Logo

Producenci między młotem a kowadłem. Znaleźli rozwiązanie, by pogodzić kierowców i UE

W teorii mają ograniczać liczbę wypadków i chronić uczestników ruchu przed doznawaniem obrażeń. W praktyce elektronika, zamiast pomagać, staje się źródłem frustracji, a czasem wręcz zniechęca do kupienia nowego samochodu. Więc producenci, stojąc między młotem a kowadłem, sprawili, że wilk jest syty, a owca cała. I to jednym przyciskiem.

Czy kierowcy naprawdę chcą obowiązkowych systemów?

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Żeby było jasne, to nie bezpieczeństwo jest problemem, ale natarczywość, z jaką wprowadzane są kolejne systemy. Być może pamiętacie czasy, gdy do samochodów trafiały poduszki powietrzne, systemy ABS i ESP, czy choćby komunikaty przypominające o zapięciu pasów. Czy komuś przeszkadzały? Nie. Czy ratowały z opresji? Owszem. Najbardziej irytujące są te systemy, które ingerują w codziennej jeździe, a nie w sytuacji podbramkowej.
Wiele współczesnych systemów działa jednak bardzo zachowawczo. Reagują one na sytuacje, które z perspektywy kierowcy nie wymagają żadnej interwencji, bo panują nad samochodem. Efektem są liczne ostrzeżenia dźwiękowe, komunikaty wyświetlane na ekranach oraz nieustanne przypomnienia o potencjalnych zagrożeniach. W rezultacie część użytkowników samochodów po każdym uruchomieniu silnika zaczyna od wyłączania kolejnych funkcji.

Który przycisk zapewnia ciszę i spokój w aucie?

Producenci rozwiązują ten problem na różne sposoby. Jeden z ciekawszych pomysłów zastosowano w samochodach Renault i Dacii. Kierowca może tam skorzystać z funkcji "My Safety Perso", która pozwala wcześniej skonfigurować ustawienia systemów wspomagających. Dzięki temu po naciśnięciu odpowiedniego przycisku można szybko przywrócić preferowaną konfigurację bez konieczności przeklikiwania kilku poziomów menu. Podobne rozwiązanie ma Nissan, gdzie również konfiguruje się profil, ale jego wyłączenie robi się dwoma klikami na kierownicy. Podobne podejście ma także Geely, a wielu producentów pod rękę wystawia przycisk do wyłączenia ostrzegania o przekroczeniu ograniczenia prędkości.
Takie rozwiązania pokazują, że producenci doskonale zdają sobie sprawę z nastrojów klientów. Kierowcy oczekują bowiem pomocy tam, gdzie technologia rzeczywiście zwiększa bezpieczeństwo, ale nie chcą być nieustannie bombardowani ostrzeżeniami.
Nie tylko Renault i Dacia ma taki przycisk. Coraz więcej producentów pozwala na konfigurację profilu jazdy. W Nissanie również wystarczą dwa kliki, by wyłączyć obowiązkowe "pikacze"
Mateusz Pokorzyński / Auto Świat
Nie tylko Renault i Dacia ma taki przycisk. Coraz więcej producentów pozwala na konfigurację profilu jazdy. W Nissanie również wystarczą dwa kliki, by wyłączyć obowiązkowe "pikacze"

Które obowiązkowe systemy bezpieczeństwa najbardziej irytują kierowców?

Jednym z najczęściej krytykowanych rozwiązań jest inteligentny asystent prędkości, znany jako ISA. System wykorzystuje dane z kamer oraz map do rozpoznawania ograniczeń prędkości. Gdy kierowca przekroczy dozwolony limit, samochód natychmiast generuje ostrzeżenie.
W teorii brzmi to rozsądnie, jednak rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Błędy w odczytywaniu znaków lub nieaktualne dane mogą powodować niepotrzebne alarmy. Wielu kierowców zwraca uwagę, że nawet niewielkie przekroczenie prędkości skutkuje natychmiastową reakcją systemu, co podczas dłuższej jazdy może być zwyczajnie męczące.
Drugim często krytykowanym rozwiązaniem jest monitorowanie koncentracji kierowcy. Elektronika analizuje sposób prowadzenia samochodu i ocenia, czy kierowca może być zmęczony. Problem w tym, że takie systemy nie zawsze trafnie interpretują zachowanie człowieka. Zdarza się, że komunikat o konieczności przerwy pojawia się u osoby, która od kilku minut prowadzi pojazd i nie wykazuje żadnych oznak zmęczenia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Każdy narzeka, ale wypadków jest coraz mniej

Od lipca 2026 r. wszystkie nowe samochody osobowe sprzedawane na rynku europejskim muszą być wyposażone w rozszerzone systemy monitorowania kierowcy. W praktyce oznacza to obecność kamery obserwującej twarz oraz ruchy oczu osoby siedzącej za kierownicą.
Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że technologia może pomóc wykrywać rozproszenie uwagi i zapobiegać groźnym wypadkom. Krytycy wskazują jednak na zupełnie inny problem. Ich zdaniem systemy tego typu reagują zbyt nerwowo, a krótkie spojrzenie na ekran nawigacji, lusterko czy elementy kokpitu może zostać zinterpretowane jako niebezpieczne odwrócenie wzroku od drogi. Nawet podczas zmiany pasa, dłuższe zerknięcie w boczne lusterko powoduje natychmiastowy alarm. To także denerwuje, ale na pewno uratowało wielu kierowców przed wypadkiem lub chociaż stłuczką.
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!