Droga była w miarę łatwa, choć jazda 12 godzin dziennie, w tak małym samochodzie, nie należała do najwygodniejszych. Nie był to wyczyn sportowy, ale przede wszystkim hołd dla polskich bohaterów, którzy zginęli tu 80 lat temu. Pokazaliśmy, że można pokonywać duże wyzwania, jeśli kieruje się silną wolą i patriotyzmem – powiedział Sobiesław Zasada. — Te wartości są dzisiaj ważniejsze niż kiedykolwiek – stwierdził.

Najstarszy zawodnik WRC na świecie wyruszył w swoją podróż 15 maja. Trasa, licząca 1740 kilometrów, prowadziła przez Czechy, Austrię i Włochy. Podróż odbywał w grupie ośmiu kierowców, każdy za kierownicą własnego Fiata 126p.

Do Monte Cassino w deszczu i we mgle

Podróż nie była łatwa. Jazda 12 godzin dziennie w tak małym samochodzie była wyzwaniem, a do tego dochodziły problemy techniczne. W "Maluchu" Zasady wymieniono układ wydechowy oraz regulowano sprzęgło. Najtrudniejszy okazał się odcinek w Alpach, gdzie temperatura spadła do 5 stopni, a przez kilka godzin jechali w deszczu i we mgle.

Najtrudniejszym odcinkiem była trasa w Alpach, gdzie temperatura spadła do 5 stopni i przez kilka godzin jechaliśmy w deszczu i we mgle. Determinacja i optymizm pana Zasady inspirowały nas wszystkich i dodawały sił – mówił organizator wyprawy Marcin Małysz, prezes Fundacji Ewy i Sobiesława "Szerokiej Drogi".

Jednak determinacja i optymizm Zasady inspirowały wszystkich uczestników wyprawy. Jak wspomina Marcin Małysz, prezes Fundacji Ewy i Sobiesława "Szerokiej Drogi", organizatora wyprawy, "pan Zasada dodawał nam wszystkim sił".

Podróż małych fiatów spotkała się z dużym entuzjazmem innych kierowców. Robert Mucha, kierowca rajdowy i uczestnik wyprawy, wspomina, jak kierowcy na drogach pozdrawiali ich kolumnę biało-czerwonych fiatów: "Czuliśmy się dumni".

Ta podróż to nie tylko hołd dla bohaterów, ale także przypomnienie, że silna wola i patriotyzm mogą pomóc pokonywać największe wyzwania. Jak podkreśla Zasada, "te wartości są dzisiaj ważniejsze niż kiedykolwiek".