość ekranów, nieprzyjazny interfejs użytkownika
Niska cena w cenniku — dużo jeszcze można utargować u dealera?
Okazuje się, że oferty dilerskie przestały "bić na głowę" to, co wynika z oficjalnych cenników. Za to cenniki stały się bardziej przyjazne — dużo lepsze niż przed rokiem. Najwyraźniej zachodnie marki dostosowały przekaz do realiów narzuconych przez importerów chińskich samochodów: coraz wyższe obniżki cen oficjalnych wiążą ręce dilerom, którzy nie bardzo mogą już schodzić z ceny. Najwyższy opust, jaki udało mi się uzyskać we wstępnych rozmowach z dilerami, dostałem w Fordzie: 52 tys. zł zamiast 42 tys. zł, o których mówił cennik; ostatecznie jednak wyszło na to, że oferta jest zbliżona do tego, co oferuje konkurencja — biorąc pod uwagę wielkość, jakość samochodu oraz jego wyposażenie.
A najlepsza oferta, na jaką trafiłem, to "schodzący" Lexus NX — to auto już w nowej wersji za rok będzie niemal na pewno dużo droższe. Zresztą wszystkie samochody mogą zdrożeć — jeśli chcecie kupić nowy samochód, jest to dobry moment.