• Z racji specyfiki systemu polskie fotoradary są droższe niż używane w innych państwach o ok. 25 tys. zł za sztukę
  • Większość nowych urządzeń zastąpi używane dotąd, zużyte i skrajnie przestarzałe fotoradary
  • GITD skupia się na ściganiu przekroczeń prędkości i przejazdów na czerwonym świetle – najczęściej albo-albo, prawie nigdy obu tych wykroczeń jednocześnie. Tymczasem możliwości techniczne są znacznie większe

System automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym – brzmi dobrze i groźnie! Jaki tam nadzór nad ruchem drogowym – komentują specjaliści z branży, którzy jednak z racji brania udziału w (nielicznych) przetargach na tego rodzaju urządzenia organizowane przez GITD, muszą pozostać anonimowi. – Prawdziwe systemy nadzoru nad ruchem drogowym albo już są, albo właśnie powstają w różnych państwach Europy, o czym przekonamy się wkrótce, jeśli będzie wolno do tych krajów wyjechać na wakacje. Mysz się nie prześlizgnie! A u nas... muzeum.

Dobre wiadomości dla piratów drogowych

Tradycyjnie informacje o zakupach nowych fotoradarów i innych urządzeń do wyłapywania wykroczeń drogowych zaczynają się od słów: „szykuje się bat na piratów drogowych”, „będzie więcej mandatów”, „koniec z przekraczaniem prędkości”... W przypadku aktualnie trwających prac nad usprawnieniem polskiego systemu fotoradarowego należy jednak uczciwie powiedzieć: mogło być gorzej, tzn. lepiej... dla bezpieczeństwa na drogach.

Jak to działa za granicą, czyli będą pocztówki z wakacji

Nowoczesny fotoradar, a tak naprawdę „elektroniczny policjant”, którego „urobek” możemy podglądać, umocowany jest na wysokości 8 metrów nad jednym ze skrzyżowań w mieście Rijeka (Chorwacja). Dzięki temu nie występuje zjawisko wzajemnego przesłaniania się przez pojazdy. W okresie testowym urządzenie zarejestrowało przejazd przez skrzyżowanie 137 958 pojazdów oraz, uwaga... 21 311 wykroczeń. Oznacza to, że statystycznie jedno wykroczenie przypada na ok. 6,5 przejazdu! W praktyce nie jest jednak tak, że co szósty kierowca dostanie mandat, gdyż w wielu wypadkach, zazwyczaj występują wykroczenia łączone – np. przejazd na czerwonym świetle połączony jest z przekraczaniem dozwolonej prędkości. W naszym przypadku wygląda to tak:

  • Przejazd na czerwonym świetle – 2954 zdarzeń
  • Przekroczenie prędkości – 3334
  • naruszenie linii zatrzymania przed czerwonym światłem (zatrzymanie się na przejściu) – 367
  • naruszenie ciągłej linii w obszarze przed skrzyżowaniem – 371
  • Nie zachowanie bezpiecznego odstępu pomiędzy pojazdami – 299
  • Wjazd pod prąd (ścinanie zakrętu) – 13 984

Gdyby taka sytuacja wystąpiła w Polsce na skrzyżowaniu objętym „nadzorem”, sprzęt zarejestrowałby 2954 wykroczenia – wyłącznie przejazdy na czerwonym świetle. To dlatego, że polskie służby nie są (na szczęście dla nieostrożnych kierowców) zainteresowane stosowaniem urządzeń nowoczesnych i przestronnych. W aktualnych przetargach chodzi wyłącznie o urządzenia rejestrujące albo „czerwone światło”, albo prędkość – albo, albo.

Bez mandatu nie wyjedziesz

Foto: Auto Świat
Urządzenie wielofunkcyjne potrafi wychwycić znacznie więcej wykroczeń niż tylko przejazd na czerwonym świetle czy zbyt szybką jazdę. Mandat? Często jeszcze tego samego dnia – uważajcie!

Jakkolwiek współpraca poszczególnych państw w zakresie ścigania „wakacyjnych” wykroczeń układa się coraz lepiej i coraz trudniej uniknąć odpowiedzialności za „wykroczenie fotoradarowe” popełnione za granicą, to jednak w niektórych państwach już są albo ruszają systemy, które pozwolą rozliczyć każdego jeszcze przed opuszczeniem kraju. Pozwalają na to systemy ANPR (Automatic Number Plate Recognition – system rozpoznawania tablic rejestracyjnych) współpracujące z urządzeniami zainstalowanymi w radiowozach – tak właśnie jest w Chorwacji, która jest ulubionym celem wakacyjnym Polaków, dokąd często jeździmy samochodem.

Co do zasady system ANPR nie służy do wyłapywania miejscowych – tych można „obsłużyć” korespondencyjnie. Chodzi więc przede wszystkim o cudzoziemców. W sytuacji, gdy nasze wykroczenie zostanie zarejestrowane przez „elektronicznego policjanta”, nasz numer rejestracyjny trafia do systemu, którego „końcówki” znajdują się w radiowozach. Prawie każdy radiowóz wyposażony jest w kamerę ANPR, która rejestruje pojazdy „oczekujące na mandat”. Możemy zatem w danej chwili, zbliżając się do miejsca, gdzie policjanci mierzą prędkość, jechać nawet zgodnie z przepisami, ale jeśli wcześniej zostaliśmy automatycznie sfotografowani, to teraz policjanci zostaną ostrzeżeni, że „zbliża się klient” i nas zatrzyma – to ich obowiązek! Szansa, że unikniemy odpowiedzialności przed przekroczeniem granicy, jest bardzo mała. Na tym tle polski „system nadzoru” jest, i zapowiada się, że dalej będzie, bardzo przyjazny dla kierowców.

Foto: Auto Świat
Zestaw dowodowy wykonany przez „elektronicznego policjanta” w Rijece (Chorwacja). Tym razem trafiło na polskiego kierowcę

Elektroniczny nadzór nad ruchem – jak to działa w Polsce?

W Polsce działa dziś 435 zwykłych fotoradarów stacjonarnych, 26 fotoradarów zainstalowanych w radiowozach, 30 odcinkowych pomiarów prędkości, 20 rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle. Tyle. Żadnych urządzeń wielofunkcyjnych jak opisany „elektroniczny policjant” rejestrujący kilkanaście różnych typów zdarzeń. Dojdzie nieco ponad 270 nowych fotoradarów, ale... znakomita większość posłuży do zastąpienia przestarzałych fotoradarów, tu nie chodzi o powstawanie nowych lokalizacji. Z odpowiedzi zamawiającego na pytanie jednego z potencjalnych dostawców o lokalizacje nowych urządzeń i ewentualne przyłącza energetyczne, dowiadujemy się:

I dalej:

Nieoficjalnie wiadomo, że GITD chce pozbyć się m.in. przestarzałych fotoradarów Zurad CM. Znikną starsze urządzenia, które mają bardzo wątpliwe podstawy prawne swojego działania, nie będąc całkowicie zgodnymi z Zatwierdzeniem Typu. Nowe fotoradary będą zdecydowanie nowocześniejsze, będą potrafiły odczytywać tablice rejestracyjne, ale powstania i działania takiego systemu, jaki właśnie budowany jest w Chorwacji, zdecydowanie nie należy się obawiać.

Pojawi się 30 nowych urządzeń rejestrujących przejazd na czerwonym świetle , trochę nowych odcinkowych pomiarów prędkości.

Fotoradary z odczytem tablic, marki i modelu auta... ale czy na pewno?

Ciekawostka: GITD wbrew sugestiom niektórych potencjalnych dostawców upiera się, aby nowe fotoradary automatycznie rozpoznawały markę i model pojazdu, choć informuje oficjalnie, że nie będzie sprawdzać, jaka jest skuteczność działania tej opcji (jest ograniczona). Wiadomo jednak, że po pierwsze, funkcjonalność ta nie jest obecnie do niczego potrzebna (przynajmniej w kwestii rejestrowania wykroczeń), natomiast generuje koszty stałe polegające na regularnym uzupełnianiu bazy danych prze dostawców urządzeń, co oznacza rachunki.

W Polsce fotoradary droższe

Z koniecznością rozpoznawania marki i modelu auta wiąże się kwestia integracji fotoradarów z systemem. Zazwyczaj (w wielu krajach) rozwiązuje się to tak, że fotoradar wysyła paczkę danych w formie dla siebie najwygodniejszej, a dopiero w bazie „moduł integrujący” tłumaczy język fotoradaru na język systemu operatora. U nas każdy fotoradar stacjonarny wyposażony jest w osobny moduł wart ok. 25 tys. zł; z racji wymagań technicznych (m.in. rozpoznawanie marki i modelu) najwygodniej jest dostawcom fotoradaru kupić ten moduł w firmie zewnętrznej, która dysponuje technologią rozpoznawania marki i modelu.

Pudrowanie systemu za 160 mln zł

Po podpisaniu umów na towar i usługi za ponad 160 mln zł (tyle jest do wydania, przy czym Unia Europejska wykłada aż 85 proc. tej sumy) początkowo nie zmieni się nic, a dopiero w ciągu ok. 2 lat zostaną zainstalowane nowe urządzenia, w większości przypadków po prostu zastąpią stare w obrębie tego samego, przestarzałego systemu o ograniczonej przepustowości. Częściowo jest to racjonalne – nawet dziś znaczna część fotoradarowego „urobku” zwyczajnie się marnuje, bo GITD nie ma wystarczających możliwości organizacyjnych (zwracał na to uwagę raport NIK). Tak więc osoby, które lubują się w przekraczaniu dozwolonej prędkości, nie powinny się specjalnie obawiać. Owszem, wpadki – także spektakularne – zdarzają się i dziś, ale jednak statystycznie ryzyko ukarania przez „automatyczny system nadzoru” jest w Polsce wyjątkowo niskie.