W Volkswagenie chętnie zapomnieliby jak najszybciej o 2015 roku. Afera z silnikami Diesla poważnie nadszarpnęła reputację niemieckiego koncernu. Nowy szef Matthias Müller musi teraz przebudować firmę i pokazać klientom, jak będzie wyglądała przyszłość Volkswagena. Pierwszą okazją do zapoznania się z tymi planami nie będzie jednak wcale salon samochodowy w Detroit, lecz odbywające się wcześniej w Las Vegas targi elektroniki (CES).

Zwiastunem nadchodzących zmian według Müllera i nowego szefa rozwoju Franka Welscha ma być studium nowego Bulli. Z racji długości nadwozia 4,59 m Budd-e (wymawia się jak angielskie buddy, czyli kumpel) może być pozycjonowany pomiędzy Touranem a T6. Jednak dzięki zastosowaniu nowej platformy we wnętrzu koncepcyjnego modelu jest więcej przestrzeni niż w T6. Volkswagen chce wprowadzić jednakową modułową budowę we wszystkich elektrycznych pojazdach, a tym samym obniżyć koszty ich produkcji. Zatem VW liczy na sukces aut z elektrycznym napędem.

Dlatego klienci mają postrzegać Budd-e jako model idealnie nadający się do użytku na co dzień. Akumulatory o pojemności 92,4 kWh zostały ukryte w podłodze, tym samym nie ograniczają przestrzeni we wnętrzu. Poza tym ich ułożenie nie pogarsza prowadzenia pojazdu. Istotne jest również to, że według norm Unii Europejskiej dotyczących pomiaru zużycia energii taka pojemność akumulatorów pozwala na przejechanie 533 km. W stacji szybkiego ładowania baterie w ciągu pół godziny można naładować w 80 proc. Problemu nie powinno być również z dynamiką podróżowania. Budd-e może być napędzany dwoma elektrycznymi silnikami o łącznej mocy 306 KM.

Volkswagen zapewnia, że Budd-e będzie miał możliwość autonomicznej jazdy, na pokładzie nie zabraknie połączenia z internetem, a w przestronnym wnętrzu można wstawić 34-calowy ekran.

Naszym zdaniem - Volkswagen stawia na elektrykę

Nie udało się z dieslami, zatem VW próbuje sił z elektrycznym napędem. Niemiecki koncern chce ograniczyć emisję bez psucia frajdy z jazdy. I oczywiście – odbudować swoją reputację.