Na facebooku pojawił się post wzywający do protestu przeciwko wysokim cenom paliw na polskich stacjach. Pomysłodawca namawia kierowców do zbojkotowania stacji paliwowych w najbliższy poniedziałek, 26 listopada. W poście czytamy:

„Duża Akcja Protestacyjna przeciwko podwyżkom cen paliw. Poniedziałek 26.11. nie tankujemy na żadnej stacji benzynowej, kto musi tankować, niech to zrobi w niedziele 25.11. Wyślij dalej tę Akcję Protestacyjną do wszystkich swoich kontaktów, zaprotestujmy przeciwko dalszym podwyżkom.” (pisownia oryginalna).

Mimo że założenia samej akcji są dość naiwne i poniekąd słusznie wyśmiewane przez cześć facebokowiczów, to popularność tego apelu pokazuje, jakie nastroje panują wśród polskich kierowców. Informacja w ekspresowym tempie rozeszła się po serwisie społecznościowym. Sam tylko post pomysłodawcy akcji został już udostępniony ponad 12 tysięcy razy i szybko przybywa kolejnych udostępnień.

Chociaż sukces facebookowej akcji jest wątpliwy, sam fakt organizowania tego typu protestu powinien dać do myślenia decydentom. Tym bardziej że nie wiadomo, w jakim kierunku się rozwinie. Kto wie, może przeistoczy się w większą ogólnopolską akcję?

Francuscy i bułgarscy kierowcy udowodnili niedawno, że podobne akcje nie zawsze skazane są na fiasko. W tych dwóch krajach po protestach zmotoryzowanych obywateli ceny paliw na stacjach wyraźnie spadły. Według danych Eurostatu nad Sekwaną cena benzyny bezołowiowej w ciągu miesiąca spadła aż o 9,6 eurocenta, a w przypadku diesla o 5,7 eurocenta. W Bułgarii natomiast, w ostatnim tygodniu spadły aż o 6 eurocentów na litrze benzyny bezołowiowej. Dla porównania w ciągu ostatniego miesiąca w Polsce ceny obniżyły się zaledwie o 2,6 eurocenta. Biorąc pod uwagę fakt, że hurtowe ceny paliwa w Europie rafinerie holenderskie i belgijskie, a nie polskie, to polskie stacje paliw mają spore pole manewru.

 Foto: Facebook/Artur Jabłoński