- Praktyczne szkolenie kandydata na kierowcę w przypadku prawa jazdy kat. B trwa 30 godzin
- Kandydat na kierowcę ma 30 godzin na przygotowanie się do egzaminu, naukę parkowania, opanowanie jazdy w mieście oraz w warunkach autostradowych
- W pracy instruktora nauki jazdy nie pomaga agresja kierowców, którzy nerwowo reagują na wolno jadące i gasnące na skrzyżowaniach "elki"
- Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Po blisko 20 latach wróciłem do zawodu instruktora nauki jazdy. Wysoka inflacja, raty kredytu hipotecznego rosną, podwyżki w pracy nie ma, trzeba dorobić – pisze w liście do redakcji »Auto Świata« instruktor Michał. – Jest to wdzięczne zajęcie, gdy można obserwować, jak w ciągu 30 godzin wsiada do auta kompletny dyletant w dziedzinie prowadzenia auta, a po ukończonym kursie wysiada adept przygotowany do podboju wszelkich wyzwań w ruchu drogowym. Dotychczas, jeżdżąc po ulicach swojego miasta jako zwykły kierowca, miałem wrażenie, że kultura jazdy z roku na rok się poprawia. Ja wpuszczę kogoś, ktoś wpuści mnie, pieszy się ukłoni za ustąpienie pierwszeństwa na przejściu dla pieszych, ktoś inny podziękuje światłami awaryjnymi. Niestety, okazało się, że nie zawsze jest tak sielsko i miło. Wśród 22 mln osób posiadających prawo jazdy w Polsce na drodze można spotkać wiele czarnych owiec.
Dlaczego "elki" denerwują doświadczonych kierowców?
Owczy pęd czarnych baranów szczególnie upodobał sobie kandydatów na kierowców, poruszających się po drogach z wielką literą »L« na dachu. Z pasją używają sygnałów dźwiękowych, gdy kursantowi zgaśnie auto na skrzyżowaniu lub za wolno rusza. Przypomnę mistrzom kierownicy, że sygnału dźwiękowego można używać tylko, gdy zachodzi konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie. Ponadto ustawa Prawo o ruchu drogowym zobowiązuje innych kierujących, którzy przejeżdżają obok pojazdu szkoleniowego lub jadą za nim, do zachowania szczególnej ostrożności.
Jedna "elka" na drodze to nie problem? W niektórych miejscach jest ich więcej...
Nie mam pojęcia, jakie to zagrożenie stanowi początkujący kierowca ze wspomnianą »elką« i nie rozumiem, dlaczego ta litera na niebieskim tle działa jak czerwona płachta na niektórych macho poruszających się po drogach. Nie jest to sytuacja komfortowa, gdy trąbiący za nami pojazd wyprzedza nas agresywnie, kierowca wymachuje nerwowo rękoma, puka się po głowie, robi dziwne miny i wykrzykuje niewybredne komentarze. Ostatnio mojemu kursantowi Mateuszowi, na trzeciej lekcji zgasł samochód na skrzyżowaniu. Narowisty kierowca za nami wyczuł w tym »niebezpieczną sytuację«, gdyż postanowił nas sowicie otrąbić. Chłopaka tak to poruszyło, że trzykrotnie nie potrafił poprawnie ruszyć. Przez pozostały czas zajęć był bardzo zdenerwowany i rozdrażniony. Na końcowym podsumowaniu jazdy ze smutkiem stwierdził, że był wytrąbiony i go to rozbiło.
Instruktor w "elce" nie ma pedału gazu i nie ma kierownicy
Proszę zrozumieć, że instruktor nie może bez końca jeździć z kursantem po placu parkingowym. Nie trzyma również kierownicy i zazwyczaj nie posiada pedału gazu. Nie siedzi w głowie kursanta i nie jest w stanie przewidzieć wszystkich decyzji podopiecznego. A te niekiedy bywają zaskakujące i naprawdę nieprzewidywalne. Gdy pytam, dlaczego ktoś podjął tak dziwny manewr, często nie potrafi znaleźć logicznej odpowiedzi. Elementem kształcenia jest też podejmowanie samodzielnych decyzji, dlatego niektóre zachowania ucznia są opóźnione. Nie można bez końca podpowiadać prawidłowych rozwiązań.
Zamiast trąbić, spróbuj pomóc
Pragnę podziękować tej przeważającej części kierowców, którzy ze zrozumieniem podchodzą do nieporadności kierującego z »L« na dachu. Wiedzą, że należy zachować szczególną ostrożność, poruszając się w pobliżu pojazdu szkoleniowego. A nawet pomagają, informując, że kursant, włączając niepoprawnie kierunkowskaz, wyłączył światła. Wszystkim niecierpliwym i agresywnym kierowcom dedykuję stare porzekadło: »Nie pamięta wół, jak cielęciem był«. I proszę – nie trąb na »elkę«, to nie pomaga!