Motocykle z czasów ZSRR wracają na rynek — ekscytują się rosyjskie media. Piszą, że nowe modele z "kultowej" fabryki przyciągają uwagę nie tylko przystępną ceną, lecz także nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi. Podobno – tak piszą – ten ruch może "zamieszać" na rosyjskim rynku motocykli. Prawda jest taka, że nowe rosyjskie motocykle będą konkurować z tanią chińszczyzną, ale głównym argumentem będzie nie tyle nowoczesność, co "naszość".
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Grisha Bruev / Shutterstock
Radziecki kultowy motocykl Woschod 3-M. Fabryka rozpoczyna zarzuconą w przeszłości produkcję jednośladów
Założone w 1916 r. Zakłady im. Diegtiariowa w Kowrowie 300 km na wschód od Moskwy to nic innego jak zasłużona fabryka broni; sugeruje to nawet jej patron — inż. Wasilij Diektiariow to znany dobrze w Rosji konstruktor karabinów maszynowych i innej broni strzeleckiej.
Po II wojnie światowej w Kowrowie produkowano także sprzęt cywilny, m.in. motocykle — w latach 50. XX w. były to maszyny serii K, potem średniej wielkości, niedrogie motocykle "Kowrowiec", a później, jeszcze w latach 90. XX w. — motocykle Woschod (ros. Wschód).
Radzieckie motocykle z Kowrowa były marne, ale tanie i dostępne
Co to były za maszyny! Taki Woschod 2-M produkowany pod koniec lat 70. w setkach tysięcy egzemplarzy miał dwusuwowy silnik o pojemności prawie 175 cm o mocy aż 14 KM, który pozwalał na złamanie bariery 100 km na godz. Miał szerokie opony, toporne (i odporne) zawieszenie i, co ciekawe, nie miał akumulatora.
Jakość wykonania motocykli Woschod była, można powiedzieć, średnia lub wręcz kiepska (Rosjanie z lekką zazdrością spoglądali m.in. na czechosłowackie Jawy), jazda po zmroku z ledwie żarzącymi się światłami była wyzwaniem, ale niska cena, ogólna prostota konstrukcji, dostępność części i tanie naprawy to były argumenty "za". Dziś wielu Rosjan z sentymentem wspomina toporne radzieckie motocykle, podobnie jak w Polsce wielu starszych motocyklistów pamięta WSK-i, WFM-ki czy Junaki.
Z czasem zainteresowanie Rosjan topornymi motocyklami rodzimej produkcji spadało. Używane motory zachodnich marek, choćby enerdowskie MZ-ki były po prostu lepsze, więc z czasem w Kowrowie zarzucono produkcję motocykli. Inna rzecz, że fabryka o takim profilu jak Zakłady im. Diegtiariowa nawet w chudych latach ma co robić, zwłaszcza w Rosji.
Ale teraz radzieckie motocykle wracają. Jak można przeczytać między wierszami w rosyjskich publikacjach na ten temat, na wysoką jakość wyrobów nikt specjalnie nie liczy; podkreślane są przystępne ceny, "nowoczesność" (a jakże), sentyment Rosjan do marki, no i "naszość". Kupując motocykl z Kowrowa, wspierasz krajową produkcję.
Trzy nowe modele rosyjskich motocykli. Dasz radę opanować tę moc?
ZiD
Nowy model motocykla z Kowrowa, poj. 125 ccm
Na początek modele są trzy. ZID-125 opisywany często jako motorower wyposażony jest w czterosuwowy silnik o pojemności 120 cm³, ma moc 5 kW i moment obrotowy 8,6 Nm. Jego maksymalna prędkość to 75 km na godz., a cena wynosi 86 800 rubli, czyli — na nasze — nieco ponad 3800 zł; ma to być jeden z najtańszych tego typu pojazdów na rynku.
Większy ZID-250 ma silnik o pojemności 225 cm³ i moc 14 KM. Według danych technicznych producenta maszyna o masie własnej 144 kg rozpędza się do — uwaga — 85 km na godz. Szaleństwo! Za to cena jest przystępna i wynosi 144 000 rubli, czyli ok. 6400 zł (na rabat mogą liczyć nabywcy mieszkający w promieniu 600 km od zakładu produkcyjnego).
Najmocniejszy w gamie ZID 300-01 ma silnik o pojemności 283 cm³ chłodzony cieczą o mocy 21 KM. Ten sprzęt osiąga prędkość 120 km na godz. Nie wiadomo, ile kosztuje oficjalnie, ale "z drugiej ręki" podobno ok. 200 tys. rubli (niecałe 9 tys. zł).
ZiD
Flagowy model motocykla Zakładów im. Diegtiariewa – "trzysetka"
Zadziwiający ruch rosyjskiej fabryki broni. Udają zakład cywilny?
W aktualnej sytuacji pomysł o przywróceniu produkcji cywilnej w fabryce, która na co dzień nie chwali się szczegółami swoich wyrobów (ale można domyślać się, że zajmuje się głównie produkcją broni), może zaskakiwać. Według rosyjskich dziennikarzy branżowych to bardzo dobry ruch, bo wspiera on krajowy przemysł, zapewnia miejsca pracy, no i krajowe produkty są "prostsze w budowie i tańsze w utrzymaniu" od sprzętu pochodzącego z importu. Przy czym obecnie w Rosji "pojazd z importu" to domyślnie "chińczyk".
Nowe rosyjskie motocykle mają także "podtrzymać zainteresowanie rosyjską myślą techniczną" – cokolwiek się tym się kryje. Niewątpliwie klientów na tanie motory nie zabraknie, a jednym z nich może być... rosyjska armia. Wiadomo przecież, że nie tylko motocykle, lecz także rowery elektryczne, a nawet hulajnogi masowo wykorzystywane są na froncie wojny z Ukrainą w niemal samobójczych atakach na pozycje nieprzyjaciela; w tym zastosowaniu ani jakość, ani osiągi, ani trwałość wyrobów motoryzacyjnopodobnych nie ma większego znaczenia.