• Skrzyżowanie ulic Rudnickiego i Kochanowskiego w Warszawie ma starą organizację ruchu z "nielegalnym" dziś oznakowaniem bez jednego sygnalizatora
  • Okoliczni mieszkańcy traktują to miejsce jako dwa skrzyżowania, ale zdarzają się za to mandaty od drogówki
  • Zapytani o kolejność przejazdu urzędnicy i policjanci nie podejmują tematu. Sprawę ma rozstrzygnąć wojewoda
  • ZDM planuje w przyszłym roku przebudować problematyczne skrzyżowanie tak, by stało się bezpiecznym rondem turbinowym
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Na tym skrzyżowaniu w Warszawie nie chciałaby się znaleźć żadna z osób ubiegających się o prawo jazdy. Na przecięciu się ulic Rudnickiego i Kochanowskiego problem z ustaleniem pierwszeństwa przejazdu mają nawet kierowcy z długim stażem. Wszystko przez "prawoskręt niezgody", który bywa traktowany jak osobne skrzyżowanie. To dlatego, że ten wlot jako jedyny nie posiada sygnalizacji świetlnej. Po skręcie kierowca nie ma typowego pasa rozbiegowego, a to prosty przepis na konflikt taki jak uwieczniony na poniższym nagraniu.

Problematyczne skrzyżowanie w Warszawie

Wybraliśmy się na wizję lokalną. Do sytuacji konfliktowej dochodzi wtedy, gdy jeden kierowca skręca ze wschodniego wlotu skrzyżowania w lewo w ul. Rudnickiego, a osoba jadąca z naprzeciwka skręca w prawo. Na tradycyjnym skrzyżowaniu nikt nie miałby wątpliwości, że pierwszy powinien przejechać samochód z włączonym migaczem po prawej stronie.

Tutaj wygląda to jednak inaczej – pas ul. Kochanowskiego służący do skrętu w prawo w ul. Rudnickiego jest osobnym wlotem i nie ma kontynuacji w postaci "rozbiegówki". Żeby było ciekawiej, nie ma też sygnalizatora, choć wprowadzony w 2003 r. załącznik do rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów wymaga, by każdy wlot skrzyżowania miał sygnalizację świetlną. Stoi za to przy nim znak A-7 "ustąp pierwszeństwa", a na jezdni są wymalowane białe trójkąty. Na światła nie mogą liczyć także piesi przechodzący przez "zebrę" wytyczoną na tym fragmencie jezdni.

Skrzyżowanie czy skrzyżowania?

Kto w przytoczonej powyżej sytuacji ma pierwszeństwo przejazdu? To zależy od tego, czy "prawoskręt niezgody" na ul. Kochanowskiego uznamy za integralną część skrzyżowania, czyli po prostu rozwidlenie pasów ruchu, czy już osobną, bardzo krótką nitkę wpadającą w ul. Rudnickiego.

Szukając odpowiedzi na to pytanie w ustawie Prawo o ruchu drogowym, natrafiamy na definicję (art. 2 pkt 10): "skrzyżowanie – przecięcie się w jednym poziomie dróg mających jezdnię, ich połączenie lub rozwidlenie, łącznie z powierzchniami utworzonymi przez takie przecięcia, połączenia lub rozwidlenia […]". Według kodeksu to skrzyżowanie w Warszawie można zatem traktować jako jeden "organizm".

Jest tylko mały problem – na prawoskręcie nie ma wytyczonej linii zatrzymania się, z której można byłoby obserwować sygnalizator. Do tego logika podpowiada, by wybrać drugą opcję, bo rozwidlenie powstało tam po to, żeby ułatwić włączenie się do ruchu kierowcom skręcającym z ul. Kochanowskiego w prawo w ul. Rudnickiego i rozładować tworzące się w tym miejscu korki. Zintegrowanie omawianego wlotu z sygnalizacją świetlną dla osób jadących na wprost i skręcających w lewo miałoby odwrotny skutek, bo na "czerwonym" trzeba byłoby się zatrzymać, również wykonawszy manewr skrętu w prawo.

Co na to mieszkańcy i ZDM?

– Mieszkańcy zwyczajowo traktują to miejsce jako dwa skrzyżowania. Skręcając z Kochanowskiego w prawo w Rudnickiego, przepuszczam tam samochody, które właśnie skręciły z naprzeciwka w lewo – mówi nam pani Beata mieszkająca na pobliskim osiedlu.

– Często dochodzi do konfliktów z kierowcami, którzy stosują się w tym miejscu do zasady prawej ręki. Jeszcze częściej ludzie trąbią na tych, którzy zatrzymują się na prawoskręcie, gdy na sygnalizatorze przy sąsiednim wlocie świeci się czerwone światło. Podobno to skrzyżowanie ma być przebudowane i zmieni się w rondo. Nie wiem, czy nie będzie wtedy kłopotu z włączaniem się do ruchu z Kochanowskiego – wyjaśnia.

Kierowca białego Mercedesa zatrzymał się na "czerwonym" i został upomniany klaksonem Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Kierowca białego Mercedesa zatrzymał się na "czerwonym" i został upomniany klaksonem

Projekt ronda w tym miejscu był konsultowany z mieszkańcami pod koniec 2016 r., ale od tego czasu nic się nie zmieniło. Odezwaliśmy się w tej sprawie do Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

– W przyszłym roku chcielibyśmy wyremontować cały ciąg ulic Rudnickiego–Perzyńskiego–Podczaszyńskiego. Zależy to od tego, czy rada miasta przyzna na to pieniądze, ale jesteśmy dobrej myśli, bo przymierzamy się do tego od dłuższego czasu – odpowiada nam Jakub Dybalski, rzecznik prasowy ZDM-u. – Projekt mamy gotowy już od kilku lat, on jest teraz aktualizowany. Jest w nim rondo turbinowe na skrzyżowaniu Rudnickiego–Kochanowskiego. Jeśli otrzymamy finansowanie, będzie można ogłosić przetarg, wybrać wykonawcę i przeprowadzić prace – dodaje.

A policja?

Kolejność przejazdu w omawianej sytuacji próbował ustalić portal brd24.pl. Pismo wysłane do Biura Zarządzania Ruchem Drogowym m. st. Warszawy wróciło jednak z informacją, iż "pierwotna organizacja ruchu w tym miejscu jest tak stara, że nie ma jej w archiwach", a interpretacja przepisów nie stanowi zadania urzędu.

Portal poprosił zatem Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji o udzielenie informacji w sprawie prawidłowej kolejności przejazdu, ale stamtąd nadeszła tylko odpowiedź, że "oznakowanie drogi powinno być jednoznaczne i nie budzić wątpliwości", a sprawa znów trafiła do zarządcy drogi, który odesłał dziennikarza... ponownie do policji. Interpretacji przepisów nie podjął się też Departament Transportu Drogowego, ale przynajmniej poprosił o rozstrzygnięcie Wojewodę Mazowieckiego Konstantego Radziwiłła.

Wygląda więc na to, że do czasu uzyskania odpowiedzi od wojewody lub wybudowania ronda turbinowego, które – być może! – powstanie w przyszłym roku, trzeba tam jeździć z zamkniętymi oczami, liczyć na łut szczęścia lub przepuszczać wszystkich, nawet jeśli jest się przekonanym o swoim pierwszeństwie przejazdu.

Ładowanie formularza...