3 dni obserwowania jak radzi sobie Robert Kubica i ta myśl, że to naprawdę człowieka cieszy jak widzi Polaka za kierownicą F1.3 dni świetnej zabawy i niezapomnianych wrażeń i to pozostające do dziś uczucie, że chce się wrócić na tor i to wcześniej niż za rok.Dziękujemy za to wszystko, jesteśmy naprawdę wdzięczni za możliwość dołączenia do rodziny Formuły 1. PozdrawiamyDominika i Robert ŁosDzień 1 - piątek 20.07Po męczącej jeździe zameldowaliśmy się w piątek koło 13 w Camping am Nurburgring. Chwilę mieliśmy wątpliwości czy nas w ogóle wpuszczą z powodu przepełnienia. Rozbiliśmy namiot na skrawku wolnego miejsca w jakimś lasku i poszliśmy od razu na tor. Daleko nie mieliśmy, camping jest 30 m od toru wzdłuż trybun 5-7, na T3 jest 10 min spacerkiem.Załapaliśmy się tego dnia na końcówkę 2 treningu F1, dobre wyniki Kubicy nastroiły nas optymistycznie. Na torze okazało się, o czym nie pomyśleliśmy zawczasu, mianowicie zatyczki do uszu Już na campingu odgłosy dochodzące z toru uświadamiały nam, że cicho nie będzie, ale poziom decybeli na krytej trybunie, gdzie dach jeszcze wzmacniał hałas był ledwo do zniesienia. Na szczęście ze zdobyciem zatyczek nie było problemu. Widok z trybuny wynagradzał jednak hałas, prosta start-meta była jak na dłoni, do tego padok i garaże teamów, w których wszelkie działania można było obserwować na bieżąco. Tego dnia rzuciliśmy jeszcze okiem na trening GP2 i poszliśmy pokręcić się po terenie toru i przyległościach (BMW Sauber Pit Lane Park). W Pit Lane Parku zaliczyliśmy niemal wszystko co było do zaliczenia, włącznie ze zmienianiem opon w prawdziwym bolidzie F1 na czas. Na dyplomie napisali zmierzone mojemu zespołowi 7,9 sek, niezły szok jak na 3 min treningu. Potem był F1 Show - wyjeżdżał bolid F1 i robił "hołki" ale mieliśmy kiepskie miejsce i dlatego wróciliśmy tam jeszcze raz na następny dzień. Po całym dniu wrażeń byliśmy już bardzo zmęczeni więc wróciliśmy na camping dokończyć urządzanie się, zjeść, wziąć prysznic i spać:)Oczywiście spania za wiele nie było gdyż na campingu odbywała się impreza non-stop, piwo lało się strumieniami, Niemcy z każdej strony puszczali swoje niemieckie hity, istna kakofonia. Niektórzy grali na playstation... oczywiście w F1. Do tego po zmroku zaczynała się kanonada petard. Chwilami odnieść można było wrażenie ze jesteśmy na froncie i właśnie odbywa sie bitwa o Nurburg. Tak więc spanie zaczynało się ok 3 w nocy a przed 9 już zaczynali jeździć na torze, więc siłą rzeczy a raczej dźwięku - pobudka.Dzień 2 - sobota 20.07Tego dnia już ok 11 byliśmy na torze na kwalifikacjach F1. W międzyczasie jeździło jeszcze Porsche Supercup. Najbardziej zapadł tego dnia w pamięć wypadek Hamiltona i nieprzyjemny widok gdy wynosili go z toru na noszach. Na szczęście nic się nie stało, ale wszyscy zamarli na chwilę w napięciu. Kubica był 5 więc humory kibiców były przednie, dodatkowo stymulowane mniej lub bardziej procentowymi napojami. Tego dnia zgodnie z programem miały być od 18:30 Race-Taxi-Fahren więc poszliśmy poszukać informacji gdzie się trzeba zgłosić z wejściówką od Was. Ku naszemu zaskoczeniu nikt nic nie wiedział i sprzedali nam po drodze ze 3 różne wersje. Na szczęście pani w głównej kasie toru okazała się bardziej kompetentna. Tak więc szybciutko udaliśmy się jeszcze raz na F1 show do BMW Pit Lane Parku i wróciliśmy na Race - Taxi. Okazało się, że niby miałem jechać już w piątek ale nic w programie ani na wejściówce nie było napisane, że jazdy też odbywają się w piątek. Po krótkiej perswazji przymknęli oko. Race-Taxi wyglądało tak, że każdy zespół F1 wyjeżdżał sportowymi wersjami samochodów swoich sponsorów i zabierał losowych szczęśliwców wcześniej wyposażonych przez organizatorów w kaski i specjalne "skarpety" na twarz. W sumie było jakieś 100-150 osób do przewiezienia, wejściówki można było też wygrać na licznych imprezach towarzyszących GP. Kierowcami byli chyba w większości kierowcy testowi i kierowcy innych serii. Jeździło tylko jedno Ferrari ale ci który nim jechali mieli uśmiechy od ucha do ucha jakby wygrali w totka. Mi trafiło się nieźle podrasowane Audi Toro Rosso. Nie wiem ile to auto miało "kucy" ale przeżycia były przednie. Kierowca sprawiał wrażenie że jedzie na zakupy do spożywczaka na rogu - co to dla niego jazda driftem na niemal każdym zakręcie i prędkości rzędu 180-200 km/h. Do tego non stop po niemiecku opowiadał o właśnie przejeżdżanych zakrętach i co w danej chwili robi. Ja i siedzący obok Anglik chyba niewiele z tego rozumieliśmy, w dodatku byliśmy wytłumieni przez kaski ale wrażenie pozostało. Udało mi sie zrobić kilka fotek w czasie jazdy ale bardziej zajęty byłem latającymi po całym brzuchu moimi organami wewnętrznymi.Dzień 3 - niedziela 21.07Tego dnia pogoda coś się zepsuła, zrobiło się zimno i nad torem przesuwały się złowieszczo wyglądające czarne chmury. Przed 12 zameldowaliśmy się na trybunie i zobaczyliśmy jeszcze końcówkę Porsche Supercup. O 12.30 zaczęła się parada kierowców F1, potem przeszły panie z flagami i odbyła się uroczystość nadania imienia Michaela Schumachera jednemu z zakrętów na torze. Schumi miał też honorową rundkę w swoim ferrari przy aplauzie publiczności. Parę minut przed 14 dało się w oddali zauważyć że pada deszcz jakiś kilometr-dwa od toru i przesuwa się w naszym kierunku. Start odbył się punktualnie o 14 a kilka minut potem lunęło i jeszcze bardziej spadła temperatura powietrza. Zaczęło się dziać tyle i tak szybko, że niemal nikt nie nadążał. Jednym okiem patrzałem na ekran z transmisją, drugim na tor a jeszcze trzeba było robić zdjęcia i nakręcićcoś na kamerze. 5 kierowców wyleciało na zakręcie, Heidfeld uderzył bolid Kubicy po czym obaj wylecieli z toru i wylądowali na końcu. Jak robiłem w międzyczasie foty to nie wiedziałem czy bardziej mi sie trzęsą ręce z zimna czy ze złości. Wywiesili czerwoną flagę i bolidy zaparkowały kilka metrów przed naszą trybuną. Obsługi pit-stopów zaczęły uwijać się jak w ukropie i każdy team urządził sobie warsztat na torze, niektórzy chyba po 3 razy zmieniali opony kombinując które będą lepsze na wysychającym już torze (w międzyczasie wyszło słońce). Po kilkunastu minutach wyścig wznowiono. Mogliśmy obejrzeć niebywałą ilość pit stopów, w końcówce znów zaczęło padać. Kubica bronił się dzielnie ale w końcu Heidfeld go wyprzedził, chodziły potem słuchy że miał problem z hamulcami, inni mieli teorię że kazali mu się wyprzedzić. Nie wiem ile w tym prawdy.W końcówce była wspaniała walka Alonso z Massą, dało sie odczuć że większość kibiców oprócz tych z Hiszpanii oczywiście była za Brazylijczykiem. Podsumowując wyścig był niezwykły, było w nim wszystko, szkoda że przez głupie zachowanie Heidfelda BMW w ogólności i Kubica w szczególności straciło szanse na dobre pozycje...Po wyścigu i dekoracji kibice z naszej i sąsiedniej trybuny zostali wpuszczeni na tor (a raczej w pierwszym momencie przeszli przez płot, gdzie zrobiliśmy kilka fotek:)Zaraz po wyścigu był horror na drogach więc postanowiliśmy sie przespać i wracać w poniedziałek. Podsumowując: weekend i wyścig był świetny, na pewno na długo to zapamiętamy. na pewno jeszcze kiedyś sie wybierzemy na F1, może Hungaroring, jest w podobnej odległości. Dzięki wielkie dla Auto-Świata od którego wszystko się zaczęło Uff.. ale sie rozpisałem mam nadzieje że nie przynudziłem za bardzo. Poniżej jest link gdzie można obejrzeć większość fotek które zrobiłem, odrzuciłem najbardziej nieostre i nieudane. Jeśli jakaś by Państwa zainteresowała to proszę o zwrotnego maila z jej numerem a prześlę oryginał - wszystkie zdjęcia mają 5 megapikseli więc powinno wystarczyć. Zaznaczam że jestem amatorem jeśli chodzi o fotografię i mimo dość dobrego sprzętu nie są to idealne fotki. Poza tym w praktyce się przekonałem jak ciężko fotografuje się bolidy F1, szczególnie jadące ponad 300 km/h.Tomasz Idczak