Jaka sprzedaż, takie problemy. Okazuje się, że nie wszyscy producenci w Europie muszą martwić się rosnącą popularnością SUV-ów. Według raportu Jato Dynamics rosnące zapotrzebowanie na SUV-y utrudnia wielu firmom osiągnięcie zakładanych celów emisji CO2. Jeszcze w 2019 roku średnia dla całego segmentu wynosiła bowiem aż 131,5 g/km, czyli znacznie powyżej limitu 95 g/km. Nietrudno zgadnąć, że na wszystko jest panaceum. Prócz elektryfikacji to jeszcze upowszechnianie mniejszych modeli, które prezentują się korzystniej pod względem tego, co wydobywa się z układów wydechowych.

Nadwyżka, czyli kusząca perspektywa

Nie powinno zatem dziwić, że nie każda firma musi martwić się problemem obowiązujących limitów. Dobrym przykładem jest Volvo, które wypracowało nadwyżkę emisji CO2, i to mimo tego że SUV-y stanowią aż 73,3 proc. całej sprzedaży. Poniżej wytycznych EU zmieściła się także marka zależna Volvo, czyli Polestar. Oczywiście spełnienie kryteriów z jakże istotnym zapasem to kusząca perspektywa dla tych koncernów, które muszą korzystać z ofert sprzedaży praw do emisji. Tak stało się w przypadku Forda, który zawarł stosowne porozumienie z Volvo Car Corporation, by poprawić swoje notowania.

Dobre wyniki Volvo to m.in. efekt dość ambitnego planu klimatycznego, w ramach którego do 2040 roku producent stanie się neutralny dla klimatu. Przyjęta strategia elektryfikacji oznacza zaś upowszechnianie hybrydowych napędów plug-in (po trzech kwartałach 2020 roku udział hybryd plug-in przekroczył już 25 proc. w europejskiej sprzedaży Volvo) i cel w postaci zwiększenia sprzedaży aut czysto elektrycznych. Zgodnie z planem już za 5 lat co drugie nowe Volvo wyjeżdżające z salonu będzie zasilane już nie benzyną czy olejem napędowym, a wyłącznie energią elektryczną.

Ambitny plan

Nie jest tajemnicą, że 50 proc. udziału elektryków w ogólnej sprzedaży to bardzo ambitny plan zważywszy szczególnie na obecną sytuację rynkową. Okazuje się bowiem, że standardem w branży motoryzacyjnej stały się zakupy silników elektrycznych od poddostawców. A to mimo różnych obwarowań i zabezpieczeń kontraktów wciąż jednak stanowi spore wyzwanie na przyszłość. Stąd decyzja Volvo, by uniezależnić się od niektórych partnerów i samodzielnie pracować nad nową generacją napędów.

Nie poprzestano jednak tylko na decyzji i pięknych planach, które świetnie prezentują się w szablonie PowerPoint czy Excelu. Nad silnikami elektrycznymi pracuje już pełną parą własne nowoczesne laboratorium w Szanghaju. Na tym nie koniec. Swoją cegiełkę dokładają centrum badawczo rozwojowe silników elektrycznych w Goteborgu oraz nowe laboratoria akumulatorów zlokalizowane w Chinach i Szwecji.

„Dzięki nowemu projektowi, jakim jest rozwijanie silników elektrycznych w strukturach naszej firmy możemy osiągać coraz lepsze parametry tych napędów. Stale poprawiając ich ogólny poziom wydajności pod względem efektywności energetycznej i komfortu, tworzymy wrażenia z jazdy na napędzie elektrycznym, które są unikalne i charakterystyczne dla Volvo - wyjaśnił Henrik Green, dyrektor ds. Technologii w Volvo Cars.

Z pewnością na brak wrażeń nie będzie można narzekać. Kto choć raz przejechał się samochodem elektrycznym, ten dobrze wie ile przyjemności sprawia błyskawiczna reakcja na gaz i równie przyjemne odzyskiwanie energii bez potrzeby sięgania do pedału hamulca.

Ładowanie formularza...